Zdaniem Hartmana, Donald Tusk
nie jest zadowolony z tego, jak musiał skonstruować obecny rząd:
To bardzo partyjny i polityczny rząd. Pewnie z ulgą więc za parę miesięcy Tusk niektórych ministrów wymieni. Zwalnianie ministrów po 100 dniach
pracy
to pewnie z racji PR-owskich oznaczałoby porażkę. Ja myślę, że to kwestia jeszcze kilku miesięcy.
Co sądzi o decyzjach Tuska w sprawie umowy ACTA, listy leków refundowanych i reformy emerytalnej?
Donald Tusk licytuje wysoko, narażając się na konflikty z dużymi odłamami społeczeństwa, przypuszczalnie dlatego, że poczuł się bardzo silny i uwierzył, że sytuacje kryzysowe szybko mijają i nie zostawiają śladu na jego sile. Premier ociera się tu o arogancję.
I dodaje:
Tusk może jednak przelicytować. I to już miało miejsce w przypadku ACTA. Tę sprawę jednoznacznie przegrał. Zresztą zupełnie niepotrzebnie, bo ta porażka była do przewidzenia. Nie wiem też, czemu dopuścił do ogromnego kryzysu w resorcie zdrowia, który również był bardzo łatwy do przewidzenia.
Hartman twierdził, że Tusk nie boi się kryzysów, bo uważa się za niezatapialnego:
Pewnie uważa, że kryzysy w resortach pozwolą mu na rekonstrukcję rządu, bo z pewnością nie jest zadowolony ze wszystkich nominacji ministerialnych, do których czuł się zmuszony. Zresztą dziwi mnie, czemu Tuskowi wciąż zależy na wpływach w partii. A, niestety, tak ma, że chciałby panować nad partią.
Filozof uważa, że w sprawie emerytur, nieporównywalnie ważniejszej niż ACTA, premier „znowu może przelicytować”:
Przejawia przy tym ograniczoną skłonność do konsultacji społecznych. Martwię się tym, bo myślałem, że Tusk będzie rządził w sposób bardziej demokratyczny i że będzie bardziej serio traktował dialog społeczny. Tym bardziej że w tej sprawie wszystkie partie rozumieją, że wiek emerytalny trzeba będzie wydłużyć. Konsultacje zaś skończą się w momencie, kiedy Tusk pozyska głosy Palikota.
Hartman podkreśla, że unikanie rozmów przez polityka pod byle pretekstem jest infantylne:
Partie polityczne mają coś do powiedzenia i nie ma żadnego powodu, żeby nie prowadzić poważnych rozmów i nie zmierzać do konsensusu. Tym bardziej że jak się na siłę i na chama przeprowadzi tę reformę, to kolejny rząd może ją po prostu zmieść.
Filozof podsumowuje:
Premier się spieszy, bo jest znużony tymi nieustannymi docinkami, że jest leniwy i nic nie reformuje. Na pewno więc chce wejść w skórę stanowczego reformatora. Ale styl, w którym zabiera się do tej poważnej reformy, jest niedobry, nieodpowiedzialny i arogancki. A przecież Tusk mógłby osiągnąć na tym polu wielkie zwycięstwo. Gdyby nie myślał o polityce w kategoriach personalno-partyjnych, gdyby nie był rozgoryczony i zblazowany, lecz jeszcze miał w sobie odrobinę idealizmu, to mógłby tę reformę przeprowadzić w pięknym stylu. Jego na to stać. Ale brakuje mu ducha.
Ducha lewicowego - dodajmy.