Reklama

Góra przeznaczenia

O zdobywaniu ośmiotysięczników opowiadał Leszek Cichy, himalaista i pierwszy zdobywca Mount Everestu zimą

Aktualizacja: 07.03.2013 02:07 Publikacja: 07.03.2013 02:07

Rz: Czy zdobywanie ośmiotysięczników to wyprawa zespołowa, czy też wspinacz jest pozostawiony sam sobie?

Leszek Cichy:

Zasadą jest, że dopóki można, to idzie się w zespole. Problem się zaczyna, kiedy np. psuje się pogoda, zapada noc czy komuś coś się złego przydarza. Były przypadki, że ktoś np. łamał sobie kręgosłup, a ktoś inny zostawał i umierał razem z nim. Innym razem sam poszkodowany prosił, by towarzysz go zostawił i zszedł na dół.

Pan jak by się zachował, gdyby pana towarzysz złamał kręgosłup?

Absolutnie nie chcę sobie tego wyobrażać. Musiałbym się w takiej konkretnej sytuacji znaleźć, bo można sobie wyobrazić 50 tysięcy różnych odczuć i niuansów, które decydują o tym, jaką decyzję się podejmuje. Nawet ten, kto przeżył taką sytuację, może tylko powiedzieć, jak się zachował w danym momencie, ale wcale nie znaczy to, że tak samo zachowa się następnym razem. Co więcej, wielu himalaistów rezygnowało z dalszego uprawiania alpinizmu właśnie przez podobne rozważania – po prostu nie chcieli znaleźć się w takiej sytuacji.

Reklama
Reklama

Ale są na pewno jakieś ogólne zasady.

Jest oczywisty imperatyw moralny, że dopóki jest jakakolwiek szansa, to staramy się uratować naszego towarzysza i siebie. Inaczej nie miałoby sensu chodzenie po górach, bo jak moglibyśmy się wspinać ze świadomością, że kolega nas opuści już przy pierwszych trudnościach.

Dlaczego polska wyprawa na Broad Peak podzieliła się na dwa zespoły?

Wydaje się, że pierwsza dwójka po prostu chciała szybko dotrzeć do obozu, przygotować coś do picia, rozpalić maszynkę butanową, by oświetlić namiot i by drugiej dwójce łatwiej było znaleźć obóz. Na pewno nie zostawili swoich towarzyszy. Tak nie zachowałby się nikt z nas, bo przecież pełne powodzenie każdej wyprawy jest uzależnione także od tego, czy wszyscy przeżyją. Nikt nie będzie na pewno mówił o żadnym sukcesie, jeśli zaginiona dwójka się nie odnajdzie. Choć wciąż wierzę, że jeszcze jest szansa.

Pojawiają się głosy, że może nie powinni tak ryzykować, może powinni zawrócić jeszcze przed szczytem.

Równo 25 lat temu Maciejowi Berbece zabrakło do zdobycia Broad Peak zimą ledwo 17 metrów. Tyle lat czekał, by wejść te kilkanaście metrów wyżej. Być może była to dla niego góra przeznaczenia. Dlatego trzeba Maćka zrozumieć.

Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Polska sieje zamęt w sprawie pokoju na Ukrainie
Publicystyka
Jarosław Kuisz: Zmierzch polskiej miłości do Stanów Zjednoczonych
Publicystyka
Michał Przeperski: Andrzej Paczkowski, człowiek od faktów. Zmarł wielki historyk, ojciec wszystkich syntez
Publicystyka
Estera Flieger: Zachować spokój, nie wiedzieć i próbować
Publicystyka
Jan Zielonka: Życzenia noworoczne, bo niebezpiecznie zbliżamy się do krawędzi przepaści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama