Choć większość wolnych strzelców traktuje zlecenia jako dodatkowe źródło dochodów, to prawie 11 proc. wolnych strzelców w ciągu ostatniego roku zrezygnowało z pracy na etacie na rzecz freelancingu. Dominują wśród nich młodzi ludzie z pokolenia Y, w wieku 26-35 lat.

– Osoby z pokolenia Y jak też przedstawiciele jeszcze młodszego pokolenia Z bardzo cenią elastyczność pracy. Dlatego też wiele młodych ludzi wchodzi na rynek freelancingu nie mając wcześniejszego doświadczenia z pracy na etacie – twierdzi Przemysław Głośny, prezes Useme, platformy internetowej Useme, która specjalizuje się w obsłudze wolnych strzelców i ich klientów. Według jej raportu „Freelancing w Polsce”, który „Rzeczpospolita” opisuje jako pierwsza, dominują wśród nich osoby z pokolenia Y, czyli tzw. milenialsi.

Czytaj więcej

Minęła Wielka Rezygnacja, ale jest ciche odchodzenie pracowników

Na całym świecie młodzi ludzie z pokolenia Y i Z przeważają wśród tzw. giggerów, czyli osób, które preferują elastyczny model współpracy (na zlecenie, czy na kontrakcie) wykonywanej często dla kilku firm równocześnie, w zależności od potrzeb i wymagań.

- Bycie giggerem daje bardzo dużo swobody, o którą specjaliści i menedżerowie walczą. Większą samodzielność i różnorodność pracy, elastyczny styl życia a często także więcej pieniędzy – podkreśla Karolina Korzeniewska, która w firmie rekrutacyjnej Antal jest menedżerem w ReX Project, czyli platformie crowdstaffingowej zrzeszającej niezależnych rekruterów.

Jak jednak wynika z danych Useme, większość polskich freelancerów to osoby pracujące na etacie, które traktują dodatkowe zlecenia jako sposób na zwiększenie swoich dochodów. Galopująca inflacja może w kolejnych miesiącach powiększyć tę grupę. Według sondaży Polacy coraz częściej szukają dodatkowej pracy a firmy, wraz z rosnącymi obawami o kryzys, będą chętniej sięgały z usług wolnych strzelców zamiast zatrudniać specjalistę na etacie.

więcej w jutrzejszej "Rzeczpospolitej" i na rp.pl