Psychologowie od dawna studiowali mechanizm działania sekt. Jak to możliwe, że duże grupy ludzi były gotowe robić rzeczy nieracjonalne, odrażające, a czasami okrutne? Odpowiedź nie jest zaskakująca: kluczem jest przekonanie członków sekty, że zbliża się jakieś zdarzenie, które wyresetuje wszystko. Skoro za kilka lat, na ogół w ściśle określonym przez guru sekty momencie, ma się wydarzyć coś wielkiego – paruzja, kosmiczna katastrofa, wizyta obcych, wszystko jedno – to wszystkie zwykłe sprawy i reguły przestają mieć znaczenie. Można kraść, cudzołożyć, a nawet zabijać, szczególnie jeśli jako jedyni ma się dostęp do objawionej prawdy, której zwykli ludzie nie mogą lub uparcie nie chcą dojrzeć.

Podobnie to działa w fanatycznych ruchach politycznych. Tam sprawa, o którą się walczy, jest tak pierwszorzędna, że cierpienie przypadkowych osób, które może wywołać walka o nią, nie ma znaczenia.

Czytaj więcej

Ekolodzy blokują lotniska w Monachium i Berlinie. Absolutny paraliż

I oto na naszych oczach rodzi się właśnie fanatyzm klimatyczny, który ma wielkie szanse przerodzić się w terroryzm. Warto przyglądać się działaniom organizacji Just Stop Oil, w tej chwili najbardziej znanej tego typu grupie. To jej członkowie oblewają zupą dzieła sztuki i przyklejają się do nich, to oni blokują brytyjskie autostrady i ulice w Londynie, to oni przebili już tysiące opon w należących do Brytyjczyków SUV-ach. I to oni zapowiadają, że wobec braku odzewu ze strony rządu – domagają się niewydawania żadnych nowych koncesji na wydobycie ropy i gazu – będą musieli swoje poczynania zradykalizować.

Niektórzy twierdzą, że klimatyści wykorzystują ludzi niestabilnych emocjonalnie

JSO żywi się tą samą histerią klimatyczną, którą karmiła nas Greta Thunberg, dopóki nie podrosła i nie zniknęła z horyzontu. Niektórzy – jak amerykański publicysta, dwukrotny kandydat na gubernatora Kalifornii Michael Schellenberger – twierdzą, że klimatyści wykorzystują ludzi niestabilnych emocjonalnie. Wokół tego problemu obraca się książka Schellenbergera z 2020 r. „Apocalypse Never. Why Environmental Alarmism Hurts Us All” (w wolnym tłumaczeniu: „Wyimaginowana apokalipsa. Dlaczego histeria klimatyczna szkodzi nam wszystkim”).

Czytaj więcej

Dominika Lasota: Same sobie dajemy głos

Z punktu widzenia szeroko pojętej sekty klimatystycznej, której przedstawicielem jest JSO, nie ma znaczenia, że ich działania przynoszą realne szkody setkom tysiącom ludzi (tak jest z blokadami dróg), skoro na horyzoncie majaczy już globalna katastrofa. Droga do radykalizacji będzie tu, obawiam się, krótka. Fanatycy z JSO i innych podobnych struktur są coraz bardziej zirytowani brakiem publicznego wsparcia, ale nie wywołuje to w nich żadnej refleksji choćby na temat stosowanych metod. W brytyjskim parlamencie pojawił się już apel do premiera Sunaka – wystosował go konserwatywny poseł Gareth Johnson – aby uznać JSO za organizację terrorystyczną, za czym poszłyby surowsze kary.

Trzeba to jasno powiedzieć: rozwój takich ruchów wspierają wszyscy ci, także z głównego nurtu polityki czy publicystyki, którzy w uniesieniu, udawanym lub prawdziwym, krzyczą jak Rafał Trzaskowski na kongresie PO, że „czeka nas katastrofa”. Będą współwinni temu, co się zdarzy, gdy fanatycy przekroczą granicę.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy”