Ministerstwo Sprawiedliwości ruszyło z budową i wdrożeniem systemu workflow jako uzupełnienia funkcjonalności zintegrowanego systemu rachunkowości i kadr (ZSRK-SAP). System działa centralnie. Dostęp do niego ma minister sprawiedliwości.
Wdrażanie systemu wywołuje duże obawy wśród urzędników i pracowników sądów: wszyscy boją się zwolnień.
To niejedyne ich zmartwienie. Twierdzą, że dzięki rozbudowie minister będzie mieć podgląd na każdego pracownika. Będzie mógł np. sprawdzić, o której wchodzi i wychodzi z pracy, ile przebywa na zwolnieniu lekarskim czy urlopie. Proces sprawdzania ma dotyczyć też sędziów – kadry mają wysyłać do ministra miesięczne zestawienia ich obecności w pracy.
30 tys. osób jest dziś zatrudnionych w sądach
By było sprawniej
Minister sprawiedliwości uspokaja: zwolnień nie będzie. A wiceminister Wojciech Hajduk dodaje, że choć program zawiera element kadrowy, nikt nie zamierza sprawdzać godzin pracy.
– Może z czasem zostanie wykorzystany do racjonalizacji zatrudnienia, ale to na dalszym etapie – zapewnia wiceminister Hajduk. Dodaje, że wdrożenie workflow ma na celu usprawnienie i automatyzację procesów w sądach powszechnych.
System umożliwia usprawnienie zarządzania budżetem w sądzie, finansami, kadrami i wypłatą pensji. Prowadzi też statystyki sądownictwa: gromadzi i przetwarza dane ze wszystkich sądów. Wystarczy jednokrotne wpisanie danych, by potem pracownik mógł je wykorzystywać do wielu wykonywanych czynności. Przykład? Rejestrowanie umów-zleceń i ich kosztów. Do tej pory osobno prowadzono np. rejestr umów, osobno wprowadzano informację o danej umowie do systemu płacowego, by naliczyć podatek i wystawić formularz PIT.
Z systemu ZSRK korzysta ponad 4 tys. pracowników sądów, a przy sprawozdawczości statystycznej – przeszło 14 tys. Dzięki niemu łatwiejsze są analizy postępowań sądowych.
– Rzeczywistość jak zwykle weryfikuje założenia – ocenia sędzia Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. I podaje przykład automatycznych przelewów składek od członków stowarzyszenia.
– Kiedyś dostawaliśmy jeden przelew z każdego sądu, teraz system generuje automatycznie kilkadziesiąt takich przelewów. Niepotrzebnie – mówi.
Są minusy, ale i plusy
Sędzia Strączyński nie rozumie też, po co ministrowi informacje o wykorzystanym urlopie czy zwolnieniu lekarskim. – Chyba po to, by obliczyć, ile budżet zaoszczędził na obcięciu ze 100 do 80 proc. wypłat za zwolnienia – dodaje.
System pozwala też na wprowadzenie jednego spójnego profilu kompetencyjego pracowników, zawierającego dane o ich umiejętnościach i potencjale. Znajdą się w nim też informacje o ocenach okresowych pracowników sądów. Na podstawie tych danych system wygeneruje plany rozwoju zawodowego pracownika i dobierze dla niego właściwe szkolenia.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.lukaszewicz@rp.pl