Konrad Szymański: W obliczu rosyjskiej agresji Europa musi na nowo ukształtować politykę bezpieczeństwa

Polska ma dziś wszelkie podstawy i mocne argumenty na rzecz właściwego ukształtowania europejskiego komponentu wspólnej odpowiedzi Zachodu na politykę Rosji. To ważna sprawa dla naszego własnego bezpieczeństwa.

Publikacja: 03.07.2024 04:30

Państwa Unii Europejskiej i cały demokratyczny Zachód muszą na nowo ukształtować politykę bezpieczeń

Państwa Unii Europejskiej i cały demokratyczny Zachód muszą na nowo ukształtować politykę bezpieczeństwa w obliczu rosyjskiej agresji

Foto: Adobe Stock

Przedstawiając na forum Unii Europejskiej postulat wspólnego finansowania ochrony granic i przestrzeni powietrznej, Polska, Litwa, Łotwa i Estonia sprawdzają realną gotowość Europy do odgrywania większej roli w polityce bezpieczeństwa. Losy tej pilotażowej inicjatywy nie są probierzem abstrakcyjnej „pozycji Polski w Europie”, ale mogą nam powiedzieć wiele prawdy o gotowości państw członkowskich UE do realnego wzmocnienia Europy w bezpieczeństwie. Dojrzałe, pozbawione kompleksów narody skupiają się na swoich racjach, nie postrzeganiu. Jeśli racja np. Francji jest przez kogoś, np. Europę, odrzucana, to dla Francuza świadczy to o Europie, nie o Francji. Tak też powinniśmy patrzeć na aktualne niemieckie „nie”.

Czytaj więcej

Współczesna lekcja wersalu

Nowy rząd Francji będzie sparaliżowany w sprawie bezpieczeństwa 

Doświadczenie rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie przyniosło w Europie i w szerszej rodzinie państw Zachodu niespotykane zbliżenie postrzegania zagrożeń bezpieczeństwa. Nagle odnotowano, że „Polska miała rację w sprawie Rosji”. Retoryka wiecznie „rozumiejącego Rosję” pseudorealizmu ustąpiła europejskiej jedności w obronie wartości zaatakowanych przez Rosję. Za zmianą narracji w sprawie bezpieczeństwa poszły czyny – bezprecedensowe sankcje i pomoc militarna walczącej Ukrainie, finansowana nie tylko przez państwa (39 mld euro), ale także wprost przez UE. Sam Europejski Instrument na rzecz Pokoju to dziś 11,1 mld euro. Ta zmiana jest obiecująca. Jednak aby Europa wzmocniła nasze bezpieczeństwo, to doraźne działania muszą wytyczyć drogę do zmiany systemowej. Polska słusznie sprzeciwiała się mglistej idei „autonomizacji” Europy, szczególnie gdy prowadziło to do szkodliwej konkurencji z NATO. Nie znaczy to, że Europa nie może i nie powinna robić więcej w sprawie bezpieczeństwa. Oczekują tego – choć w inny retorycznie sposób – oba nurty polityki USA. Dziś wiemy, że wojna to także wyzwanie gospodarcze i przemysłowe, gdzie UE ma liczne kompetencje i instrumenty działania. Pierwszy test, czyli reakcja na polsko-bałtycką propozycję finansowego wsparcia działań w obszarze bezpieczeństwa w naszym regionie, nie przebiegł jednak zadowalająco. Bezpośrednio po brukselskim szczycie kanclerz Olaf Scholz obsadził się w mało europejskiej roli: „Czy chcę zaakceptować, że emitujemy obligacje, tj. euroobligacje w celu finansowania zbrojeń? Odpowiadam – nie. Czy chciałbym zaproponować, aby krajowe budżety obronne były refinansowane z budżetu Unii Europejskiej? Odpowiadam – nie”. Takie samo stanowisko podziela reszta sceny politycznej RFN, szczególnie koalicyjna FDP i przygotowująca się do władzy CDU/CSU. Nowy rząd Francji będzie w najlepszym przypadku sparaliżowany w tej sprawie. A trzeba pamiętać, że ta stanowcza reakcja dotyczy relatywnie małego programu o wartości ok. 2,5 mld euro, realizowanego w najbardziej zapalnym punkcie zewnętrznej granicy UE, nie tylko Polski. 

Pilotaż Donalda Tuska

Nie należy traktować tego „pilotażu” jako coś rozstrzygającego dla przyszłej roli UE w bezpieczeństwie. Byłoby to przedwczesne. Polska ma wszelkie argumenty, by podtrzymywać swoje oczekiwania w tej sprawie i czekać na reakcję tych państw, które przywykły do roli wyroczni w sprawie tego, co znaczy „być europejskim”. Niech więc sprecyzują swoje stanowisko. Realnym momentem prawdy będzie projekt wieloletniego budżetu UE (WRF) na lata 2028–2035, który poznamy w pierwszej połowie 2025 roku, w czasie polskiej prezydencji. Jeśli powtórzą się błędy poprzedniego projektu WRF, gdzie proponowano wzrost środków na fundusz obronny (EDF) bez jakichkolwiek gwarancji przepływu tych pieniędzy do naszej części Europy, przy cięciach polityki spójności, wynik będzie ten sam. Fundusz będzie ograniczany. Nie mniej poważnym błędem byłoby też trzymanie się dotychczasowej skali budżetu (1 proc. PKB UE) przy tak poważnych nowych wyzwaniach. Aby wiarygodnie wystąpić w debacie budżetowej, która zacznie się za chwilę, Polska powinna mieć zdolność – krajowy konsensus – do prezentowania architektury dużego budżetu UE. Bez poszerzenia zasobów UE każdy nowy projekt będzie finansowany kosztem polityki spójności, której Polska jest głównym beneficjentem. Jeśli ten ruch ma się jednak nie powieść – na co wskazuje reakcja na „pilotaż” Donalda Tuska – to niech inni wyjaśnią, dlaczego nie chcą unijnej roli w bezpieczeństwie. Tylko wtedy – proponując realne metody finansowania – będziemy też mogli ewentualnie rozliczać UE i wybrane stolice z braku działań. Próby rozliczania Europy przez polityków ostentacyjnie sprzeciwiających się wszelkim planom wzmocnienia finansowania UE budzą tylko politowanie.  

Czytaj więcej

Unijna rozgrywka staje się dla Polski coraz bardziej skomplikowana

Nie tylko UE, nie tylko budżet

Oczywiście UE to nie tylko budżet. Rolę do odegrania może mieć tu taka reforma reguł fiskalnych, która zdejmowałaby część ograniczeń z państw ponoszących, jak Polska, ponadprzeciętne wydatki na zbrojenia. Takie postulaty zgłaszał premier Mateusz Morawiecki. Ich realizacja wyjęłaby nas dziś z procedury nadmiernego deficytu. Swoją rolę może odegrać także polityka konkurencji, pomocy publicznej oraz system wspólnych zamówień. Wszak Europa wydaje dziś na zbrojenia nie tylko za mało, ale także nieefektywnie. Bez takiej spójnej i całościowej wizji rozwoju UE w obszarze bezpieczeństwa nasz potencjał „posiadania racji w sprawie Rosji” nie przyniesie efektów. Sprawy nie należy redukować tylko do UE. Idący po władzę labourzyści – w ramach łagodzenia skutków brexitu – zapowiadają porozumienie Wielkiej Brytanii z UE w sprawie bezpieczeństwa i obronności. To polski postulat z czasów negocjowania umowy wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Pytanie, czy w związku z wyborami w Paryżu Londyn nie straci partnera po drugiej stronie kanału. Jeśli plan sensownego zdefiniowania roli UE w bezpieczeństwie się nie powiedzie, pozostaną nam „koalicje chętnych”, które nie wymagają rozwiązań instytucjonalnych. To nie jest mało, choć pozbawia nas efektu skali, który jest potrzebny do szybszego wzmocnienia przemysłu obronnego w Europie. Na dziś to „koalicje chętnych” państw UE szybko zorganizowały amunicję (inicjatywa Czech), uruchomiły proces pozwoleń na użycie europejskich myśliwców wobec celów w Rosji czy prowadzenia szkoleń na terenie Ukrainy. Do katalogu możliwych działań faktycznych należy zaliczyć konsolidację rynku. Na marginesie tej samej Rady Europejskiej prezydent Emmanuel Macron i premier Belgii Alexander De Croo podpisali memorandum, które otworzyło drogę do przejęcia Arquus przez John Cockerill Defense, producentów lekkich pojazdów pancernych i systemów uzbrojenia. Zakup był możliwy z uwagi na inwestycje rządu belgijskiego w JCD. „Agresja Rosji na Ukrainę przypomniała nam, że jako Europejczycy musimy wdrożyć prawdziwą strategię obronną. Oznacza to w szczególności wspieranie naszego przemysłu obronnego w konsolidacji jego działalności i wiedzy specjalistycznej w Europie” – mówił belgijski premier. W tym samym czasie rozpoczął się proces konsultacji wejścia Polski do konsorcjum Airbusa. Jakość i skala tej operacji będzie zależała od przygotowania także polskiej strony. Polska ma dziś wszelkie podstawy i mocne argumenty na rzecz właściwego ukształtowania europejskiego komponentu wspólnej odpowiedzi Zachodu na politykę Rosji. To ważna sprawa dla naszego własnego bezpieczeństwa. Dlatego powinna być przedmiotem narodowej dyskusji i jak najszerszego, precyzyjnego konsensusu. Nasi oponenci są gdzieś indziej.

Przedstawiając na forum Unii Europejskiej postulat wspólnego finansowania ochrony granic i przestrzeni powietrznej, Polska, Litwa, Łotwa i Estonia sprawdzają realną gotowość Europy do odgrywania większej roli w polityce bezpieczeństwa. Losy tej pilotażowej inicjatywy nie są probierzem abstrakcyjnej „pozycji Polski w Europie”, ale mogą nam powiedzieć wiele prawdy o gotowości państw członkowskich UE do realnego wzmocnienia Europy w bezpieczeństwie. Dojrzałe, pozbawione kompleksów narody skupiają się na swoich racjach, nie postrzeganiu. Jeśli racja np. Francji jest przez kogoś, np. Europę, odrzucana, to dla Francuza świadczy to o Europie, nie o Francji. Tak też powinniśmy patrzeć na aktualne niemieckie „nie”.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Interwencja Boża w wybory w Ameryce
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?