Do wybuchu doszło ok. godz. 19 w mieszkaniu na drugim piętrze przy ul. Brackiej 29 w Łodzi. Jego siła była na tyle duża, że lokal został całkowicie zniszczony. Wyleciały też wszystkie szyby. Uszkodzone zostały też stropy w mieszkaniu położonym piętro niżej.
Ucierpiało dwoje lokatorów z mieszkania, gdzie doszło do eksplozji. To matka z synem. Ich stan jest ciężki, ale stabilny. Strażacy ewakuowali resztę lokatorów.
Swoje mieszkania musiało opuścić ok.30 osób. Miasto podstawiło dla nich autobus, gdzie mogą się ogrzać. Na miejscu cały czas pracują służby ratunkowe.
- Jest 10 naszych zastępów, w sumie 30 osób. Strażacy razem z psami przeszukali gruzowisko, ale innych rannych nie znaleziono – mówi kpt Arkadiusz Makowski, rzecznik łódzkiej straży pożarnej.
Na miejscu jest też inspektor nadzoru budowlanego, który ogląda zniszczenia. – Od jego decyzji będzie zależeć, czy przynajmniej część lokatorów będzie mogła wrócić do swoich mieszkań.
– Na pewno osoby, z lokali w pionie gdzie doszło do wybuchu nie będą nocować w swoich domach, a co do pozostałych jeszcze decyzja nie zapadła – mówi kpt. Makowski.
Strażacy będą stemplować strop mieszkania, w którym doszło do wybuchu, by go zabezpieczyć. – To potrwa kilka godzin – zdarza kpt Makowski.
Dlaczego doszło do wybuchu? Na razie nie wiadomo. Wiadomo, że godzinę przez eksplozją policja dostała zgłoszenie dotyczące tego mieszkania.
Dzwoniła żona mężczyzny, który później został ranny. Mówiła, że mąż ją dusił. Kobieta schroniła się u sąsiadki. Policjanci próbowali wejść do jej mieszkania, by porozmawiać z mężczyzną. Drzwi były zamknięte. Na pomoc wezwano strażaków, ale gdy ci próbowali sforsować drzwi doszło do wybuchu. - Przyczyny eksplozji będzie wyjaśniać specjalna komisja oraz policja - mówi kpt. Makowski.