Warszawskie Muzeum Narodowe może się pochwalić pracami sygnowanymi przez obecnie najbardziej topowe nazwiska. Dziś Sasnal, Ołowska, Kozyra, Rajkowska, Dawicki – to dla młodych "Punkty odniesienia". Tak właśnie zatytułowana została ekspozycja w muzeum. Aranżacja bez zadęcia, lecz z pomysłem, uatrakcyjniona kilkoma rodzynkami wyjętymi ze zbiorów muzeum. Są płótna Władysława Strzemińskiego, Henryka Stażewskiego, Władysława Hasiora. Po co? Przecież współcześni artyści nie tworzą w próżni, nawiązują do dokonań klasyków nowoczesności.
Inną rolę spełnia obraz "Polacy formują flagę narodową" Włodzimierza Pawlaka. Przywołuje rok 1989. W roku transformacji ustrojowej urwała się kolekcja stołecznej instytucji. W budżecie zabrakło zakupowej puli. Bez wsparcia darczyńców w zbiorze powstałaby czarna dziura. Jakby w Polsce zamarła twórczość plastyczna.
Zaradziła temu Dorota Monkiewicz, kuratorka MNW, pomysłodawczyni i dyrektor Fundacji Zbiorów Sztuki Współczesnej przy tej instytucji. Pamiętam początki fundacji, założonej w 1996 roku przez muzeum i Kancelarię Gessel. Prace wskazane przez kuratorkę kapały po kilka rocznie. Monkiewicz nie kierowała się aktualnymi modami. Szukała talentów. Tego, co oryginalne i niebanalne. Czy powstał reprezentacyjny zbiór?
Zestaw, choć nieliczny, jest jakościowo bezbłędny. Dzięki fundacji muzeum wzbogaciło się o dzieła 19 znakomitych autorów średniego i średnio młodego pokolenia, w tym obecnych tuzów. Moim zdaniem creme de la creme ich twórczości. Jednocześnie odzwierciedlenie aury czasów. Przykładem "Satysfakcja gwarantowana", praca Joanny Rajkowskiej z 2000 r. Przypomnę: chodziło o produkty na bazie płynów fizjologicznych autorki. Jawna prowokacja, żart. Przytyk do coraz bardziej zachłannej konsumpcji. Co znamienne, niektórzy uwierzyli w mistyfikację: opakowania wyglądały jak prawdziwe.
Koniec lat 90. ubiegłego wieku nie był korzystny dla malarstwa. Triumfowały inne, nowocześniejsze gatunki. Jednak Tomasz Ciecierski, Włodzimierz Zakrzewski, Tomasz Tatarczyk, Robert Maciejuk uparcie trwa- li przy tradycyjnym medium.
Monkiewicz ich doceniła. Niebawem nastąpił malarski boom, a Wilhelm Sasnal i Paulina Ołowska – oboje wcześniej kupieni za przystępne kwoty – osiągnęli sufitowe ceny.
Podobnie stało się z rzeźbą, dekadę temu wygryzaną przez instalację. Duet Marek Kijewski/Kocur (Małgorzata Malinowska) już nie istnieje. Praca tandemu "Królowa Midas patrząca na Bugsa" – z klocków lego i innych nietradycyjnych surowców – zyskała ciekawy kontekst w zestawieniu z kompozycją "Król Heroda" Hasiora. Tu i tam użyte zostały gotowce, wydobyty banał i… swoista liryka kiczu.
Na wystawie spotykamy także autorów, których dawne dokonania znali nieliczni – Grzegorza Kowalskiego, Ewy Partum. O pierwszym z wymienionych mówi się z powodu Kowalni, prowadzonej prze- zeń pracowni na ASP. A co sam robił kiedyś, nie wiadomo. Partum wyemigrowała i pamięć o niej przepadła, chociaż nadal żyje i pracuje.
Bo artystyczne sympatie większości Polaków trwają tyle, ile moda.
Wystawa czynna od jutra do 30 września