Zaryzykował twierdzenie jeszcze straszliwsze: za warszawskiej prezydentury Lecha Kaczyńskiego sprzątano lepiej.
Tłum blogerów pouczył go od razu, że śnieg jest ponadpolityczny, a pogląd, jakoby ktoś sprzątał miasto lepiej, a ktoś gorzej, to nietakt. Radiowi prezenterzy prychali zaś na antenie: „Tylko dwie koparki na mieście? Przesadzacie! Na śnieg nie ma rady".
Ja głównie milczę. W końcu co ja tam wiem o zimie. Ledwie coś powiem, a ktoś mnie zażywa: „No stary, Wiedeń był ostatnio bardziej sparaliżowany niż Warszawa".
Nie wiem nawet, czy kieruję pretensje pod słusznym adresem. Ostatnio byliśmy z Michałem Karnowskim na papierosie, staliśmy przed gmachem „Rzeczpospolitej". W brudnym śniegu po kostki, niesprzątanym konsekwentnie, choć nie padało od kilku dni. A tu zawiany pan pyta: – Kto za to odpowiada?
Może my dwaj? A może administracja budynku? – Prezydent Warszawy – wyjąkaliśmy niepewnie. Ale czy na pewno?
„Fakt" zrobił prowokację. Wymusił odśnieżenie jednej z mokotowskich ulic, bo miał tam biesiadować chiński minister. Ale odśnieżał burmistrz Mokotowa, może więc to do nich uwagi? Burmistrzowie warszawskich dzielnic są skądinąd z PO, jak pani HGW. Może więc też mają ważniejsze zadania? Powstrzymywanie złego Kaczora?
Na weekend jechałem do Krakowa. Już na stacji spotkałem grono znajomych. Jeden z nich, zresztą ksiądz, czuwał nad każdym moim słowem. Tylko wspomniałem, zmarznięty podczas czekania, że na Dworcu Centralnym brakuje kafejki, a on w krzyk: „Uprawiasz politykę! A co ma minister Grabarczyk do spóźniania się pociągów? Na Zachodzie spóźniają się bardziej, bo mróz nie sprzyja skomplikowanej elektronice".
Już jadąc (spóźniliśmy się tylko godzinę), jąłem się zastanawiać: o co można by w ogóle monitować Grabarczyka? Za PRL do Gdańska jeździło się trzy i pół godziny, teraz pięć, także w lecie. Czy uprawiam politykę, gdy takie myśli łażą mi po głowie?
W końcu Kraków. A tam chodniki względnie oczyszczone. Ktoś mówi, że przecież Jacka Majchrowskiego czeka jeszcze druga tura. Ktoś inny dodaje: „Gdyby HGW miała drugą turę, minister Klich rzuciłby żołnierzy do odśnieżania".
Ale to już była zbrodnia politykierstwa...