Od 2007 r. jestem sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnikiem rządu ds. opracowania programu zapobiegania nieprawidłowościom w instytucjach publicznych. Funkcję tę pełnię do tej pory, nadal pracuję w Kancelarii Premiera, robię swoje. Przecież nie mam wpływu na to, co piszą dziennikarze – mówi płockiej gazecie.pl.

Pitera dodaje, że podczas swojej pracy zajmowała się wieloma rzeczami:

Tak jak cały poprzedni rząd złożyłam dymisję po wyborach, ale do tej pory nie została ona podpisana. Zobaczymy, co będzie dalej. (...) Zawsze zajmowałam się nieprawidłowościami w instytucjach publicznych, a zagadnienia korupcyjne były tylko jednym z elementów moich obowiązków. Dziś wróciły one do CBA. Bo zawsze, jeśli było podejrzenie korupcji, i tak kierowałam taką sprawę tam. Ja zajmowałam się także innymi rzeczami, które nie były w uprawnieniach CBA. I nic nie poradzę na to, że zawężono moje działania do zadań ściśle korupcyjnych.

Zapytana, czy premier pominął ją z powodu braku opracowania przez nią ustawy antykorupcyjnej, odpowiada:

Pan premier zna historię tej ustawy... Wydaje mi się, że przeniesienie części, zaznaczam, części moich zadań do CBA ma służyć podkreśleniu, że Biuro zaczęło ściśle wykonywać swoje obowiązki. Zaczęło robić sumienniejsze kontrole. Mimo braku ustawy udało mi się zrobić masę innych rzeczy - zmiana ustawy o NIK, odpolitycznienie konkursów na stanowiska dyrektorów, ustawę o kontroli w administracji rządowej...

Julia Pitera nie powinna się przejmować. Przecież zawsze pozostanie jej kariera dziennikarska w „Przeglądzie Antykorupcyjnym”...