Reklama

PO przeciw Gowinowi, czyli mniejsze zło

Kierownictwo klubu Platformy długo nie zdawało sobie sprawy z tego, że pomysł ministra Gowina na reorganizacje małych sądów to polityczna bomba z opóźnionym zapłonem

Publikacja: 07.11.2012 20:20

Kamila Baranowska

Kamila Baranowska

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Ryszard Waniek

Jeszcze na początku tygodnia wiele wskazywało na to, że pierwsze czytanie obywatelskiego projektu, którego celem jest m.in. zablokowanie rozporządzenia ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina o reorganizacji 79 najmniejszych sądów rejonowych może skończyć się wielką sejmową awanturą.

Kierownictwo klubu Platformy w ostatniej chwili zaczęło jednak rozbrajać tę tykającą od wielu miesięcy bombę. Wczoraj szef klubu PO Rafał Grupiński zadeklarował, że zarekomenduje swojemu klubowi, by poparł w pierwszym czytaniu mocno krytykowany przez resort sprawiedliwości projekt. Choć jeszcze na początku tygodnia politycy PO z kierownictwa klubu zapewniali, że „reforma sądów ministra Gowina jest bardzo potrzebna". Co się zmieniło? – Koledzy z Platformy posłuchali racjonalnych argumentów polityków PSL – śmieją się ludowcy, którzy od początku ostro sprzeciwiali się likwidacji sądów.

O zmianie nastawienia do pomysłu Gowina zadecydowała po części obawa o poważny kryzys w koalicji. Ludowcy od samego początku traktowali obronę małych sądów jako jeden ze swoich priorytetów i zapowiadali, że sprawy nie odpuszczą. A kryzys w koalicji jest dziś ostatnią rzeczą, jakiej Donald Tusk i Platforma potrzebują.

Do tego doszła obawa o kolejny rozłam wewnątrz klubu. Spora część posłów PO też jest przeciwna reformie. Zwłaszcza ci, w których okręgach wyborczych miały być likwidowane sądy. – Tłumaczyłem Jarkowi, że w takim kształcie ten projekt narobi samych szkód: jemu, Platformie, ale też samym powiatom i ludziom tam mieszkającym – mówił mi jakiś czas temu jeden z ważnych polityków PO.

Jak nieoficjalnie przyznają politycy PO, premier miał postawić sprawę jasno – ma być jedno wspólne stanowisko klubu Platformy. Wybór był prosty: albo PO stanie murem za Gowinem i polegnie w głosowaniu (bo poparcie dla obywatelskiego projektu oprócz PSL zapowiedziała cała opozycja), albo zagłosuje wbrew Gowinowi. To pierwsze oznaczało wizerunkową porażkę, kryzys w koalicji i niezadowolonych wyborców z małych miast, którym odbiera się kolejne urzędy: sądy, prokuratury, izby skarbowe etc.

Reklama
Reklama

Decyzja wydaje się więc racjonalna, choć mocno spóźniona. Bo ludowcy, samorządowcy, środowiska sędziowskie i prawnicze, eksperci od dawna apelowali do rządu o wycofanie się z tego pomysłu. Były listy, protesty pod KPRM, rozmowy w Sejmie. Rząd i PO nie reagowały. Dzisiejsza zmiana zdania z pewnością stawia w trudnym położeniu ministra sprawiedliwości, który na realizację swojego pomysłu miał zielone światło od samego Tuska. Zwłaszcza że PSL jest zdeterminowane, by szybko przeprowadzić procedurę legislacyjną, tak by ustawa została uchwalona do końca roku. I zablokowała wejście w życie rozporządzenia ministra Gowina. – Teraz to już jest kwestia mniejszego zła. A mniejszym złem jest poparcie dla obywatelskiej ustawy, która z nami czy bez nas i tak przejdzie niż brnięcie w zły projekt Gowina – mówi „Rz" polityk PO.

Publicystyka
Marek Kutarba: Czy Estonia może zagrozić Rosji odwetowym atakiem rakietowym
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Publicystyka
Michał Kolanko: Tajemniczy kandydat na premiera. Kaczyński podgrzewa atmosferę w PiS
Publicystyka
Estera Flieger: Demografia nową geopolityką
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Rozpad Polski 2050. Rząd niezagrożony, projekt Szymona Hołowni zagrzebany
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama