Stanowisko naczelnika zarządu Centralnego Biura Śledczego w Gdańsku stracił kilka dni temu Przemysław Zych. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jego dymisja może mieć związek ze śledztwem, które prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Krakowie.

Według naszych informacji, tamtejsi śledczy sprawdzają, czy w gdańskim CBŚ nie działała grupa przestępcza, która zajmowała się m.in. wymuszaniem haraczy.

– Komuś pomyliły się role. Jeśli potwierdzą się zeznania świadków, będziemy mieli do czynienia z jednym z największych skandali w polskiej policji – mówi informator „Rz" znający akta sprawy.

Agenci na bramce

Istniejące od 2000 roku Centralne Biuro Śledcze nazywane jest polskim FBI. Jego funkcjonariusze mają na koncie wiele sukcesów w zwalczaniu największych przestępstw w Polsce. Ale ten obraz nie pasuje do tego, co miało dziać się w Gdańsku.

Śledztwo Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie sięga początków CBŚ. To właśnie wtedy czwórka oficerów biura zajęła się obstawianiem klubów i dyskotek działających w Trójmieście. – Na bramkach stali policjanci najniższego szczebla. Z kolei ludzie z CBŚ dostawali dolę od właścicieli klubów za zorganizowanie ochrony – opowiada nasz informator.

Na tym jednak nie koniec. W niedługim czasie funkcjonariusze CBŚ mieli też zacząć ochraniać znane trójmiejskie agencje towarzyskie A. i B. Tutaj już na bramkach nie stali oficerowie biura. – Za konkretne pieniądze, które miały trafiać do oficerów z zarządu, gwarantowano tym klubom spokój na mieście  – mówi nasz informator.

Poza obstawianiem bramek w klubach i pilnowaniem agencji towarzyskich, ludzie z gdańskiego CBŚ mieli się zajmować ochroną trójmiejskich biznesmenów i za comiesięczne wypłaty gwarantować im nietykalność.

Jeden z ochranianych – przedsiębiorca G. – był przesłuchiwany w Prokuraturze Apelacyjnej w Krakowie w miniony poniedziałek. Jak wynika z naszych informacji, biznesmen podejrzewany jest o opłacanie oficerów CBŚ w zamian za informowanie go o prowadzonych wobec niego postępowaniach.

Jednym z wątków badanych przez prokuraturę w Krakowie jest sprawa porwania w czerwcu 2011 r. żony trójmiejskiego biznesmena R.  Porywacze zażądali najpierw miliona euro okupu, później zeszli do 500 tys. euro. Kobieta została uwolniona w lasach oliwskich po przekazaniu pieniędzy.

Kilka miesięcy później Centralne Biuro Śledcze zatrzymało sprawców porwania. Wtedy okazało się, że zniknęło 137 tys. euro okupu. Przyjęto wersję, że pieniądze podzielili między sobą porywacze. Czy tak było? Według naszych informacji jeden ze świadków zeznał, iż pieniądze mieli zabrać właśnie policjanci gdańskiego CBŚ.

Były oficer: pomówił nas dawny kolega

Z informacji „Rz" wynika, że trzon grupy zajmującej się obstawianiem dyskotek, agencji i pobieraniem haraczy od biznesmenów miała stanowić trójka byłych już policjantów. Mieli oni współdziałać z przynajmniej dwoma oficerami, którzy do dziś są w służbie.

Czy o tym procederze wiedział Przemysław Zych i właśnie za to stracił stanowisko naczelnika? Komenda Główna Policji pytana o przyczyny dymisji nie udzieliła nam odpowiedzi.

Ustaliliśmy jednak, że na początku lutego na biurko Jacka Cichockiego, wtedy ministra spraw wewnętrznych trafił adresowany do Donalda Tuska list. Były funkcjonariusz gdańskiej policji opisał w nim to, co działo się przez lata w gdańskim CBŚ. Biuro prasowe Kancelarii Premiera nie odpowiedziało na nasze pytanie o to, co premier zrobił z otrzymaną korespondencją.

Kilka dni temu w Gdańsku „Rz" rozmawiała z jednym z byłych oficerów CBŚ, w sprawie którego prowadzone jest krakowskie śledztwo. Przyznał, że stał na bramce w klubie, ale zapewnił, że z żadnymi przestępstwami nie miał nic wspólnego i że nie utrzymuje żadnych kontaktów z kolegami, którzy do dziś pracują w CBŚ. Twierdził też, że śledztwo zostało wszczęte na podstawie pomówień jednego z byłych kolegów. Dlaczego miałby to robić? Tego nasz rozmówca nie potrafił nam wyjaśnić.

O postępowanie zapytaliśmy też w Prokuraturze Apelacyjnej w Krakowie. „Kierując się potrzebą zapewnienia właściwego toku prowadzonych postępowań Prokuratura Apelacyjna w Krakowie nie informuje w takich przypadkach o wykonywanych i planowanych czynnościach śledztw oraz ich kierunkach" – napisał nam prokurator Piotr Kosmaty, rzecznik krakowskiej apelacji.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora m.kowalewski@rp.pl