Rządowa „Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2027-2030” pozwala spojrzeć na stan finansów publicznych po przyszłorocznych wyborach. Pokazuje rosnące zadłużenie i coraz mniejsze pole manewru następnego rządu. Budżet uchwala się na rok, ale skutki kolejnych deficytów kumulują się w długu. Strategia pokazuje też, jak można odkładać hamowanie, formalnie przestrzegając reguł wydatkowych.

Zacznijmy od reguł wydatkowych. Można ich przestrzegać, a dług nadal rośnie. Rząd przewiduje wzrost długu liczonego według metodologii unijnej z 59,7 proc. PKB w 2025 r. do 76,6 proc. w 2030 r. Formalna zgodność z unijną regułą wydatkową nie oznacza więc stabilizacji długu.

Czytaj więcej

Prof. Paweł Wojciechowski: To ostatni rok na zahamowanie wzrostu długu

Zadłużenie Polski. Coraz większa część poza zasięgiem krajowych progów ostrożnościowych

Skoro reguły wydatkowe nie zatrzymują wzrostu zadłużenia, może zadziałają twardsze hamulce: ustawowy próg 55 proc. i konstytucyjna granica 60 proc. długu w relacji do PKB? Problem w tym, że oba opierają się na węższej, krajowej definicji długu. Metodologia unijna uwzględnia także zobowiązania funduszy prowadzonych przez BGK, poza budżetem państwa. Finansowanie pozabudżetowe rozbudował poprzedni rząd. Obecny poprawił jego przejrzystość, ale nie zrezygnował z tego rozwiązania.

Różnica między długiem unijnym a krajowym wzrośnie z około 422 mld zł w 2025 r. do niemal 924 mld zł w 2030 r., czyli z 10,8 do 18,3 pkt proc. PKB. Coraz większa część zadłużenia państwa pozostaje więc poza zasięgiem krajowych progów ostrożnościowych.

Tyle że nawet według węższej miary do progu 55 proc. pozostało niewiele. Rząd zakłada, że rzeczywiste deficyty w latach 2026-2027 będą niższe, niż pozwalają na to limity budżetowe. Dzięki temu skorygowany wskaźnik długu stosowany do progu 55 proc. ma wynieść w 2027 r. 54,7 proc. PKB, czyli o zaledwie 0,3 pkt proc. (około 13 mld zł) poniżej progu. Gdyby jednak limity deficytu wykorzystano w pełni, wskaźnik sięgnąłby 55,9 proc. PKB. Zamiast zapasu byłoby przekroczenie progu o 0,9 pkt proc.

Czytaj więcej

Grzechy finansów publicznych. Winni są politycy wszystkich opcji

Rząd dopuszcza więc wyższe deficyty, ale zakłada, że limity nie zostaną w pełni wykorzystane. Pozostanie poniżej progu opiera się zatem na założeniu, że część limitów pozostanie niewykorzystana. Nie daje to jeszcze gwarancji trwałego ograniczenia deficytu.

Prognoza deficytu Polski na 2028 r.: Było 2,9 proc., jest 6,8 proc. PKB

Strategia przewiduje jednak przekroczenie progu w 2028 r., a w konsekwencji ograniczenia przy przygotowaniu budżetu na 2030 r. Wydawałoby się więc, że konsolidację należy zacząć wcześniej. Tymczasem w kolejnych planach powtarza się ten sam schemat: największą poprawę finansów publicznych zapisuje się dopiero na końcowe lata prognozy.

Tak było w planie budżetowo-strukturalnym z 2024 r. Zapowiadano w nim deficyt 2,9 proc. PKB w 2028 r., podczas gdy dziś prognozuje się 6,8 proc. Teraz mechanizm się powtarza. Deficyt ma spaść z 7,1 proc. PKB w 2027 r. do 6,8 proc. w 2028 r., a dopiero w latach 2029-2030 o kolejne 2,6 pkt proc. Niemal 90 proc. zapowiadanej poprawy relacji deficytu do PKB przypada więc dopiero na lata 2029-2030.

Najpierw muśnięcie hamulca, potem mocne naciśnięcie. Zanim nadszedł termin realizacji poprzedniej obietnicy, pojawiła się kolejna, z nowym terminem mocnego hamowania. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej, skoro wciąż brakuje wiarygodnego programu decyzji podatkowych i wydatkowych, który uzasadniałby skalę zapowiadanej poprawy? Za to zapowiadana konsolidacja pomaga utrzymać prognozowany dług krajowy poniżej konstytucyjnej granicy 60 proc. PKB.

Czytaj więcej

Rząd: Polska mieści się w unijnej ścieżce wydatków. Dzięki wydatkom na obronność

I tu dochodzimy do sedna. Po co ta cała fiskalna alchemia? Obywateli interesuje nie tyle sposób liczenia długu, ile to, czy państwo udźwignie swoje zobowiązania i kto zapłaci za odkładanie trudnych decyzji. Zamiast wiarygodnego planu konsolidacji mamy wyliczenia zgodności z regułami, dwa sposoby liczenia długu, założenia niewykorzystania limitów i stale odsuwaną korektę fiskalną. Taniec z regułami staje się więc wygodnym alibi dla braku realnej konsolidacji.

Rządzi prosta filozofia: „Konsolidacji nie ma i nie będzie”. Póki co karawana jedzie dalej.

O autorze

Prof. Paweł Wojciechowski

Autor jest głównym ekonomistą Business Centre Club i byłym ministrem finansów