Reklama

Ston walls: Mury i miasteczka z błędem ortograficznym w nazwie

Stojący za mną po bilety na mury Amerykanin awanturuje się, że przewodniku jest błąd ortograficzny. – „Stone” – pisze się z „e” na końcu. A tu o „e” zapomniano. Elegancka brunetka w roli kasjerki odpowiada mu z przekąsem: - To nie „stone” drogi panie, tylko "Ston”; tak się nazywa miasteczko…
Miasteczko Ston

Miasteczko Ston

Foto: Lubenica, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons

Ale Amerykanin nie wygląda na przekonanego. Nerwowo wyrywa kasjerce bilet, odwraca się na pięcie i rusza na imponujące mury. Będzie mu ciężko, bo chodnik na szczycie muru ciągnie się stromo pod górę, a przygniecionemu za dużym kapeluszem Jankesowi z przyciasnych spodni wylewa się jak budyń z kompotierki spory brzuch. Mimo to dzielnie pnie się w górę w wędrówce po najdłuższej fortyfikacji średniowiecznej Europy, która podobnie jak chiński mur, jest już dzięki Mr. Googlowi widoczna z satelity. Jednak ten mur jest piękniejszy, bardziej na ludzką skalę i zdecydowanie bliżej, u nasady półwyspu Peljesac w Chorwacji. I jeszcze jedna ważna sprawa. Mur w Ston budowali za ciężką kasę i bez ludzkich ofiar zwykli robotnicy. Co prawda był czternasty wiek, słońce grzało jak w Chinach, ale ta praca nie miała w sobie nic z niewolnictwa. Wolna republika Raguzy wyłożyła kosze złotych monet, co przekonało miejscowych Słowian do cięcia i noszenia kamieni. Dlatego praca poszła szybko i sprawnie. I efekty są tak imponujące.

Pozostało jeszcze 92% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama