Tomasz Szmydt, były sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, ścigany przez prokuraturę pod zarzutem szpiegostwa, miał dostęp do tajnych informacji państwowych. Jego ucieczka wywołała dyskusję, czy osoby, które z racji pełnionych funkcji mają dostęp do informacji niejawnych, powinny go zachowywać bez kontroli służb. Reguluje to art. 34 ustawy o ochronie informacji niejawnych, który głosi, że m.in. sędziowie i prokuratorzy nie muszą uzyskiwać poświadczeń bezpieczeństwa, wydawanych po postępowaniu sprawdzającym ABW i SKW.

Czytaj więcej

Płk Rafał Syrysko, szef ABW o nowej taktyce rosyjskich służb w Polsce i największych ryzykach

Tajemnice państwowe w rękach Tomasza Szmydta. Co wyniósł na Białoruś?

– Szkody związane ze sprawą Szmydta są dwuwymiarowe. Pierwsza, widoczna gołym okiem: człowiek z dostępem do tajemnic państwowych od dwóch lat buduje za wschodnią granicą narracje uderzające w Polskę, do tego przemawiając z pozycji autorytetu – byłego sędziego z wglądem w kondycję służb. Druga, niewidoczna – i znacznie groźniejsza: wiedza przekazana białoruskiemu aparatowi bezpieczeństwa, jeszcze przed ujawnieniem ucieczki, a następnie, najprawdopodobniej, w ramach szczegółowego przesłuchania już po przekroczeniu granicy – mówi „Rzeczpospolitej” płk Grzegorz Małecki, ekspert ds. bezpieczeństwa państwa, były szef Agencji Wywiadu.

Szmydt orzekał w dwóch kategoriach spraw. Pierwsza to odwołania od decyzji służb o cofnięciu lub odmowie wydania poświadczenia bezpieczeństwa. – Dokumentacja w tych postępowaniach jest ściśle tajna – niedostępna nawet dla samych zainteresowanych. Dla obcego wywiadu bezcenna jest nie tylko treść tych dokumentów, ale także ich struktura, bo pozwala wytwarzać wiarygodne fałszywki – zauważa ekspert.

Druga kategoria to odwołania funkcjonariuszy służb od decyzji kadrowych: przyjęcie, awans, nominacja, kara, degradacja, zwolnienie. – Szmydt miał z tego tytułu dostęp do pełnej dokumentacji postępowań wewnętrznych w służbach specjalnych: nazwiska, stanowiska, układy personalne, mechanizmy działania służb od środka. To wiedza absolutnie bezcenna dla każdego obcego wywiadu – dodaje płk Małecki.

Czytaj więcej

Sędzia WSA ujawnia, jaki tak naprawdę dostęp do tajnych danych miał Szmydt

Szkolenia zamiast reformy

Kluczowe pytanie brzmi: czy po ucieczce Szmydta państwo zminimalizowało podobne ryzyko. – W sądach powszechnych, za które odpowiada Ministerstwo Sprawiedliwości, odpowiedzią były przede wszystkim szkolenia z udziałem funkcjonariuszy ABW, nie tylko o zasadach dostępu, lecz także o konkretnych zagrożeniach związanych z obiegiem informacji niejawnych – mówi „Rzeczpospolitej” wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur.

W rezultacie przeszkolono wszystkich prezesów sądów okręgowych i apelacyjnych, przy których działają kancelarie tajne ze ściśle reglamentowanym dostępem do dokumentów. Otrzymali oni jednoznaczne wskazówki, by każdą wątpliwość dotyczącą sędziego zgłaszać ABW, która dysponuje własnymi kanałami weryfikacji.

– Trzeba również pamiętać o zasadniczej różnicy między tym, czym zajmował się Szmydt, a codzienną praktyką sądów powszechnych. Szmydt certyfikował osoby do dostępu do informacji niejawnych – sądy powszechne tego nie robią. W praktyce mają do czynienia głównie z klauzulą „zastrzeżone”, „poufne”, rzadziej „tajne”, a materiały oznaczone „ściśle tajne” praktycznie się nie pojawiają – zaznacza Mazur.

– Sędziowie karni – z natury rzeczy najbliżej tych zagadnień – doskonale zdają sobie sprawę z konsekwencji ujawnienia takich informacji. W swojej wieloletniej praktyce sędziowskiej nie zetknąłem się z niczym, co choćby przypominałoby wyciek i to niezależnie od klauzuli – dodaje.

Czytaj więcej:

Sądy i Prokuratura Czego nas uczy afera sędziego Szmydta? Jak daleko sięga ręka agentury?

Pro

Podobne szkolenia przeprowadzono w niepodlegającym MS sądownictwie administracyjnym, co nieoficjalnie potwierdzają rozmówcy w NSA. Kwestia pojawiła się też na wewnętrznych konferencjach szkoleniowych, jednak nie jest omawiana publicznie.

MS rozważało wprowadzenie dodatkowych certyfikatów dla sędziów – przyznawanych przez służby na etapie mianowania asesorem. Pomysł upadł, ponieważ uznano, że taki mechanizm groziłby podporządkowaniem sędziów służbom specjalnym, które prześwietlałyby każdego kandydata i gromadziły dane osobowe mogące być później wykorzystywane.

Niebezpieczna droga

Obawy te podzielają sędziowie. Po ucieczce Szmydta w resorcie sprawiedliwości odbyło się spotkanie z udziałem kierownictwa resortu, sędziów, prokuratorów, adwokatów i przedstawicieli służb.

– Ze strony służb niemal natychmiast pojawiły się głosy, że to właśnie one powinny teraz weryfikować sędziów pod kątem dostępu do informacji niejawnych. Ale odpowiedź uczestników spotkania była jednoznacznie negatywna. Nie może być tak, żeby urzędnik państwowy, funkcjonariusz służb, decydował o tym, czy sędzia może zapoznać się z aktami niejawnej sprawy. To otwarcie niebezpiecznej drogi, która w polskiej historii już raz została przebyta i wiadomo, dokąd prowadziła – mówi „Rzeczpospolitej” sędzia Jacek Tylewicz ze Stowarzyszenia Sędziów „Themis”.

Według niego rozwiązanie leży gdzie indziej – zamiast kontroli sędziów potrzebna jest ochrona kontrwywiadowcza. – Po pierwsze należy maksymalnie uszczelnić proces dochodzenia do nominacji sędziowskiej i na tym wczesnym etapie przeprowadzić gruntowną weryfikację kandydata. Po drugie sędziów orzekających w sprawach wrażliwych dla bezpieczeństwa państwa należy objąć nie nadzorem służb, lecz parasolem ochronnym – wyjaśnia.

Czytaj więcej

Obce wywiady są mocno aktywne w Polsce – wynika z raportu ABW. „Rzeczpospolita” opisuje go pierwsza

– Nie jest prawdą, że to będzie generować duże koszty, ponieważ sędziów, którzy powinni być objęci taką ochroną, jest najwyżej kilkudziesięciu w całej Polsce. Problem jest więc dokładnie zlokalizowany i właśnie dlatego nie wymaga rozwiązań systemowych wymierzonych we wszystkich sędziów. Wymaga ochrony konkretnych osób, a nie kontroli całego środowiska – dodaje Tylewicz.

Podobnego zdania jest sędzia Katarzyna Wróbel-Zumbrzycka ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. – Sprawa byłego sędziego Szmydta to nie jest temat, o którym powinniśmy rozmawiać w kategoriach luki systemowej. To tak naprawdę kwestia konkretnych działań kontrwywiadowczych, bo to one winny zapewniać bezpieczeństwo sądów. Z całą pewnością nie może być tak, by służby specjalne miały generalnie kontrolować wszystkich sędziów i decydować o ich dostępie do informacji niejawnych, a więc w praktyce o składach orzekających w konkretnych sprawach – dodaje.

Prokuratorzy: wystarczy prawo

Pytania zadaliśmy również Prokuraturze Krajowej. – Nie dostrzegamy potrzeby wprowadzania dodatkowej weryfikacji dostępu do informacji niejawnych dla prokuratorów. Prokuratorzy (i sędziowie) są ustawowo zwolnieni z postępowania sprawdzającego oraz z obowiązku uzyskania poświadczenia bezpieczeństwa. Mają dostęp do informacji niejawnych, ale nie jest to dostęp blankietowy, lecz wyłącznie w zakresie związanym z wykonywanymi obowiązkami (pełnioną funkcją lub prowadzoną sprawą) – odpisał nam rzecznik PK prok. Przemysław Nowak.

Przypomniał też, że prokuratorzy są prawnie zobowiązani do szczególnej ochrony tych informacji. – Praktyka pokazuje, że uregulowania te są wystarczające do zapewnienia ochrony informacji niejawnych w zakresie prokuratorów – dodał.

Niezależny urząd zamiast służb?

Zastrzeżenia wobec pomysłu weryfikacji sędziów i prokuratorów przez służby wydała też Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Gdyby jednak polski ustawodawca zdecydował się na taki krok, to OBWE wskazała warunek: powstanie niezależnego organu spoza administracji rządowej, który weryfikowałby sędziów orzekających wyłącznie w sprawach z klauzulami: „tajne” i „ściśle tajne”.

Czytaj więcej

Jacek Mąka: Dziurawa ochrona tajemnic. Rosja wykorzystuje wszystkie luki w naszym systemie

Podobny kierunek wskazuje były szef Agencji Wywiadu, który uważa, że sprawa Szmydta powinna była wymusić reformę jeszcze w tej kadencji Sejmu. Ekspert zwraca uwagę, że problem ten dotyczy nie tylko sędziów i prokuratorów, ale także posłów, senatorów czy członków Rady Ministrów, którzy również wymienieni są w katalogu urzędników z dostępem – bez kontroli służb specjalnych – do informacji niejawnych.

– W praktyce oznacza to, że nawet przy poważnych podstawach do obaw nie ma skutecznego mechanizmu weryfikacji takiego dostępu, ponieważ wobec tych osób nie prowadzi się jakiejkolwiek kontroli, więc nie można im takiego dostępu odebrać inaczej niż zwalniając ze stanowiska – zaznacza płk Grzegorz Małecki, dodając, że w Polsce ochrona tajemnic państwowych została w dużej mierze utożsamiona z kompetencjami służb specjalnych, choć bezpieczeństwo informacji niejawnych nie powinno być wyłącznie ich domeną.

– Tajemnica państwowa nie jest tym samym co interes instytucjonalny służb specjalnych. Jest dobrem państwa, które wymaga kontroli, odpowiedzialności i jasnych reguł, także wobec osób sprawujących najważniejsze funkcje publiczne – podsumowuje ekspert, według którego najlepszym rozwiązaniem byłoby odebranie ABW i SKW uprawnień w zakresie wydawania poświadczeń bezpieczeństwa i powierzenie ich nowemu, niezależnemu urzędowi, odrębnemu od administracji rządowej i nadrzędnemu wobec służb specjalnych.