Chcąc nadrobić zaległości w filmach prawniczych obejrzałem sezon „Prawnika z Lincolna”. Klientka mecenasa Mickeya Hallera została oskarżona o zabójstwo, jednak obrońca był zdania, że prokuratura nie dysponuje dowodami umożliwiającymi postawienie jej w stan oskarżenia. Doprowadził do rozprawy przedwstępnej, na której zmusił oskarżyciela do przedstawienia wszystkich posiadanych dowodów, a następnie wykazał przed sądem słuszność swojego twierdzenia.
Obserwując filmowego kolegę zawodowego w akcji zazdrościłem mu możliwości korzystania z procedury karnej, która pozwala na takie działanie. Polski prawnik nie ma podobnych możliwości.