Kłopot w tym, że Maziarski najwięcej czasu poświęcił krytyce Jarosława Kaczyńskiego, który zachowanie polskich i rosyjskich władz nazwał skandalem:
No i kłopot. Bo teraz wypadałoby pociągnąć ten wątek, poznęcać się nad Tuskiem, Bronisławem Komorowskim, Ewą Kopacz, Platformą Obywatelską, III Rzeczpospolitą. Powiedzieć obywatelom, że oto mamy koronny dowód zamachu. Spiskowania z Putinem. Zdrady smoleńskiej.
I przypomina o marszu, które PiS organizuje 29 września:
Jest nawet świetna okazja, by o tym wszystkim przypomnieć, bo już w sobotę zjadą się do Warszawy obywatele IV RP na demonstrację pod hasłem "Obudź się, Polsko!". Jak budzić, to budzić. Nie popiskiwać, nie szeptać, tylko huknąć z grubej rury: Tusk zdradził o świcie, zorganizował zamach i zamienił trumny. Polska na pewno się obudzi, bo trudno spać po takim okrzyku, nie pomoże nawet naciąganie kołdry na głowę.
Publicysta pisze o "zmianach" wizerunku Kaczyńskiego:
Złośliwcy powiedzą, że to chyba już 387. zmiana wizerunku prezesa. I co z tego? Komu to przeszkadza? Elektorat jest jak żona alkoholika - on ją leje, a gdy przetrzeźwieje, obiecuje poprawę. Ona wierzy i wybacza. A potem od nowa, i tak w kółko.
Więc wypadałoby teraz jeszcze trochę pociągnąć tę przemianę poczwarki w motyla. Tyle tylko, że akurat jest sprawa z trumnami. I aż się prosi, żeby ją wykorzystać. Poznęcać się nad Tuskiem. Powiedzieć, że to koronny dowód zdrady i zamachu. Trudny wybór, prawda?
Maziarski kończy swój tekst słowami:
Prezesowi w żłoby dano. W jeden owies, w drugi siano. Uchem strzyże, głową kręci i to pachnie, i to nęci. Chyba będzie musiał rzucić monetą, bo jak się nie zdecyduje, to skończy jak osiołek u Fredry.