Afera w warszawskim Szpitalu Południowym nie jest zjawiskiem ani jednostkowym, ani odosobnionym. Jej przyczyn należy szukać w lekceważącym podejściu do procedur, które istnieją w wielu instytucjach tylko po to, aby pracownicy niższego szczebla je stosowali, kierownictwo było ponad nimi, a czynnik polityczny miał powód do zmian kierownictwa, gdy to przestanie realizować stawiane cele.
Budowanie układów i sieci powiązań nie jest prostą sprawą. Wymaga jednocześnie dwóch czynników. Po pierwsze, możliwości: trzeba być sprawczym i mieć coś do zaoferowania – czy to miejsce poza kolejką, czy specjalny tryb wydania zgody lub zezwolenia, czy przychylność oka w rozpoznawaniu wniosków o granty. Po drugie trzeba mieć odpowiednich interesariuszy, którzy docenią przysługę i będą winni przysługi. Mechanizm zaczyna działać na zasadzie sprzężenia zwrotnego – ja tobie, a ty mnie. Pan doktor Kacprzyk umiał w tę grę – wyświadczając przysługi partyjnym koleżankom i kolegom zyskiwał dług wdzięczności, który z kolei stwarzał mu przez długi czas tarczę nietykalności. Mając szerokie koneksje oraz będąc przydatny fakturował nie tylko godziny, w których był w pracy, ale także te, kiedy o pracy myślał, a myślał o pracy często.