Reklama

Leszek Kieliszewski: Afera w szpitalu a państwo prawa

Zwolnienie sygnalisty to jasny sygnał dla personelu: "Siedź cicho". Afera w Szpitalu Południowym obnaża, że przepisy przegrywają z partykularnymi interesami.
Warszawski Szpital Południowy

Warszawski Szpital Południowy

Foto: Adobe Stock

Afera w warszawskim Szpitalu Południowym nie jest zjawiskiem ani jednostkowym, ani odosobnionym. Jej przyczyn należy szukać w lekceważącym podejściu do procedur, które istnieją w wielu instytucjach tylko po to, aby pracownicy niższego szczebla je stosowali, kierownictwo było ponad nimi, a czynnik polityczny miał powód do zmian kierownictwa, gdy to przestanie realizować stawiane cele.

Budowanie układów i sieci powiązań nie jest prostą sprawą. Wymaga jednocześnie dwóch czynników. Po pierwsze, możliwości: trzeba być sprawczym i mieć coś do zaoferowania – czy to miejsce poza kolejką, czy specjalny tryb wydania zgody lub zezwolenia, czy przychylność oka w rozpoznawaniu wniosków o granty. Po drugie trzeba mieć odpowiednich interesariuszy, którzy docenią przysługę i będą winni przysługi. Mechanizm zaczyna działać na zasadzie sprzężenia zwrotnego – ja tobie, a ty mnie. Pan doktor Kacprzyk umiał w tę grę – wyświadczając przysługi partyjnym koleżankom i kolegom zyskiwał dług wdzięczności, który z kolei stwarzał mu przez długi czas tarczę nietykalności. Mając szerokie koneksje oraz będąc przydatny fakturował nie tylko godziny, w których był w pracy, ale także te, kiedy o pracy myślał, a myślał o pracy często.

Czytaj treści PRO.RP.PL za 39 zł miesięcznie!

Zyskaj dostęp do rzetelnych analiz, opinii ekspertów i kluczowych prognoz gospodarczych. Poznaj fakty, które kształtują biznes, prawo oraz społeczeństwo.

Buduj swoją przewagę. Subskrybuj profesjonalne treści publikowane wyłącznie w pro.rp.pl.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama