Z zapowiedzi MS wynika, że dotychczasowe kryteria powoływania osób orzekających w sprawach rodzinnych, a zwłaszcza rozwodowych, nagle przestały się liczyć - ważniejszy niż konstytucyjna ochrona rodziny stał się czas rozpoznania sprawy. Gwarancji zabezpieczających przed pochopnym rozstrzyganiem spraw w ogóle nie bierze się pod uwagę.
Sąd rodzinny ma zostać zdegradowany do faktycznej pozycji organu ustanowionego dla potrzeb zajmowania się konkretnym zagadnieniem. Sąd rozwodowy zaś będzie niemal unicestwiony. Zostanie w znacznej mierze zastąpiony czymś na kształt urzędu rozwodowego – tą sferą zająć się mają bowiem… kierownicy urzędów stanu cywilnego (USC).
Rozwów w Urzędzie Stanu Cywilnego? Nie w naszej kulturze prawnej
Planowane zmiany sprawią, że w przyszłości społeczna ranga małżeństwa upadnie.
Ta zmiana postępowania rodzinnego, opiekuńczego i dotyczącego nieletnich, a zwłaszcza rozwodowego, to degradacja znaczeniowa prawa rodzinnego i sędziów rodzinników. Z doniosłego miana bardzo istotnej gałęzi prawa cywilnego, chronionej gwarancjami rangi konstytucyjnej, sprowadzone zostanie (przynajmniej w części) do rangi spraw administracyjnych pomniejszego typu, załatwianych w USC. Zrodzi to jednak problemy uznawania polskich rozwodów za granicą.
Projekt MS to efekt działalności lewicowej awangardy prawniczej – niektórzy młodzi przedstawiciele nauki prawa rodzinnego doszli do absurdalnego wniosku, że sprawy rozwodowe można oddać pod rozstrzygnięcia poza ramami systemu sądowniczego.
To błąd – zapłacą za niego przyszłe pokolenia obywateli naszego kraju. Małżeństwa i rodziny nie wolno sprowadzać do poziomu zagadnienia podobnego do umowy sprzedaży – nie w naszej kulturze prawnej. Taki mechanizm na kontynencie europejskim po raz pierwszy wprowadzono w sowieckiej Rosji po rewolucji październikowej.
Odtąd „idea” takich rozwodów błąka się po ustawodawstwach niektórych państw, trafiła i do niektórych stanów USA. Uproszczone rozwody są też typowe dla nisko rozwiniętych pod względem prawnym państw trzeciego świata.
Czytaj więcej
Nie tylko posiadanie małoletnich dzieci, ale też wspólne sprawowanie pieczy zastępczej nad dzieckiem powinno blokować pozasądowe rozwody. Problemat...
Asesorzy niczym wybitni orzecznicy
Tymczasem ze strony resortu sprawiedliwości płyną dwie sprzeczne informacje. Jeśli wierzyć MS, tegoroczne sędziowskie egzaminy zawodowe w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury wypadły mizernie, a to oznaczać by mogło, że do sądów trafić miałyby na stanowiska asesorskie osoby niereprezentujące najwyższych standardów znajomości prawa.
Z drugiej zaś strony MS uznaje jednak asesorów za wybitnych orzeczników, skoro akurat w ich ręce zamierza oddać rozpoznawanie niektórych spraw rodzinnych, opiekuńczych i dotyczących nieletnich, choć przecież powszechnie wiadomo, iż materia ta wymaga szczególnie głębokiej wiedzy prawniczej połączonej z pogłębionym doświadczeniem życiowym i szczególną umiejętnością psychologicznego podejścia do przedmiotu postępowania rodzinnego. Czyżby więc z tegorocznym ocenianiem na sędziowskich egzaminach zawodowych coś było nie tak?
Zastanawiające jest jednak czy niespełna 30-letni asesor po KSSiP (czyli aplikacji nieraz trwającej zaledwie 1,5 roku) i 30 miesiącach stażu może w ogóle legitymować się pogłębionym doświadczeniem życiowym? Z tej przyczyny przecież w sprawach tych asesorzy dotąd nie orzekali.
Na dodatek, według dalszych projektów MS, to nawet nie asesorzy, a kierownicy USC mają zająć się rozpoznawaniem najważniejszej kategorii spraw rodzinnych: rozwodów.
Dlaczego oni? Od nich przecież nie wymaga się nawet wykształcenia prawniczego (bo wystarczy inne wyższe administracyjne lub dyplom studiów za granicą uznanych za równoważny z polskim dyplomem potwierdzającym uzyskanie tytułu zawodowego magistra – art. 8 ust. 1 pkt 3 lit a) i b) ustawy z 28 lipca 2014 r. – Prawo o aktach stanu cywilnego; DzU z 2023 r. poz. 1378). Pogłębionej wiedzy psychologiczno – prawnej od tych osób również się nie wymaga.
Rozwody mają więc – wedle tych iście rewolucyjnych zamysłów – w jakiejś części nie podlegać sądowej ochronie wykonywanej przez niezawisłych sędziów.
Zapewnienie z art. 18 konstytucji, że „małżeństwo (…), rodzina (…) i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej” będzie więc iluzoryczne.
Czytaj więcej
W bajkach zakochani żyją długo i szczęśliwie. W prawdziwym życiu bywa inaczej. I to nie wizja długotrwałego i czasem kosztownego rozwodu powinna by...
Szybkie rozwody to pomyłka legislacyjna
Pomysł kierownika USC jako osoby kierującej postępowaniem rozwodowym to pomyłka legislacyjna. Przecież w postępowaniach rodzinnych nawet od zwykłego reprezentanta dziecka wymaga się, by był to adwokat lub radca prawny i to taki, który wykazuje szczególną znajomość spraw dotyczących dziecka lub który ukończył dodatkowo szkolenie dotyczące zasad reprezentacji dziecka, praw lub potrzeb dziecka – art. 971 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Dlaczego więc osoba wpływająca na los rodziny nie ma mieć przynajmniej identycznych kwalifikacji?
Kierownik USC (a więc i konsul poza terytorium RP) ma prowadzić sprawy rozwodowe tylko małżonków niemających wspólnych dzieci. Co jednak, gdy się okaże, że rodzice skłamali (np. przed konsulem, który nie ma dostępu do akt USC)? Czy groźba odpowiedzialności karnej złagodzi szkodę wyrządzoną dzieciom, czy też sytuacja taka będzie podstawą do roszczenia o zadośćuczynienie od Skarbu Państwa?
Według MS kierownik USC ma „orzekać” w sprawach roboczo określonych enigmatycznym mianem „rozwodów niespornych”. Wyjaśnijmy: polski wymiar sprawiedliwości z pojęciem tym spotkał się we wnioskach obywateli Ukrainy, domagających się uznania decyzji rozwodowych wydawanych przez ukraińskie USC. Pomysł MS zaczerpnięty więc został najprawdopodobniej z postsowieckiego prawa Ukrainy (bezspirnne rozłuczennja). Rozwód na Ukrainie to postępowanie albo w sądzie (rozwód w znaczeniu funkcjonującym w Polsce), albo przed kierownikiem USC (tzw. bezsporny).
Czy sprawa rozwodowa może być sprawa niesporną? Tylko z pozoru
Już sama nazwa nasuwa wątpliwości semantyczne i metodologiczne, bo w naszym porządku prawnym rozwody należą do procesowego trybu postępowania cywilnego, a ten ze swojej natury reguluje sprawy raczej sporne. Dalekowzroczny polski ustawodawca dotąd zdawał sobie sprawę z tego, że sprawa z pozoru bezkonfliktowego rozwodu w istocie nie zawsze ma taki charakter, bo poza interesami rozwodzonych małżonków, istotny jest przede wszystkim interes dzieci – a to już sfera szczególnego zainteresowania państwa. Jak bowiem pisał S. Staszic: tak w przyszłości będzie wyglądało nasze państwo, jak zostaną wychowani nasi potomkowie („takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”).
Poza tym wiele spraw, z pozoru wyglądających na rzekomo „niesporne” (a już zwłaszcza rozwody), to w istocie kumulacja problemów nie tylko prawnych, ale i wymagających znajomości psychologii. W praktyce niejednokrotnie okazuje się, że te „niesporne" rozwody kryją w sobie obraz rodziny dysfunkcyjnej, w której jeden z małżonków zaszczuty przez drugiego jedynie przed sądem gra wymuszoną rolę, aby tylko życie nie skomplikowało się dla niego jeszcze bardziej. Tylko doświadczony sędzia to dostrzega.
W praktyce niejednokrotnie okazuje się, że te „niesporne" rozwody kryją w sobie obraz rodziny dysfunkcyjnej, w której jeden z małżonków zaszczuty przez drugiego jedynie przed sądem gra wymuszoną rolę, aby tylko życie nie skomplikowało się dla niego jeszcze bardziej. Tylko doświadczony sędzia to dostrzega.
W projekcie nie bierze się też pod uwagę, że rozwód pociąga za sobą również daleko idące konsekwencje w sferze psychiki dziecka rodziców rozwodzących się. Często w praktyce okazuje się, że dzieci pochodzące z rodzin rozbitych ciągną za sobą nieprzepracowaną traumę, która objawia się na różne sposoby. Dzieci takie nie zawsze, ale często jeszcze w wieku dorosłym wymagają pomocy psychoterapeuty, bo później przenoszą do swych własnych związków schematy syndromu opuszczenia i potrzeby zasłużenia na pochwałę, a większe spory kwitują zastanowieniem, czy również ich małżeństwa nie należy zakończyć rozwodem.
Wątpię czy niespełna 30-letni asesor, oprócz szybkiego załatwienia sprawy, swoją działalnością w sferze prawa rodzinnego przynieść może korzyści społeczeństwu naszego kraju. Nie mam natomiast wątpliwości, że oddanie rozwodów do „rozpoznania”… kierownikom USC czy notariuszom (ich też się bierze pod uwagę) odbije się w przyszłości szkodliwie na społecznej ocenie małżeństwa i rodziny. A może o to chodzi?
Szybkie załatwienie sprawy nie oznacza dobrego załatwienia. Poza tym MS chyba zapomniał, że Rzeczpospolita Polska w konstytucji gwarantuje przecież rodzinie szczególną opiekę i ochronę (art 18). Oddając sprawy rodzinne i opiekuńcze w ręce młodych asesorów, nieposiadających doświadczenia życiowego wystarczającego dla rozpoznawania spraw rodzinnych, okaleczalibyśmy tę konstytucyjną gwarancję, umniejszając jej rolę. Powierzenie zaś rozwodów kierownikom USC czy notariuszom to zupełna pomyłka, za nic sobie mająca los i psychikę dzieci osób rozwodzących się.
Czytaj więcej
Trwają prace nad wprowadzeniem możliwości pozasądowego rozwiązania małżeństwa. Ministerstwo Sprawiedliwości chce powierzyć to zadanie urzędom stanu...
Szybkie rozmowy w USC. Co z prawem do sądu
Gdy bowiem stopień rozpadu pożycia małżeńskiego uzasadnia rozwiązanie związku małżeńskiego, dotąd uruchamiała się niedoceniana funkcja sędziów rodzinnych, którzy, rozwodząc małżonków, uświadamiali im jednocześnie, że mimo rozwiązania małżeństwa, spoczywa na nich powinność wobec dzieci, sprowadzająca się do obowiązku nie tylko łożenia na utrzymanie dzieci, ale także wychowywania ich w poszanowaniu dla prawa, społeczeństwa, a zwłaszcza drugiego z rodziców. Takiej umiejętności nie zdobyli nawet wszyscy sędziowie, a asesorzy czy kierownicy USC tego na pewno nie umieją. Wypowiadanie formułek to nie umiejętność uświadamiania.
Aktualnie stosunkowo często się przecież zdarza, że strony postępowania rezygnują z pierwotnego zamiaru rozwiązania związku małżeńskiego właśnie wskutek rozmowy z doświadczonym sędzią, nierzadko skierowane przez niego na konsultacje z psychologiem. W praktyce ratowania związków małżeńskich przed rozwodem znaczącą rolę odgrywają też psychoterapeuci. Ich rola jest jednak w naszym kraju ciągle niedoceniana.
Wątpię czy w postępowaniach rozwodowych prowadzonych przez urzędników USC zdarzą się przypadki odstępowania stron od zamiaru rozwiązania związku małżeńskiego.
Urzeczywistnienie projektu MS wywoła skutek taki, że częściowo de facto zniweczone zostanie, gwarantowane w art. 6 europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka, prawo do sądu, skoro rozwody w znaczącej mierze wyłączone zostaną spod kognicji sądów.
Pod pojęciem „prawa do sądu” kryje się przede wszystkim „prawo do rzetelnego procesu sądowego”, na które składają się trzy główne zasady: rzetelność, jawność i rozsądny termin. Jak ustawodawca miałby zapewnić rzetelność postępowania prowadzonego przez asesora, skoro postępowanie w sprawach rodzinnych wymaga szczególnego doświadczenia, rozwoju zawodowego i psychicznego osoby orzekającej? Co do wypełniania tej roli przez notariuszy, a tym bardziej urzędników USC, nawet nie ma nad czym się zastanawiać – oni tych zdolności nigdy nawet nie ćwiczyli w praktyce. Posiadanie wiedzy teoretycznej a wyszkolenie praktyczne to dwie odmienne kwestie.
Jak MS wyobraża sobie ujawnienie w postępowaniu prowadzonym przez asesora wszystkich okoliczności sprawy, skoro mają to – jak widać – być procesy niemal ekspresowe? W sprawach rozwodowych – oddanych zaś w ręce kierowników USC czy notariuszy – w ogóle nie można mówić o postępowaniu dowodowym.
Jak wreszcie MS zamierza urzeczywistniać zasadę rozpoznania sprawy rozwodowej w terminie rozsądnym, skoro pojęcie „rozsądny termin” nie jest synonimem „szybkiego” orzekania?
Młodzi, bez doświadczenia
Czerpiąc z podręczników psychiatrii sądowej (wykładanej jeszcze na czołowych w Polsce wydziałach prawa), przypomnieć należy, że psychiczny rozwój osobowości człowieka trwa całe życie, lecz w zasadniczej części ulega ustaleniu dopiero od ok. 30 roku życia i dopiero od wtedy człowiek zaczyna intensywniej rozumieć funkcjonowanie otaczającego go świata.
Biorąc powyższe pod uwagę w wątpliwość podać należy pomysł, by sprawy rozwodowe – w jakichś bliżej niedających się ująć ramach, określanych mianem „rozwodów niespornych" – oddać można by było nawet w ręce młodych i niedoświadczonych w orzekaniu asesorów, a co dopiero kierowników USC bądź notariuszy, czyli tych, co z materią rozwodową, zwłaszcza z podłożem psychologicznym tych spraw, nie mieli do czynienia nigdy.
Za realizacją pomysłu oddania spraw rodzinnych w ręce asesorów nie stoją ani głosy przedstawicieli KSSiP (którzy przecież – o ile im wierzyć – sami bardzo nisko ocenili tegoroczne wyniki egzaminów zawodowych absolwentów tej szkoły), ani też żadne racjonalne przesłanki. Oddanie jednak spraw rozwodowych w ręce tych, co takiego egzaminu nigdy nawet na oczy nie widzieli jest absurdem, który urzeczywistniono wprawdzie, ale … w postkomunistycznym ustawodawstwie Ukrainy.
Czytaj więcej
Na słaby wynik egzaminu złożyło się kilka czynników: niedostosowanie poziomu zadań pisemnych do czasu przeznaczonego na sporządzenie pracy, abstrak...
Cechy dobrego sędziego? Ważne też wyczucie psychologiczne
Dotychczas istotą pracy sędziów rodzinników była też swoista odrębność w stosunku do pozostałych sędziów, wymagająca od nich niezwykle bogatego nie tylko doświadczenia (zwłaszcza rodzinnego), ale i wyczucia psychologicznego. Z praktyki wiadomo, że jest to praca bardzo wyczerpująca, często odbijająca się na zdrowiu psychicznym tych ludzi. Teraz jedna tylko będzie korzyść ze spraw rozwodowych rozpoznawanych przez kierowników USC – będzie szybciej, czyli byle jak.
Reforma zrodzi też problemy orzecznicze. Polska jest bowiem sygnatariuszem Konwencji o uznawaniu i wykonywaniu zagranicznych orzeczeń w sprawach cywilnych i handlowych, sporządzonej w Hadze 2 lipca 2019 r. Jej przepisy stosuje się w relacjach między państwami – stronami konwencji, ale tylko w odniesieniu do orzeczeń sądowych (art. 1 ust. 2 Konwencji). W oparciu o tę konwencję orzeczenia sądowe zapadłe w Unii Europejskiej są automatycznie uznawane na terenie całej Unii – bez potrzeby przeprowadzania sądowego postępowania o ich uznanie lub stwierdzenie wykonalności. Problem w tym, że decyzja kierownika USC nie jest orzeczeniem sądowym, lecz aktem administracyjnym i uznaniu sądowemu nie podlega (art. 1 ust. 1 Konwencji).
Na tę przeszkodę natrafili w Polsce przybysze z Ukrainy, którzy legitymują się decyzjami kierowników ukraińskich USC, rozwiązujących ich związki małżeńskie. Ponieważ decyzja kierownika USC to nie wyrok, wiele państw nie będzie uznawało takiej formy rozwiązania związku małżeńskiego, również te poza UE (jak Wielka Brytania, gdzie mieszka wielu obywateli RP).
Decyzja kierownika USC nie jest orzeczeniem sądowym, lecz aktem administracyjnym i uznaniu sądowemu nie podlega. Na tę przeszkodę natrafili w Polsce przybysze z Ukrainy, którzy legitymują się decyzjami kierowników ukraińskich USC, rozwiązujących ich związki małżeńskie.
Polska jest też sygnatariuszem umów międzynarodowych o wzajemnym uznawaniu wyroków sądowych. Umów tych nie stosuje się do aktów sporządzanych przez kierowników USC czy notariuszy. Konieczne będzie więc przeprowadzenie dyplomatycznych negocjacji międzynarodowych na temat zmiany tych umów, a to wywoła koszty, które poniesie polski podatnik. Polscy obywatele rozwiedzeni na podstawie decyzji USC będą musieli więc mimo to ponownie przeprowadzać bardzo kosztowne postępowania rozwodowe w krajach swego pobytu – tym razem przed tamtejszymi sądami.
Uważam, że obywatele Rzeczypospolitej nie powinni płacić tak wysokiej ceny za kaprys dostosowania naszego prawa do porządku prawnego Ukrainy. Powinniśmy ujednolicać nasze prawo z uregulowaniami Unii, a nie Ukrainy. Parlamentarzyści powinni zdawać sobie sprawę z tego, że uchwalenie projektowanych zmian będzie przejawem oczywistego błędu legislacyjnego. Zapłacą za niego przyszłe pokolenia obywateli naszego kraju.
Autor jest prawnikiem i historykiem