Przez media przewinęły się informacje, które wbrew pozorom wiele łączy.

Pierwsza pochodzi z rozmowy w TVN 24 Macieja Mitery, prezesa Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia, członka Krajowej Rady Sądownictwa. Zapytany, czy nadal jest człowiekiem ministra Zbigniewa Ziobry, odpowiedział: „każdy poniekąd jest człowiekiem ministra Ziobry, czy inaczej może: każdorazowo urzędującego ministra. Przecież to jest szef resortu". A potem dodał, że demokracje zachodnie nie mają z tym problemu, np. Niemcy.

Czytaj też:

KRS niezgodna z konstytucją - tylko z którym artykułem?

Abstrahował od tego, że w Niemczech pozycja sędziego jako swego rodzaju urzędnika – a nie odrębnej i niezależnej władzy, ma nie tylko długą historię, ale też wieloletnią praktykę nieingerowania w orzecznictwo przez polityków, którym teoretycznie byłoby to wolno, jednak z możliwości nie korzystają, bo źle by na tym wyszli w oczach wyborców. A sędziowie pracują bez obaw o dyscyplinarkę za działanie, które nie spodoba się władzy.

A w Polsce? Rzecznik dyscyplinarny postawił stołecznemu sędziemu Piotrowi Gąciarkowi zarzut za organizację pikiety w obronie sędziego Igora Tulei pod Prokuraturą Krajową. Minister, żądając dyscyplinarki dla sędziego, wykorzystał nowelizację ustawy o sądach, która powoduje, że gdy rzecznik dyscyplinarny odmówi wszczęcia takiej sprawy (a tak uczynił sędzia Rafał Kaniok, nie widząc powodu do dyscyplinarki dla Gąciarka), to sprzeciw ministra skutkuje wszczęciem postępowania.

Widać więc, że nie tylko niektórzy sędziowie uważają, że są ludźmi ministra Ziobry, ale też, że minister uważa, iż sędziowie to jego ludzie, których można dyscyplinować. Na przykład za to, że kwestionują to samo, co unijny Trybunał – czyli Izbę Dyscyplinarną, a ta nadal orzeka jak gdyby nigdy nic – i dopominają się wykonania orzeczeń TSUE, które powinny przywrócić Igora Tuleyę do orzekania w sądzie. Co więcej, pikietują pod siedzibą centrali prokuratury, dając zły przykład prokuratorom, którzy – choć ich służba wiąże się z hierarchicznym podporządkowaniem – też mają prawo korzystać z obywatelskich swobód.

A jakby tego było mało, minister Ziobro oświadczył – czytając, przecierałem oczy ze zdumienia – że Unia Europejska, atakując polskie sądy, prowadzi wobec nas wojnę hybrydową. Czy zatem minister bierze w niej sędziów – „swoich ludzi" na zakładników?