Rzeczpospolita: Czy sprawa Swietłany Dawydowej nie kompromituje Kremla w kwestii ukraińskiej?
Ludmiła Aleksiejewa: Jest to bardzo obrzydliwa sytuacja, która już skompromitowała rosyjskich rządzących. Żadne normalne państwo nie wsadzi do więzienia matki karmiącej piersią dwumiesięczne dziecko, nie biorąc pod uwagę faktu, że ma ona jeszcze sześcioro innych dzieci. Przecież nigdzie by nie uciekła z Rosji, mając tyle dzieci, więc dlaczego pozbawili ją wolności. Po pierwsze wszystkie oskarżenia wobec niej są bezprawne, ponieważ rosyjskie służby nie mają prawa podsłuchiwać zagranicznych placówek dyplomatycznych. Musiały podsłuchiwać, bo inaczej skąd by wiedziały, że kobieta dzwoniła do ukraińskiej ambasady w Moskwie. Po drugie, ten cały proces przypomina czasy stalinowskie, kiedy ludzi wsadzano za kraty bez śledztwa i sądu.
Jak wielu jest ludzi w Rosji, którzy nie podzielają polityki Kremla wobec Ukrainy?
W państwach z podobnym systemem politycznym zawsze tacy ludzie są mniejszością. Swietłana Dawydowa nie mogła spokojnie patrzeć na to, jak rosyjskie władze wysyłają młodych chłopaków na wojnę w Donbasie, a później matki tych żołnierzy otrzymują trumny z ciałami swoich synów. Jej proces ma mieć charakter pokazowy, ponieważ władze postanowiły dać nauczkę innym.
Czy ta sytuacja wpłynie na rosyjskie społeczeństwo, którego większość popiera Putina?