Złodzieje wynosili ciuchy w specjalnych torbach, dzięki którym ubrania „nie piszczały" na bramkach. W skład grupy wchodziło sześć osób.

- Przez kilka ostatnich lat odwiedzali centra handlowe na terenie całej Polski, a także Niemiec i Danii. Wybrany przez siebie towar pakowali do specjalnie przygotowanych toreb i wynosili ze sklepu – opowiadają policjanci z Wielkopolski.

Dopiero po wyjściu z galerii w wybranych kryjówkach złodzieje ściągali z ubrań klipsy zabezpieczające. Później towar sprzedawano dalej.

Gdzie dokładnie? – Dopiero będziemy to ustalać – mówi mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Nad rozpracowaniem szajki mundurowi pracowali od kilku miesięcy. Typowali osoby, które mogły działać w grupie.

Kilka dni temu pod jednym z poznańskich hosteli zauważyli samochód terenowy, z którego korzystali złodzieje. W środku była odzież z zabezpieczeniami przed kradzieżą.

Policjanci zorganizowali zasadzkę. Czekali kto przyjdzie do samochodu, by nim odjechać. Gdy do auta wsiadało dwóch mężczyzn zostali zatrzymani, cztery pozostałe wpadły w powiecie kartuskim.

Nad morzem w wytypowanym domu zatrzymali kolejnych członków grupy oraz paserów. Zabezpieczono też tam narkotyki.

– Wszyscy zatrzymani usłyszeli zrzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, kradzieżach i paserstwie – mówi mł. insp. Borowiak.

Dwóch z szóstki zatrzymanych zostało aresztowanych, to szefowie szajki. Policja szacuje, ze skradzione przez grupę ubrania były warte co najmniej 250 tys. zł.