Rz: Firmy rodzinne to coraz bardziej zyskowny biznes. Ale czy przynoszenie pracy do domu i wchodzenie z partnerami czy dziećmi w relacje biznesowe nie skutkuje przypadkiem różnymi rodzinnymi niesnaskami?
Zbigniew Grycan:
Moja rodzina jest już przyzwyczajona do takich relacji, bo całe życie tak funkcjonujemy. Oczywiście staramy się po pracy nie poruszać tematów biznesowych, ale gdy cała rodzina pracuje w jednej firmie, to czasem różnie to wychodzi. Ważne, by wszyscy byli zadowoleni z pracy i dobrze się czuli w firmie, wtedy nie dochodzi do żadnych niesnasek.
W pańskiej firmie nie ma żadnej rady nadzorczej czy udziałowców. Wszystko opiera się na zaufaniu?
Na tym polega właśnie firma rodzinna. Plusy są takie, że w takim przedsiębiorstwie stosunki międzyludzkie są dużo bardziej ludzkie niż w dużych korporacjach. Ktoś mi raz powiedział, że u nas jest jak w domu. W końcu jeśli kogoś się zatrudnia w takiej firmie, to trochę jakby przyjmować go do rodziny.
Działa pan w stowarzyszeniu Inicjatywa Firm Rodzinnych. W Polsce jest dobry klimat dla takich przedsiębiorstw?
Powiem tak: my ryzykujemy cały swój majątek, codziennie pracujemy bardzo ciężko i długo, zatrudniamy całe rzesze ludzi, a nie mamy takiego wsparcia, na jakie często mogą liczyć firmy nierodzinne.
Czyli firmy większe?
Tak. Na całym świecie firmy rodzinne są podstawą gospodarki, a u nas może za krótko jeszcze mamy demokrację, by było tak samo. Co prawda za PRL mieliśmy rzemiosło i mnóstwo firm rodzinnych wywodzi się właśnie z tradycji rzemieślniczych, ale nie doczekaliśmy się jeszcze tak dużych firm rodzinnych jak na Zachodzie.