Po spektakularnych przeszukaniach gabinetów i domów ważnych polityków i urzędników, do których doszło w zeszłym tygodniu, prokuratorzy i agenci CBA badają zdobyty materiał.
– Są to przede wszystkim dokumenty, które zostały zabezpieczone w kilkunastu miejscach, głównie w Warszawie i na Podkarpaciu. Obecnie trwa ich analiza – mówi „Rz" Zbigniew Jaskólski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, która prowadzi śledztwo dotyczące wręczania łapówek w zamian za pośrednictwo w załatwieniu spraw w instytucjach państwowych.
Według informacji „Rz" część przejętych materiałów jest dopiero zwożona do prokuratury.
Z kolei te, które już tam są, mają posłużyć śledczym m.in. do oceny, czy biznesmeni z Podkarpacia, którzy powoływali się na wpływy np. w resorcie infrastruktury, istotnie mieli tam znajomości i czy dzięki temu coś załatwili.
CBA i prokuratura wciąż lakonicznie mówią o śledztwie, zasłaniając się jego dobrem. Tymczasem okryte tajemnicą akcje na Podkarpaciu wywołują coraz więcej emocji, a niektórzy politycy sugerują ich polityczne tło.
Marek Sawicki wręcz oskarżył prokuraturę i CBA o nadużycie prawa przy przeszukaniach u posła PSL Jana Burego i wiceministra infrastruktury Zbigniewa Rynasiewicza (CBA dokonało też przeszukań m.in. u Anny Habało, szefowej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie, i emerytowanego prokuratora Zbigniewa Niezgody).
W rozmowie z dziennikarzami w Brukseli Sawicki stwierdził, że praktyki prokuratury są „niedopuszczalne". – Działania CBA i śledczych miały pełne znamiona obejścia immunitetu poselskiego – mówił Sawicki, który uważa, że opinia publiczna powinna wiedzieć, „czy Rynasiewicz i Bury są oskarżeni", czy też nie.
Jak te zarzuty oceniają śledczy badający korupcję na Podkarpaciu? – CBA jest instytucją apolityczną – mówi „Rz" Jacek Dobrzyński, rzecznik Biura. – Chciałbym przypomnieć, że w ubiegłym tygodniu pan poseł Bury chwalił CBA i prokuraturę za profesjonalizm wykazany podczas prowadzonego u niego przeszukania.
Jan Bury mówił wtedy, że prokurator i agenci CBA „zachowali się bardzo profesjonalnie i bardzo elegancko".
Prokuratura nie komentuje sugestii na temat politycznego tła i nadal bada sprawę. Milczenie śledczych oznacza jedno: na dotychczasowych przeszukaniach się nie skończy – twierdzą osoby znające kulisy tej sprawy.
Dotąd jest w niej dwóch podejrzanych o płatną protekcję: biznesmeni Marian D. i Paweł K. z Leżajska. Według informacji „Rz" zgromadzone przez śledczych dowody mają świadczyć o istniejących na Podkarpaciu patologiach. Miały tam funkcjonować podobne mechanizmy jak ujawnione wcześniej w sprawie marszałka podkarpackiego Mirosława K., jednak na szerszą skalę.