„W prasie widzimy dziś stopniowanie oburzenia ws. słów Obamy - jest superoburzenie, średnie i mniejsze oburzenie. W mniejszości są ci, którzy są bardzo mało oburzeni. Przykro mi, że nie należę do superoburzonych” – mówiła publicystka „Polityki”.
Prowadząca "Poranek Radia TOK FM" przypomniała słowa reżyserki, która „wyjaśniła” błąd Obamy:
Agnieszka Holland w naszym radiu tłumaczyła wczoraj, na czym polega różnica w języku angielskim i polskim w stwierdzeniu o ''polskich obozach'' śmierci. Dla Amerykanów przymiotnik "polski" nie znaczy, że to Polacy spowodowali. Dla mnie było zaskoczeniem, że większość Żydów amerykańskich pochodzących z terenów polskich mówi o sobie "polish", jednocześnie mając do Polaków różne pretensje w związku z zachowaniem w czasie i po okupacji. Na pewno nie było złej woli ani ze strony Obamy, ani któregoś z jego doradców.
Zdaniem Paradowskiej, wokół fatalnej wpadki prezydenta USA jest zdecydowanie więcej urażonego honoru i histerii niż zdrowego rozsądku:
My wciąż żądamy przeprosin, a Obama na razie nie przeprosił i to jest straszne.
Mamy już zapowiedzi Polonii, że nie będzie głosować na Obamę. Ale z tego, co pamiętam, to poprzednio też nie głosowali, więc nie widzę jakiejś specjalnej zmiany jakościowej. Zastanawiam się, o czym bardziej świadczą te polityczne i populistyczne komentarze - o naszych kompleksach czy rzeczywiście o tym, że poczuliśmy się urażeni.
Jak publicystka ocenia reakcje polityków na całe wydarzenie?
Jeśli chodzi o polityków, pan premier napiął się niesłychanie. Najlepiej w tej sytuacji wypadł prezydent - bez kompleksów, mało histerycznie, starał się łagodzić nastroje. Rozsądnie wypowiadali się też Rafał Grupiński i Lech Wałęsa. Mówili, że może z tego wszystkiego zrodzi się jeszcze jakieś dobro. Bo skoro my nie nauczyliśmy jeszcze świata, by mówić "niemieckie lub nazistowskie obozy śmierci", to może prezydent Obama tego nauczy.
Z kolei Sławomir Sierakowski przytaczał wczoraj fragmenty "Medalionów" Nałkowskiej, gdzie także występuje stwierdzenie "polskie obozy śmierci". Może zanim zaczniemy robić porządek z prezydentem Obamą, zróbmy porządek z własnymi lekturami. Będziemy poprawiać Nałkowską? Ciekawe...
Paradowska doprowadza swój wywód do puenty:
Najsmutniejsze w tej sprawie jest to, że niesłychanie mało mówiono o uhonorowanym medalem Janie Karskim, bo przecież to głównie o nim należałoby mówić. Ale mówienie o Karskim jest przecież politycznie mało wydajne…