Wyroki w dwóch sprawach zapadły w odpowiedzi na pytania prejudycjalne polskiego Sądu Najwyższego dotyczące tzw. testu niezawisłości i bezstronności sędziego.
Chodzi o kwestionowanie okoliczności powołania części sędziów SN z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej na podstawie ustawy z grudnia 2017 r.
Sąd Najwyższy zwrócił się do TSUE z pytaniami, czy same okoliczności powołania sędziego mogą przesądzać o niespełnieniu wymogu niezależnego i bezstronnego sądu, czy taki test może przeprowadzać skład z udziałem sędziego powołanego w analogicznych okolicznościach oraz czy sąd krajowy powinien pominąć przepisy krajowe dotyczące składu orzekającego, jeśli uniemożliwiają one zapewnienie standardów wynikających z prawa Unii.
Czytaj więcej
I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska chce, aby pełny skład SN rozstrzygnął, czy okoliczność powołania sędziego w procedurze uznawanej za w...
Procedura powołania sędziego nie może budzić wątpliwości
W ogłoszonych wyrokach Trybunał przypomniał, że procedura powoływania sędziów – ze względu na jej fundamentalne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania i legitymizacji władzy sądowniczej – nie może doprowadzić do powstania uzasadnionych wątpliwości co do niepodatności sędziów na czynniki zewnętrzne ani ich neutralności.
Zaznaczył jednocześnie, że nie każde uchybienie w trakcie tej procedury może rodzić wątpliwości tego rodzaju.
„Dopiero nieprawidłowości, których waga i charakter stwarzają ryzyko, że pozostałe władze (zwłaszcza władza wykonawcza) zagroziły prawidłowości skutku w postaci nominacji sędziego, mogą same w sobie wystarczyć do zakwestionowania niezawisłości i bezstronności sędziego powołanego w tym trybie” - zdecydował Trybunał.
TSUE orzekł także, że unijne prawo sprzeciwia się także temu, by badanie spełnienia wymogów niezawisłości i bezstronności sędziego było powierzone składowi orzekającemu, w którym zasiada choćby jeden sędzia, którego powołanie nastąpiło w tych samych okolicznościach co sędziego, którego dotyczy to badanie.
sygn. akt C-96/24, C-103/24 i C-112/24/25
OPINIA
Sędzia Bartłomiej Przymusiński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia"
Dzisiejsze wyroki TSUE bez wątpienia stanowią konsekwentną kontynuację wcześniejszego orzecznictwa i pokazują, że głównym źródłem wadliwości polskiego wymiaru sprawiedliwości jest Sąd Najwyższy, do którego powoływano osoby z udziałem czynnika politycznego, jakim była upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa. Pokazuje też, że pan Zbigniew Kapiński jako pierwszy prezes SN kieruje obecnie instytucją, która nie powinna być w ogóle nazywana sądem. Bez rozwiązania problemu Sądu Najwyższego nie rozwiążemy problemów polskiego sądownictwa. Polski ustawodawca musi w końcu uchwalić ustawę o przywróceniu praworządności, która znajduje się w Sejmie, a także nadać bieg nowej ustawie o Sądzie Najwyższym. Obie regulacje mają szansę rozwiązać problem tej niezwykle ważnej dla polskiego państwa prawnego instytucji, która kiedyś cieszyła się ogromnym autorytetem, a dziś leży w zgliszczach. Pamiętam czasy, gdy orzeczenia Sądu Najwyższego były traktowane przez sędziów bardzo poważnie i wyznaczały kierunki orzecznictwa. Na skutek zdegenerowania tej instytucji, którą obecnie kieruje pan Kapiński, dziś w ogóle nie spełnia ona swojej roli. Nie budzi też wątpliwości ocena rzeczniczki TSUE o tym, że skład mieszany nie może być mniej wadliwy niż skład złożony wyłącznie z tzw. neosędziów. Jedno zatrute ziarno powoduje bowiem, że wadliwa staje się całość.
OPINIA
Aleksander Stępkowski, sędzia Sądu Najwyższego
Dzisiejsze wyroki dotyczą tzw. testu niezawisłości i bezstronności sędziów, zwanego również „prezydenckim”, bo wprowadzony był z inicjatywy prezydenta Dudy. Należy patrzyć na nie w dwóch perspektywach. Pierwsza, to perspektywa wyznaczona przez Polską Konstytucję oraz przez Traktat o UE. TK wyraźnie stwierdził orzekając o zgodności z konstytucją traktatu akcesyjnego (2005) i Traktatu Lizbońskiego (2010), że konstytucja zabrania przekazania UE szeregu suwerennych kompetencji, w tym dotyczących organizacji i funkcjonowania sądów i Polska nigdy ich nie przekazała. W świetle zasady przyznania i skorelowanej z nią zasady lojalnej współpracy (art. 5 i 4 TUE), oznacza to, że UE nie może podejmować żadnych działań w tym obszarze, ale jak wiemy, TSUE niewiele sobie z tego robi. Dlatego dzisiejsze wyroki należy rozpatrywać również w innej perspektywie, której dostarcza wcześniejsze orzecznictwo TSUE i tu dostrzegamy istotną zmianę. „Test prezydencki” wprowadziła ustawa implementująca ówczesne orzecznictwo TSUE. Posłużono się w niej dokładnymi cytatami z jego orzeczeń dotyczących niezawisłości i bezstronności sędziów. Budziło to moc kontrowersji konstytucyjnych i politycznych, jednak ówcześni prezydent i parlament zaufali TSUE i komisji, że za tę cenę - nie palca wprawdzie, ale całej dłoni – da się znormalizować relacje z UE, która nie zażąda całej ręki. Prezes Laenerts aprobatywnie wypowiadał się wówczas o kształcie testu, bo widział, że dokładnie cytowane są jego wyroki. Do dziś, TSUE podkreślał zatem, że same wątpliwości co do prawidłowości powołania sędziego nie wystarczą do zakwestionowania jego niezawisłości i bezstronności, lecz należy koniecznie wykazać związek tych wątpliwości z okolicznościami konkretnej sprawy, od rozpoznawania której chce się wyłączyć sędziego. I w ten sposób został ukształtowany „test”. Dziś TSUE stwierdził jednak, że ten dodatkowy wymóg, który kilka lat temu wynikał z treści prawa UE, dziś już nie wynika i jest z nim niezgodny, a do wyłączenia sędziego wystarczą gołe zarzuty co do prawidłowości jego powołania. Drugą modyfikacją wprowadzoną przez TSUE jest odsunięcie od orzekania w testach sędziów powołanych na tych samych zasadach, które kwestionuje się we wniosku o wyłączenie sędziego. Odwołano się tutaj do niekontrowersyjnego zakazu orzekania we własnej sprawie, jednak przeoczono trzy okoliczności: 1) dopóki test jest prowadzony w kontekście konkretnej sprawy, ta sama procedura powołania nie czyniła sprawy „własną”, bo kluczowy był związek zarzutów co do powołania z konkretną sprawą; 2) ci sędziowie, którzy domagają się odsunięcia „nowych” sędziów SN od orzekania w testach, orzekli już w głośnej uchwale ze stycznia 2020 r. (którą TK uznał za niekonstytucyjną), że „nowi” nie mogą orzekać w SN. Wypowiedzieli się tym samym już w przedmiocie, którego dotyczyć miałby „ulepszony” przez TSUE „test” i w ten sposób każdy taki test uczynili „swoją sprawą”, w której nie mogą orzekać z powodów, na które dziś powołał się TSUE; 3) nie bierze się pod uwagę, że od 2007 do 2017 r. TK stwierdzał wielokrotnie istotne wady procedury powołania (wyroki SK 43/06; K 40/07, SK 57/06, K 62/07, K 5/17) i nie stwierdził tego jedynie w odniesieniu do zasad, które dziś obowiązują od 2018 r.