Jestem uprzywilejowana, ponieważ upał nie doskwiera mi podczas pracy. A luksusem, na który mogę sobie pozwolić, jest przerwa na spacer w ulubione miejsca. Chyba każdy takie ma.
Ulubionym miejscem Pawła Pawlikowskiego jest powojenna Europa. Ulubionym miejscem bohaterów i bohaterek jego filmów są przeważnie opuszczone kościoły. Wśród ruin schodzą się kochankowie w „Zimnej wojnie”. I tu wraz z córką dociera w „Ojczyźnie” Tomasz Mann, z którego wreszcie schodzą tłumione po stracie syna emocje. Czy chodzi o coś więcej niż chłód, który zapewniają wiekowe mury?
Za czym tęsknią bohaterowie filmów Pawła Pawlikowskiego
Zauważył to Janusz Wróblewski w rozmowie z reżyserem opublikowanej na łamach „Polityki”. „W twoich trzech ostatnich filmach uderza mnie motyw tęsknoty za sacrum. Ida chroni się w klasztorze. Zula z mężem spotyka się w niebie, Mann wzrusza się i płacze, słuchając »boskich« dźwięków muzyki Bacha. Za czym tęskni? Za religią?” – zwrócił się do Pawlikowskiego. „Nie wiem, czy za religią. Może za cywilizacją, która leży w zgliszczach? Za harmonią? Za absolutem? No i za Klausem oczywiście, którego bezpowrotne odejście nagle poczuł. Erika przypomina wcześniej w filmie ojcu, że pod koniec życia Klaus słuchał tylko Bacha, co spowodowało, że prawie uwierzył w Boga. Słowo »prawie« jest tu kluczowe” – odpowiedział reżyser.
W kinie, jak w kościele, jest chłodno; podobieństw zresztą mogłabym znaleźć więcej. Na „Ojczyznę” poszłam dwa razy. – Dwa razy? Ale o czym jest ten film? O wizycie Tomasza Manna w Niemczech w 1949 r.? To była aż tak ekscytująca podróż? – nie dowierzają znajomi. Za pierwszym razem seans zepsuli spóźnialscy widzowie, aż się chciało zawołać: „To Pawlikowski, więcej szacunku!” Zwłaszcza, że film otwiera dramatyczny monolog Klausa Manna (w tej roli August Diehl).
Być może nie jest tak źle, póki śmiejemy się z tych samych rzeczy
„Ojczyzna” jest kompletną wypowiedzią. I precyzyjną jak proza Manna według Pawlikowskiego. „Muszę przyznać, że robienie filmów stało się dla mnie pewnego rodzaju ucieczką od świata, w którym o niczym nie da się rozmawiać szczerze i normalnie. Wystarczą dwa słowa i już podpadasz jednej czy drugiej stronie, i już cię wrzucają do jakiejś bańki, linczują” – mówi reżyser dziennikarzowi. To jeszcze a propos poszukiwania miejsc schronienia.
Czytaj więcej
Polityka generować będzie coraz większe emocje, a już dziś są olbrzymie (przynajmniej w mediach tożsamościowych i na platformach społecznościowych)...
Oglądanie tego samego filmu w kinie kilkukrotnie może być eksperymentem. Za pierwszym i drugim razem niemieckiemu dziennikarzowi pytającemu Manna, dlaczego w 1933 r. wyjechał z kraju, zamiast cierpieć z rodakami, odpowiadała z jakiejś strony sali salwa śmiechu, jakby to było wliczone w cenę biletu. Jeszcze bardziej widzów bawił sowiecki propagandysta, mówiący o Armii Czerwonej jako tej, „która chcąc czynić zło, czyni dobro”. Może nie jest tak źle, póki śmiejemy się z tych samych rzeczy. „Sądzę, że ten okrwawiony węzeł powinien być ostatnim, jaki wyzwalający się potarga” – pisał w „Rozważaniach o problemie narodu” Zbigniew Herbert.
PS. A poza tym wszystkim, Sandra Hüller (tu w roli Eriki Mann) wielką aktorką jest.