Surdykowski: Marsz miliona serc, ale do jakiej Polski

Czy powodzenie marszu miliona serc oznacza zwycięstwo opozycji w wyborach?

Publikacja: 02.10.2023 11:42

Donald Tusk

Donald Tusk

Foto: AFP

To oczywiste: tego samego dnia największa w dziejach Polski manifestacja polityczna, na którą mógł przyjść każdy, a z drugiej strony PiS-owcy zamknięci w katowickim Spodku, chronieni kordonami policji. Z jednej strony życzliwość i otwartość, z drugiej nieufność, pełen wyzwisk spot i tajemnicza „teczka Tuska” w dłoniach premiera Morawieckiego. Przypomina się niesławny Tymiński, ale nie tylko on.

Czytaj więcej

Poseł KO o konwencji PiS w Spodku: Nie wiem co Kaczyński zrobił Morawieckiemu

Polska na Wschodzie czy na Zachodzie?

Nadzieje bywają odległe od realizacji. Polska w swej historii tylko krótko – bo w renesansie – była Zachodem. Przez resztę naszych dziejów tkwiliśmy gdzieś pomiędzy, coraz bardziej zresztą – w miarę upadku Rzeczypospolitej polsko-litewskiej – osuwając się na Wschód. Zwłaszcza na wsi; miasta były zbyt słabe i ludnościowo nieliczne, by wywrzeć wpływ na całość. 

Czytaj więcej

Sondaż: Czy zorganizowany przez Donalda Tuska Marsz Miliona Serc zmieni wynik wyborów?

Dominowało i kształtowało świadomość Polaków wiejskie, folwarczne życie „po naszemu”, z samej istoty wschodnioeuropejskie, wręcz ruskie. Wszechmoc „pana”, ale łagodzona obyczajem, który pozwalał wypić, poleniuchować i coś ukraść, kiedy władza nie patrzy, a ta pojmowała, że poddanym należy się nieoficjalna ulga.

Pańszczyźniana mentalność nie była zdolna do efektywności i sprawnej organizacji, ale też poza jej rozumieniem była możliwość innego sposobu bytowania. Zabory – zwłaszcza rosyjski, a potem PRL – jeszcze pogłębiły i utrwaliły ten tradycyjny, wschodni i nieefektywny sposób bytowania „po naszemu”, pobłogosławiony przez wiejskiego proboszcza i wygodny dla partyjnych urzędasów. 

PiS spełnia marzenia tradycjonalistów

Solidarność była niespodziewanym przebudzeniem nowoczesności, wzięciem kursu na Europę, który był ziszczeniem marzeń ludzi młodych i nowoczesnych, próbą wyrwania się nie tylko z komunizmu, ale z tego nieznośnie jałowego trybu życia. Ale był w niej też potężny nurt tradycjonalistyczny, zachowawczy: trzeba tylko zrzucić żydokomunę, żyć po naszemu, „po katolicku”, bo bezbożna Europa to zagrożenie.

Pierwsze dwie dekady wolnej Polski są zwycięstwem Europy. Jednak nurt tradycjonalistyczny nie zginął, początkowo zwrócił się z nadzieją ku postkomunistom, ale szybko się okazało, że PiS lepiej odpowiada na jego lęki i spełnia jego marzenia. Źródła tak zwanej dobrej zmiany w Polsce po 2015 roku biją, dużo głębiej niż w PRL-u. Dlatego jest tak trudno…

To oczywiste: tego samego dnia największa w dziejach Polski manifestacja polityczna, na którą mógł przyjść każdy, a z drugiej strony PiS-owcy zamknięci w katowickim Spodku, chronieni kordonami policji. Z jednej strony życzliwość i otwartość, z drugiej nieufność, pełen wyzwisk spot i tajemnicza „teczka Tuska” w dłoniach premiera Morawieckiego. Przypomina się niesławny Tymiński, ale nie tylko on.

Polska na Wschodzie czy na Zachodzie?

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Czas wprowadzić maksymalny wiek biernego prawa wyborczego
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą