Wszczęliśmy śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci - mówi Jolanta Wrońska, szefowa prokuratury w Piasecznie, która bada, dlaczego zmarł 57-letni Marek R. zatrzymany w miejscowej komendzie.
Mężczyzna został zatrzymany w ostatni czwartek razem z pięcioma innymi osobami pod zarzutem brutalnego napadu na mieszkańca Piaseczna. Doszło do niego w nocy z 2 na 3 października. Grupa napastników skatowała i okradła ofiarę w jednym z mieszkań.
Kiedy sprawców zatrzymano, wszyscy byli pijani. W piątek postawiono im zarzuty: rozboju i napaści rozbójniczej. W sobotę sąd zdecydował o areszcie dla całej szóstki. - Jednak tylko dwóch mężczyzn przewieziono do aresztu, pozostałych już się nie udało. Administracja aresztu już nie działała - mówi jeden z policjantów.
- Takie są przepisy, że przyjmujemy aresztowanych w godzinach pracy administracji. W dni powszednie od 8 do 16, w soboty do 12 - tłumaczy Luiza Sałapa, rzecznik Służby Więziennej. Dodaje, że w uzasadnionych przypadkach robione są wyjątki.
Czworo zatrzymanych, w tym Marek R., wróciło więc na policyjny „dołek". Każde z nich dostało osobną, monitorowaną celę.
W niedzielę nad ranem Marek R. upadł. Zauważył to policjant, który pilnował zatrzymanych.# Wezwał pogotowie, a sam zaczął ratować mężczyznę. Potem walkę o życie Marka R. kontynuowali lekarze, mężczyzna jednak zmarł. - Nie wiemy, co było przyczyną śmierci. W środę odbędzie się sekcja zwłok - mówi prok. Wrońska.
Policjant z Piaseczna: - Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Są u nas kamery. Wszystko nagrały.