Z perspektywy analityka sceny niemieckiej relacje korespondentów na temat polskiej debaty wokół kredytu SAFE (Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy) były pod wieloma względami zaskakujące.

Zaskakująca jednomyślność Niemców w sprawie SAFE

Po pierwsze, uderza skala zainteresowania politycznego i medialnego tym faktem. Już sama obecność ambasadora Niemiec podczas głosowania w Sejmie pokazuje wyjątkowość sytuacji. Temat był również obecny w głównych dziennikach telewizji publicznej i radiu oraz ogólnoniemieckich gazetach. Dawno żadne wydarzenie z Polski nie było relacjonowane z taką intensywnością. Co jest jednak jeszcze bardziej zaskakujące, to całkowita jedność myśli i oceny, niezależnie od reprezentowanych opcji politycznych czy wizji gospodarczych poszczególnych mediów.

ok. 107 proc. PKB

może wynieść dług Polski w 2036 r. przy obecnej skali wydatków i bez reform strukturalnych

Nie przesadzając, można stwierdzić, że wszyscy komentatorzy dostrzegali jedynie pozytywne strony skorzystania przez Polskę z tego kredytu. Podnoszone przez prezydenta Nawrockiego zastrzeżenia były interpretowane jednoznacznie jako zła wola, niechęć wobec premiera Tuska i uprzedzenia wobec Niemiec. Ta jednorodność opinii jest zaskakująca, jeśli porówna się ją z niemieckimi sporami wokół podobnych kwestii. Niebezpieczeństwo rosnącego zadłużenia, stabilność fiskalna czy erozja kontroli parlamentarnej nad budżetem traktowane są w Niemczech jako obszar odpowiedzialności obywatelskiej i są przedmiotem ostrej debaty publicznej. Nie trywializuje się ich sprowadzaniem do animozji politycznych, tłumaczonych w kategoriach wroga i przyjaciela.

Unijny program SAFE, czyli dwa oblicza tego samego kredytu

Po drugie, uderza w niemieckiej debacie brak krytycznego dystansu wobec samego instrumentu. Jest on finansowany poprzez emisję euroobligacji, którą Niemcy na ogół kategorycznie odrzucają, przynajmniej wtedy, gdy prosi ich o to prezydent Macron. Ostatnio uczynił to Friedrich Merz w lutym, w przeddzień nieformalnego szczytu UE, powołując się na ograniczenia sformułowane przez Trybunał Konstytucyjny Niemiec. Ten ostatni wydał wyrok, w którym określił, że zgoda na wspólne europejskie obligacje w przypadku programu Next Generation EU była możliwa ze względu na wyjątkowość i nagłość sytuacji oraz ich jednorazowy charakter.

Czytaj więcej

Jacek Czaputowicz: w sprawie SAFE zarówno PiS jak KO kierują się logiką wyborczą

SAFE, podobnie jak program wsparcia dla Ukrainy, stanowi odstępstwo od tej zasady. Niemieccy komentatorzy nie tylko nie dostrzegają tej niekonsekwencji, ale wręcz są entuzjastycznie nastawieni do programu i faktu, że Polska skorzysta z tego kredytu. Zastanawia natomiast fakt, że Francja, mimo stale zgłaszanych potrzeb, wystąpiła jedynie o kredyt w wysokości 16 mld euro z tego programu, i to głównie dlatego – jak donosi prasa – by uniknąć wrażenia, iż jest on przeznaczony wyłącznie dla Europy Wschodniej.

Głosowania nad SAFE bez znajomości szczegółów

Trzecim punktem budzącym zdziwienie jest kwestia kontroli parlamentarnej. SAFE został przyjęty z pominięciem prerogatyw Parlamentu Europejskiego w zakresie nadzoru nad wydatkami Komisji. Szczegóły programu nie były szeroko konsultowane, a dostęp parlamentarzystów do informacji pozostaje ograniczony. Procedura ta została zaskarżona do Trybunału Sprawiedliwości UE. Te ograniczenia funkcji kontrolnych na poziomie unijnym przekładają się na parlamenty państw członkowskich.

Ten przykład jest dobrą ilustracją zakłóceń, które powoduje na rynku ciągła aktywność Komisji Europejskiej na rzecz ratowania gospodarki. 

Również Sejm zagłosował za przyjęciem kredytu bez pełnej wiedzy o warunkach i konsekwencjach. Z niemieckiej perspektywy powinno to być postrzegane jako niebezpieczny precedens. Prerogatywy kontrolne Bundestagu nad budżetem są według orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe jednym z fundamentów tożsamości konstytucyjnej Niemiec.

Śledząc dotychczasowe debaty w Niemczech, można byłoby założyć, że przynajmniej ten punkt będzie krytycznie komentowany. Podnoszony w debacie w Polsce zarzut, że posłowie, godząc się na największy w historii Polski kredyt w walucie obcej, nie mają pełnej znajomości szczegółów, powinien być znany z debat w Bundestagu.

Dodatkowo pojawił się motyw krytykowanej od lat przez Bundesbank inżynierii prawnej, która pozwala na niewliczanie do długu krajowego zobowiązań instytucji unijnych, mimo że są gwarantowane przez budżety państw członkowskich. Umożliwia to obchodzenie formalnie obowiązującego w UE i w polskiej konstytucji limitu zadłużenia na poziomie 60 proc. PKB.

Co powinno niepokoić niemieckich komentatorów

Generalnie zaskakuje, po czwarte, fakt, z jaką łatwością komentatorzy z Niemiec przechodzą nad faktem, że kredyt może długoterminowo ograniczyć potencjał fiskalny Polski i zachwiać stabilnością finansową. Polska objęta jest trzeci rok z rzędu unijną procedurą nadmiernego deficytu. Prognoza Komisji Europejskiej przewiduje, że przy obecnej skali wydatków i bez reform strukturalnych dług Polski może wzrosnąć w 2036 r. do ok. 107 proc. PKB. Te dane powinny budzić niepokój również u niemieckich komentatorów.

Czytaj więcej

Polska chce 180 mld zł z SAFE. Problem z VAT może podbić ceny

W niemieckim dyskursie stabilność finansów państwa uchodzi za jeden z filarów bezpieczeństwa. Toczy się ostra debata wokół hamulca zadłużenia. Tymczasem w relacjach z Polski niemieccy komentatorzy nie dostrzegają wagi pytań, na ile SAFE ograniczy pole manewru dla przyszłych pokoleń. Co istotne, krytycy programu SAFE w Polsce zwracają uwagę na uwarunkowania kredytu, które nie gwarantują czy wręcz wykluczają budowę potencjału produkcyjnego, zdolnego wygenerować dochody potrzebne do spłaty zobowiązań.

Środki muszą być wydane szybko, co sprzyja zakupom gotowych rozwiązań od zagranicznych dostawców, zamiast rozwijania krajowych zdolności produkcyjnych. Rodzi to obawy, że program stanie się impulsem rozwojowym dla firm z państw takich jak Niemcy czy Francja, podczas gdy ciężar spłaty spadnie na polskich podatników. Nawet jeśli nie podziela się tych obaw, trudno sprowadzać je wyłącznie do uprzedzeń politycznych i antyniemieckich fobii, jak przedstawiają to niemieccy komentatorzy swoim odbiorcom.

Sprzeczność wobec zasady pomocniczości

Po piąte, zaskakuje również całkowite odrzucenie alternatywnych koncepcji finansowania, takich jak propozycja przedstawiona przez prezydenta i prezesa NBP. Zakładała ona utworzenie funduszu zabezpieczającego emisję obligacji na cele obronne, finansowanego m.in. poprzez sprzedaż części rezerw złota. Rozwiązanie to, o ile zgodne z zasadami europejskiej bankowości centralnej, o czym zapewniał prezes NBP, pozytywnie wpisywałoby się w szerszy europejski projekt rozwoju rynków kapitałowych. Fundusz emitowałby dobrze zabezpieczone obligacje, co zwiększyłoby liczbę instrumentów inwestycyjnych i pogłębiło polski rynek kapitałowy. Wpisuje się to w cele Unii Oszczędności i Inwestycji zdefiniowane jako lepsze połączenie prywatnych oszczędności z publicznymi zadaniami.

Przemysł zbrojeniowy ma się stać nowym kołem zamachowym wzrostu gospodarczego Niemiec i zastąpić w tej funkcji przemysł motoryzacyjny. 

Ten przykład jest dobrą ilustracją zakłóceń, które powoduje na rynku ciągła aktywność Komisji Europejskiej na rzecz ratowania gospodarki. Europejski SAFE zastępuje bowiem rozwiązania krajowe, wypierając emisję krajowych obligacji. Pomijając fakt, że kwestie obronności, zgodnie z traktatami, nie należą do kompetencji Komisji Europejskiej i powinny być uzgadniane na poziomie Rady, instrument ten jest sprzeczny z unijną zasadą pomocniczości.

Cel idealny: flanka wschodnia Unii

Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytanie, dlaczego te zagrożenia i wyzwania szeroko dyskutowane w Polsce nie znalazły swojego odzwierciedlenia w mediach niemieckich, a dyskusja sprowadzana jest do rozgrywki między prezydentem i premierem oraz antyniemieckich fobii. Niektórzy uważają, że jest to celowa strategia wywierania nacisku, głównie na polską opinię, ze względu na stawkę gry.

Czytaj więcej

Polska Amunicja odstępuje od rozmów z MON o amunicji 155 mm z SAFE

Jest nią od dawna oczekiwana szansa na pogłębienie integracji europejskiego przemysłu zbrojeniowego w taki sposób, aby uczynić Niemcy niezbędnym dostawcą bezpieczeństwa w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Przemysł zbrojeniowy ma się stać również nowym kołem zamachowym wzrostu gospodarczego Niemiec i zastąpić w tej funkcji przemysł motoryzacyjny. Oznacza to konieczność zabezpieczania rynków zbytu dla własnych technologii.

Państwa flanki wschodniej są z tej perspektywy idealnym celem, nie tylko jako klienci, ale również jako silny lewar dla realizacji zapowiadanej przez kanclerza Merza strategii przywództwa Niemiec w UE. Są to oczywiście spekulacje. Niewątpliwe jest jednak to, że komentarze w mediach niemieckich uświadamiają, jak powierzchowna jest nadal europejska debata wokół tak zasadniczych dla UE kwestii jak dobrobyt i bezpieczeństwo.

Justyna Schulz

Justyna Schulz

Foto: mat. pras.

Autorka

Justyna Schulz

Główny analityk Instytutu Zachodniego. Ekonomistka i germanistka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu w Bremie, gdzie uzyskała stopień doktora nauk ekonomicznych, specjalizując się w teorii monetarnej i analizie transformacji gospodarczej Polski po 1989 r. Doświadczenie zawodowe zdobywała w Niemczech i w Polsce, pracując m.in. w Fundacji VolkswagenStiftung w Hanowerze oraz jako adiunkt na Uniwersytecie w Bremie. Była również doradcą w Parlamencie Europejskim w Brukseli. W latach 2017-2025 pełniła funkcję dyrektora Instytutu Zachodniego. Ekspertka w zakresie polityki gospodarczej, reformy strefy euro, europejskiego paktu stabilności oraz relacji gospodarczych polsko-niemieckich. Autorka publikacji naukowych, raportów i analiz poświęconych transformacji gospodarczej, polityce monetarnej oraz integracji europejskiej