– Zaznaczył swą niezależność. Choć nie jest to takie iskrzenie, które w relacjach z Kancelarią Premiera może spowodować pożar – tak dr Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, komentuje decyzję prezydenta. Do tej pory bowiem Bronisław Komorowski akceptował wszystkie przedkładane mu akty prawne. Po raz pierwszy nie złożył na ustawie podpisu.
Z informacji "Rz" wynika, że premier był uprzedzany, iż prezydent skieruje ustawę do TK. Od kilku dni takie sygnały przekazywało też otoczenie Komorowskiego.
– Ta ustawa to bubel prawny, który i tak zostałby zaskarżony. W tej sytuacji prezydent nie chciał na siebie brać za nią odpowiedzialności – wyjaśnia urzędnik z Kancelarii Prezydenta. Dodaje, że ustawa ma sens jedynie jako zabieg marketingowy. – Gdyby rząd rzeczywiście chciał ciąć zatrudnienie w administracji, to może to robić bez żadnej specjalnej ustawy – mówi informator "Rz".
Prezydencki doradca Tomasz Nałęcz zastrzega, że Bronisław Komorowski wspiera oszczędnościowe działania rządu, ale jest pewna granica – konstytucja, której jest on strażnikiem.
$>
– Prawnicy zwracali mu uwagę, że przepisy mogą być niezgodne z ustawą zasadniczą, więc uznał, że powinien to rozstrzygnąć powołany do tego organ, czyli właśnie Trybunał – tłumaczy Nałęcz.
W komunikacie o decyzji prezydenta jego kancelaria wskazuje, że ustawa może naruszać konstytucję aż w czterech miejscach. O co chodzi?
Zmniejszając zatrudnienie wśród urzędników mianowanych, narusza np. zasadę państwa prawa oraz stoi w sprzeczności z zasadą ochrony praw nabytych. Zwalnianie urzędników służby cywilnej może z kolei stać w sprzeczności z koniecznością zapewnienia rzetelnego, bezstronnego i neutralnego politycznie wykonywania przez nich obowiązków. Zdaniem prezydenta dodatkowe wątpliwości może też budzić pozostawienie zbyt dużych kompetencji przy realizacji ustawy w ręku premiera.
Te wątpliwości podzielają prawnicy. – Dobrze się stało, że prezydent skierował ustawę do Trybunału – mówi dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Wskazuje między innymi na kwestie automatycznego cięcia zatrudnienia przy jednoczesnym braku kryteriów. Podkreśla też, że skoro prezydent miał informację, iż zapisy mogą być niezgodne z konstytucją, to miał obowiązek skierować ustawę do TK.
Rzecznik rządu Paweł Graś podchodzi do sprawy spokojnie.
– To jest prawo prezydenta. Zapowiadał, że nie będzie prezydentem jednej opcji, i to realizuje. Nie robiłbym z tego żadnego problemu – mówi "Rz" Graś. Dodaje, że rząd przekonany jest o konstytucyjności przyjętych przez siebie przepisów.
[ramka][b]10 PROC. URZĘDNIKÓW MNIEJ, PONAD MILIARD ZŁOTYCH OSZCZĘDNOŚCI[/b]
Przyjęta w grudniu ustawa o racjonalizacji zatrudnienia w państwowych jednostkach budżetowych ma obniżyć koszty i poprawić efektywność funkcjonowania administracji. Zakłada, że do 2013 r. z urzędów miałoby zostać zwolnionych 10 proc. urzędników, czyli ok. 28 tys. osób. Oznaczałoby to powrót do stanu zatrudnienia z 2007 r. Cięcia nie mają obejmować takich służb, jak: policja, straż pożarna czy Straż Graniczna. Przepisy miały wejść w życie 1 lutego. W 2013 roku miały dać budżetowi ponad miliard złotych oszczędności. [/ramka]