Wyrok uniewinniający w sprawie zabójstwa Ewy Tylman został uchylony przez sąd apelacyjny i sprawa będzie ponownie rozpoznawana przez sąd pierwszej instancji. Z pozoru w tej informacji nie ma nic odbiegającego od normy, bo procedura takie sytuacje przewiduje i niekiedy sąd wręcz zobowiązany jest tak postąpić.

Anomalią jest to, że stało się tak po raz kolejny. Po trzykrotnie orzeczonych wyrokach uniewinniających sąd odwoławczy ponownie uchylił tak samo brzmiące orzeczenie. Nigdy nie śledziłem tej sprawy i nawet nie jestem w stanie ocenić, czy decyzję taką w tym konkretnym przypadku uznałbym za merytorycznie słuszną.

Czytaj więcej

Sprawa Ewy Tylman wraca do sądu. Ojciec Ewy mówi o karze dla Adama Z.

Moją uwagę zwróciło to, że w tym procesie orzekało sześć sądów różnych instancji i nie były one w stanie uzgodnić wspólnego stanowiska. Dzieje się tak przy tym samym stanie faktycznym, tych samych przepisach prawa i tych samych kryteriach ich oceny.

Sprawa Ewy Tylman. Powtarzające się wątpliwości

Taka sytuacja nie przysparza dobrej opinii wymiarowi sprawiedliwości, bo jak obywatel ma mieć zaufanie do wyroków, jeśli co chwila są one zmieniane i sędziowie nie są w stanie wypracować wspólnego stanowiska. To nie jest krytyka ostatniego zapadłego orzeczenia, ale chodzi o ogólny obraz funkcjonowania trzeciej władzy. Z doniesień prasowych wynikało, że w sprawie brak było bezpośrednich dowodów winy i opierała się ona na poszlakach, które, by sąd mógł wydać wyrok skazujący, powinny ułożyć się w nierozerwalny łańcuch, pozwalający ustalić niepodważalną wersję zdarzeń, eliminując wszystkie wersje alternatywne.

Jeśli po przeprowadzeniu postępowania dowodowego pozostawałyby wątpliwości, jeśli którejś z alternatywnych wersji nie udałoby się wyeliminować, sąd powinien wszystkie istniejące wątpliwości rozstrzygnąć na korzyść oskarżonego.

W tej sprawie sądy pierwszej instancji uznając, że wątpliwości nie da się wyeliminować, konsekwentnie wydawały wyroki uniewinniające, które były uchylane w drugiej instancji.

Sytuacja taka nie ma charakteru precedensowego, bo w swojej praktyce miałem wiele przypadków, gdy dopiero w czwartej kolejce udawało się wydać orzeczenie kończące sprawę albo z powodu upływu czasu dochodziło do przedawnienia.

W swojej praktyce miałem wiele przypadków, gdy dopiero w czwartej kolejce udawało się wydać orzeczenie kończące sprawę albo z powodu upływu czasu dochodziło do przedawnienia.

Jacek Dubois, adwokat

W przypadku zastrzeżeń sądów odwoławczych do wyroków skazujących w pierwszej instancji uchylanie ich byłoby uzasadnione, bo obowiązkiem sądu odwoławczego jest interweniowanie, gdy może dojść do skazania osoby niewinnej lub do jej osadzenia z naruszeniem procedury.

Inna jest jednak sytuacja, gdy wyroki w pierwszej instancji są konsekwentnie uniewinniające. Oczywiście sąd odwoławczy ma prawo do swojej własnej swobodnej oceny dowodów, jednak trzeba zadać pytanie, na ile ta własna ocena może być oderwana od całokształtu dotychczasowych orzeczeń w danej sprawie.

Czytaj więcej

Sprawa śmierci Ewy Tylman. Będzie kolejny proces

Wszak reguły procedury są jasne: wszelkie wątpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść oskarżonego. Orzeczenie jednego sądu może być obarczone błędem, subiektywną, dowolną, a nie swobodną oceną dowodów i sąd odwoławczy ma prawo te dowody ocenić w sposób odmienny.

Co jednak wtedy, gdy takie wątpliwości wynikające z oceny dowodów zaczynają się powielać i kolejne składy orzekają o niewinności oskarżonego. To już coś więcej niż tylko błąd przy ocenie dowodów, to pewne konsekwentne stanowisko, z którego wynika, że powszechnym przekonaniem staje się, że tu poszlaki nie układają się w nierozerwalny łańcuch, co jest warunkiem skazania.

Powstaje pytanie, czy te powtarzające się wątpliwości poszczególnych sądów skutkujące wyrokami uniewinniającymi nie stają się same w sobie już tak dużą wątpliwością, która uniemożliwia w tej sprawie skazanie.

Adwokat: Prokuratura nie powinna być zamrażarką, w której przechowuje się ludzi z zarzutami

Wszak uznanie za winnego to stuprocentowa pewność. Jeśli trzy profesjonalne składy nie mają takiej pewności, to czy można w ogóle uznać, że obiektywnie uzyskanie tej pewności jest możliwe.

Jeden sąd może popełnić konkretne błędy, jednak jeśli po wytycznych sądu odwoławczego kolejny robi to samo, to wskazuje na wątpliwość, która praktycznie jest nie do wyeliminowania w kategoriach obiektywnych.

Jeśli kolejny sąd odwoławczy widzi to inaczej, to jest subiektywna ocena, która nie jest już w stanie wyeliminować obiektywnego faktu, że wina oskarżonego budzi wątpliwości i trzeba orzec na jego korzyść.

W takich sytuacjach wymiar sprawiedliwości powinien spasować, bo w innym przypadku nowi sędziowie subiektywnie dostrzegając błędy swoich poprzedników w istocie podważają wiarę w system.

Piszę o tym, bo był pomysł, by po drugim wyroku uniewinniającym nie mogło już dojść do skazania. Pomysłodawcy uświadamiali sobie, że w takim wypadku orzeczenie bardziej przypominałoby grę w ruletkę niż oparty na regułach wymiar sprawiedliwości.

Niestety do takiej zmiany nie doszło, a powinno, bo byłaby ona przydatna, gdy wymiar sprawiedliwości walczy o swoją mocno nadszarpniętą wiarygodność.

Był pomysł, by po drugim wyroku uniewinniającym nie mogło już dojść do skazania (...). Niestety do takiej zmiany nie doszło, a powinno, bo byłaby ona przydatna, gdy wymiar sprawiedliwości walczy o swoją mocno nadszarpniętą wiarygodność.

Jacek Dubois, adwokat

Zdaję sobie sprawę, że przy obecnej polityce Pałacu Prezydenckiego polegającej na wetowaniu wszystkiego co miałoby poprawić wizerunek i wydajność wymiaru sprawiedliwości, taka nowelizacja miałaby podobne szanse powodzenia jak organizowanie lotów w kosmos w średniowieczu.

Jednak, jak mówił wieszcz, niechaj żywi nie tracą nadziei i o koncepcjach zmian trzeba rozmawiać, nawet jeśli to jest pieśń dalekiej przyszłości.

Przecież czterokrotne stawianie kogoś przed sądem w tej samej sprawie jest po prostu niehumanitarne. Takie procesy ciągną się przez kilkanaście lat i państwo, które nie potrafi kogoś osadzić w rozsądnym terminie, powinno stracić prawo do sądzenia tego kogoś.

Ostatnio robiąc remanent w sprawach znalazłem takie, które w prokuraturze leżą przez wiele lat i mimo postawienia zarzutów nic się z nich nie dzieje.

To kolejne zagadnienie, czy jeśli państwo przez określony czas nie jest w stanie ze swojej winy skierować do sądu aktu oskarżenia, to z automatu postawione zarzuty nie powinny ulegać umorzeniu.

Prokuratura nie powinna być zamrażarką, w której przechowuje się ludzi z zarzutami, tylko mieć obowiązek zrezygnować z podejrzewania kogoś, gdy nie jest w stanie wykreować przeciw niemu aktu oskarżenia w rozsądnym czasie.

Autor jest adwokatem, sędzią Trybunału Stanu