Najlepszym skoczkiem sezonu Kobayashi został po raz drugi w karierze. Japończyk nie jest najlepszym narciarskim lotnikiem (w niedzielę był ósmy), ale wygrał najwięcej konkursów i w końcu zimy bez trudu odparł ataki Karla Geigera. Wielka Kryształowa Kula poszła we właściwe ręce.

Pomimo finałowego zwycięstwa Lindvika loty w tym sezonie były niemal wyłącznie specjalnością Słoweńców. Miło było patrzeć, jak latają młodzi, tacy jak zdobywca małej Kryształowej Kuli Ziga Jelar, jeszcze dwa tygodnie temu obecny w zawodach drugiej ligi skoków.

Po zwycięstwie Jelara w piątek i drużyny w sobotę, w niedzielę słoweńska piątka zajęła miejsca od trzeciego do siódmego (wyprzedził ich jeszcze, bijąc rekord życiowy, Japończyk Yukiya Sato) i była bardzo blisko, by po przegonieniu Niemców, dogonić także Austriaków i zdobyć kryształ za sukces w Pucharze Narodów.

Z zakończonego sezonu mogli być też zadowoleni Norwegowie: Halvor Egner Granerud stracił wprawdzie Puchar Świata, ale Lindvik został mistrzem olimpijskim, mistrzem świata w lotach i trzecim skoczkiem PŚ. Jeśli to ma być kryzys, to tylko pozazdrościć.

Doleżal odchodzi

Polacy spisali się w Planicy nieco lepiej, niż wyznaczała średnia wyników w poprzednich startach: widać było ich solidne skoki, oddawane głównie przez żelazną trójkę: Kamila Stocha, Piotra Żyłę i Dawida Kubackiego. Czwarte miejsce drużyny w sobotę, po twardej walce z Austriakami, także pozwalało zapomnieć o wcześniejszych słabościach.

Względnie dobre miejsca w finale (Kubacki dziewiąty, Żyła dwunasty, Stoch czternasty) nie przesłoniły jednak nieudanego sezonu, w którym jedynym istotnym sukcesem był brązowy medal olimpijski Kubackiego w Pekinie. W Planicy, oprócz uśmiechów po skokach w słońcu, były więc także negatywne emocje wywołane przede wszystkim przez informację o braku przedłużenia umowy z Michalem Doleżalem.

O decyzji trener został poinformowany w czwartek podczas spotkania z wiceprezesem PZN Wojciechem Gumnym i dyrektorem Adamem Małyszem. Informacja miała zostać poufna do niedzielnego południa po konkursie, ale Doleżal ujawnił ją mediom. Reakcja starszych skoczków była mocna.

– To moim zdaniem nie jest dobre posunięcie. Sezon był trudny, popełniono dużo błędów. Popełniali je wszyscy. Od samej góry. Prezes, sekretarz, dyrektor sportowy, trener, cały sztab, na zawodnikach kończąc. Problem jest taki, że nie dano nam tego naprawić. Uważam, że trener nadal jest naszą rodziną, będę o niego walczył. Nikt nie zapytał nas o zdanie. Nie poinformowano nas, że przed Planicą zapadły decyzje. To bardzo mnie boli, bo uważam, że mam w tej kwestii wiele do powiedzenia, z kim chcę pracować. Uważam, że zawiodła komunikacja i to ma fatalne skutki – mówił w rozmowie z reporterem Eurosportu Kamil Stoch. Dodał też, że nie wie, co dalej robić, że usłyszał od działaczy o możliwości wycofania się sponsorów, jeśli nie będzie zmian. – Jeśli w taki sposób zarząd chce to ogarnąć, to sam sobie mogę finansować szkolenie, tylko dajcie mi trenera, z którym chcę pracować – zakończył Stoch.

Jeszcze poczekamy

Krytyczni wobec sposobu zwolnienia trenera i braku dyskusji w tej sprawie byli także Dawid Kubacki („Boję się takiej sytuacji, że jak do maja nikogo nie znajdziemy, to weźmiemy byle kogo. Chcę wierzyć, że rozmowy są na zaawansowanym etapie, ale tego nie wiem… Uważam, że z trenerem Doleżalem i jego sztabem wykonaliśmy kawał dobrej roboty”) i Piotr Żyła („Przykre to. Nie wiemy nic. Nie mamy trenera, nie mamy planu. Wiem z mediów, że na innych trenerów działaczy nie stać. System był dobry”).

Wedle informacji „Rz” prezes PZN Apoloniusz Tajner odpowie publicznie na zarzuty dopiero po rozmowie z Kamilem Stochem i Michalem Doleżalem. Zapewnia, że trenera cenił, ale pojawiła się granica, której nie można było przekroczyć, i że traktuje skoczków, zwłaszcza tych najbardziej doświadczonych, jak partnerów i rozumie ich prawo do wyrażania opinii. Zaplanowano spotkanie z nimi we wtorek, okazją do rozmowy z Dawidem Kubackim będzie także przyjazd medalisty igrzysk w czwartek do Warszawy.

Emocje związane z przyszłością polskich skoków potrwają zatem jeszcze kilka lub kilkanaście dni. Coraz bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, że kadrę przejmie mniej znany szkoleniowiec z Austrii, który, już bez wsparcia fizjologa dr. Haralda Pernitscha i niektórych polskich członków obecnego sztabu, dostanie trudne zadanie odnowy reprezentacji i zdobycia zaufania starych mistrzów.