Zacznijmy od podstaw. Czym właściwie jest kryzys psychiczny i po czym możemy poznać, że przeżywa go ktoś, z kim mamy kontakt – w pracy, w szkole, w przychodni, a może po prostu ktoś bliski?

Dr Daria Biechowska, psycholożka i ekspertka Instytutu Psychiatrii i Neurologii: Kryzys psychiczny to bardzo szerokie pojęcie i u każdej osoby może przebiegać zupełnie inaczej. Jako niespecjaliści powinniśmy przede wszystkim zwracać uwagę na zmianę w zachowaniu i funkcjonowaniu człowieka. To najczęściej pokazuje nam, że coś się z tą osobą dzieje. Nie ma jednego sygnału ostrzegawczego. Warto patrzeć na to, czy ktoś nagle zaczyna funkcjonować inaczej niż wcześniej. Jeżeli osoba, która była bardzo aktywna, nagle przestaje taka być albo ktoś, kto zawsze wcześnie wstawał, zaczyna długo spać, to powinno zwrócić naszą uwagę.

Co sprawia, że człowiek wpada w kryzys?

Kryzys psychiczny pojawia się wtedy, kiedy sposoby radzenia sobie, które do tej pory działały, przestają wystarczać wobec sytuacji życiowej, zawodowej, rodzinnej czy relacyjnej. Gromadzą się trudności i obciążenia, człowiek przestaje sobie z nimi radzić, doświadcza silnego napięcia, bezradności, a czasami poczucia utraty kontroli nad sytuacją. Wtedy pogarsza się jego codzienne funkcjonowanie.

Ale kryzys psychiczny to jeszcze nie kryzys samobójczy…

Nie. I bardzo ważne jest, żeby tego nie utożsamiać. Nie jest też tak, że człowiek w kryzysie chodzi i obwieszcza wszystkim, że zaraz się zabije. Często możemy w ogóle nie wiedzieć, co się z nim dzieje.

Natomiast zdarza się, że osoby mówią o tym, że chcą się zabić. I wtedy bardzo ważne jest podjęcie tego tematu.

Czy pytanie o samobójstwo może sprowokować tragedię?

Wiele osób boi się takiej rozmowy. Funkcjonuje mit, że jeżeli zapytamy człowieka wprost o samobójstwo, możemy mu ten pomysł podsunąć.

To tak nie działa. Badania pokazują, że pytanie wprost o myśli samobójcze nie zwiększa ryzyka zachowań samobójczych. Przeciwnie, podjęcie tego tematu może przynieść ulgę i dać człowiekowi możliwość opowiedzenia o tym, z czym wcześniej pozostawał bardzo samotny. Taka rozmowa może też otworzyć drogę do uzyskania pomocy.

Czyli możemy zapytać wprost: „czy myślisz o śmierci?”, „czy myślisz o samobójstwie?”

Tak. Jak najbardziej.

A co, jeśli ktoś odpowiada żartem? Mówi: „Mam ochotę sobie coś zrobić, chodź, skoczymy razem z mostu”. Czy takie „śmieszkowanie” trzeba potraktować poważnie?

Najważniejsze jest po prostu zacząć pytać i dać tej osobie możliwość powiedzenia, co się z nią dzieje. A jeśli zauważymy, że ona niespecjalnie chce odpowiadać, możemy przynajmniej zasygnalizować jej, że jesteśmy blisko. Jeżeli nie ma ochoty teraz rozmawiać, możemy z nią po prostu posiedzieć.

„Dużo groźniejsza jest obojętność”

No dobrze, ale co właściwie powiedzieć?

Nie ma idealnych słów-zaklęć. Dużo groźniejsza dla życia człowieka - od nawet niezręcznego pytania - jest obojętność, czyli brak naszej reakcji na to, co mówi.

Są natomiast rzeczy, których zdecydowanie nie powinniśmy mówić. Na przykład: „weź się w garść”, „inni mają gorzej”, „jutro będzie lepiej”, „przecież ty tego nie zrobisz”, „masz wszystko, czego ci brakuje?”. Nie powinniśmy też mówić: „musisz myśleć pozytywnie”.

To działa bardzo źle, bo osoba w kryzysie zaczyna się otwierać, a my odpowiadamy jej czymś, co sprawia, że czuje się zupełnie niezrozumiana. Wtedy może wycofać się z rozmowy.

Czyli zamiast wielkich słów wystarczy czasami wspólnie wypita herbata?

Jak najbardziej. Można powiedzieć: „chodź, zrobię ci herbatę, napijemy się i pogadamy, co się dzieje”. Nie trzeba być psychologiem ani psychiatrą.

Czyli cztery kroki: zauważyć, zapytać…

Wysłuchać i – jeśli sami nie jesteśmy w stanie pomóc – zapewnić profesjonalną pomoc. Najpierw zauważyć, że coś się dzieje. Potem zapytać, co się dzieje, i dać temu człowiekowi przestrzeń, żeby o tym opowiedział. A jeśli mamy poczucie, że sobie z tym nie poradzimy, poszukajmy profesjonalnej pomocy.

Nauczyciel, policjant, ksiądz. Kto może być „strażnikiem bramy”?

Osobą, która jako pierwsza spotyka człowieka w kryzysie, bardzo często nie jest psychiatra. Może nią być nauczyciel, policjant, pracownik socjalny, farmaceuta, a nawet ksiądz.

Takich ludzi określa się czasami po angielsku słowem „gatekeeper”, czyli „strażnik bramy”. Chodzi o osoby wykonujące zawody, które nie są związane ze specjalistyczną pomocą w kryzysie samobójczym, ale które bardzo często spotykają na swojej drodze tych, którzy potrzebują pomocy.

I właśnie wobec nich Światowa Organizacja Zdrowia proponuje takie podejście: zauważyć, zapytać, wysłuchać i w razie potrzeby przekierować do profesjonalnej pomocy.

Czego powinniśmy od tych „strażników bramy” oczekiwać?

Ja bym powiedziała, że nie oczekiwać, bo to brzmi jak nałożenie obowiązku na te grupy zawodowe. Bardziej chodzi o to, żeby dać im narzędzia. W ramach Krajowego Programu Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym przygotowujemy standardy postępowania, które pokazują różnym grupom zawodowym, jak mogą reagować w sytuacji zetknięcia się z osobą w kryzysie samobójczym.

Lekarz rodzinny może zauważyć kryzys wcześniej

A lekarz rodzinny? To chyba szczególnie ważna osoba, bo często zna pacjenta od lat.

Zdecydowanie. Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej jest jedną z najważniejszych osób we wczesnym rozpoznawaniu kryzysu psychicznego. Pacjent może przyjść z bezsennością, przewlekłym zmęczeniem czy bólem, a za tym może kryć się depresja, przeciążenie, stres albo kryzys samobójczy.

Lekarz POZ ma więc szansę zauważyć zmianę w funkcjonowaniu pacjenta i zapytać, co się dzieje. Powinien też zadbać o to, żeby osoba, która przyszła po pomoc, nie została sama pomiędzy kolejnymi elementami systemu.

Tylko jeśli lekarz skieruje pacjenta do psychiatry, ten może pomyśleć: „no dobrze, a kiedy ja się właściwie do tego psychiatry dostanę, za rok?”.

Tutaj muszę trochę odczarować ten obraz. Od 2018 roku mamy w Polsce reformę psychiatrii dorosłych i centra zdrowia psychicznego, które obejmują już znaczną część dorosłej populacji Polski. Do Punktu Zgłoszeniowo-Koordynacyjnego można zgłosić się bez skierowania. Na miejscu przeprowadzana jest wstępna ocena potrzeb i ustalany jest dalszy plan pomocy. Sama pracuję w Centrum Zdrowia Psychicznego i widzę, jak ważne jest to, że człowiek w kryzysie może zgłosić się bez konieczności wcześniejszego umawiania wizyty u psychiatry.

A jeśli ktoś nie wie, czy powinien szukać psychologa, czy psychiatry?

Nie każda osoba w kryzysie psychicznym potrzebuje od razu konsultacji psychiatrycznej. W wielu sytuacjach pierwszego wsparcia może udzielić psycholog, który oceni potrzeby osoby i w razie wskazań pomoże jej dotrzeć do lekarza psychiatry. W ramach centrów zdrowia psychicznego w przypadkach pilnych dostęp do niezbędnego świadczenia psychiatrycznego powinien zostać zapewniony w krótkim czasie. Natomiast jeżeli istnieje bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia, potrzebna jest pomoc w trybie pilnym - wtedy należy wezwać zespół ratownictwa medycznego albo zgłosić się do odpowiedniej izby przyjęć.

Kryzys psychiczny dzieci. Nauczyciele mogą zauważyć zmianę

Porozmawiajmy o szkołach. Mamy coraz więcej informacji o kryzysach psychicznych dzieci i młodzieży. Czy nauczyciele są na to przygotowani?

Nadal nie w takim stopniu, w jakim powinni, ale nauczyciele są grupą zawodową bardzo zainteresowaną tym, żeby się przygotować. Od ponad trzech lat prowadzimy dla nich szkolenia i uczestniczą w nich ogromne grupy, po kilka tysięcy osób na jednym. Od nowego roku szkolnego rusza kolejna edycja tych szkoleń. Nauczyciele są bardzo ważni, bo widzą uczniów regularnie, często codziennie. Mogą więc zauważyć zmianę, której ktoś spotykający się z dzieckiem raz na jakiś czas może nie zobaczyć.

Co powinno zwrócić ich uwagę?

Nagła, utrzymująca się zmiana funkcjonowania. Uczeń, który był aktywny, wycofuje się z kontaktów. Ktoś, kto był dobrym uczniem, zaczyna mieć gorsze wyniki. Pojawiają się częste nieobecności, szybkie zmiany nastroju, płaczliwość, drażliwość, konflikty z rówieśnikami albo izolowanie się, jeśli wcześniej ktoś był bardzo towarzyski.

Jeżeli nauczyciel się niepokoi, powinien porozmawiać z uczniem spokojnie i bez oceniania. Można powiedzieć: „widzę, że ostatnio jest ci trudniej, więc może chcesz mi powiedzieć, co się u ciebie dzieje?”.

A jeśli uczeń mówi o śmierci, beznadziejności, o tym, że jest ciężarem?

Wtedy warto zapytać wprost o myśli samobójcze.

Nawet dziecko?

Jak najbardziej. To znowu ten sam mit: że rozmowa o samobójstwie zachęca do śmierci. Warto o to pytać, bo daje to możliwość opowiedzenia o tym, co się dzieje i jak bardzo komuś jest trudno. Dla osoby w kryzysie samobójczym charakterystyczne jest takie tunelowe myślenie: w pewnym momencie zaczyna uważać, że śmierć jest jedynym rozwiązaniem sytuacji. To może być związane z osamotnieniem, poczuciem wyobcowania czy innymi trudnymi doświadczeniami. Pojawia się myśl: „wszystkim będzie lepiej, jak zniknę”.

I wtedy nauczyciel nie może już powiedzieć: „uspokój się i idź na lekcję”.

Nie. I przede wszystkim nie powinien zostawać z tym sam. To nie jest tylko odpowiedzialność nauczyciela. Jeżeli czuje, że nie jest w stanie pomóc, powinien odwołać się do profesjonalnej pomocy.

Jeżeli istnieje bezpośrednie zagrożenie życia, wzywamy ratowników medycznych. Taki młody czy starszy człowiek trafia wtedy na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego, gdzie lekarz psychiatra ocenia jego stan i podstawę do hospitalizacji.

Ksiądz również może być pierwszą osobą, która zauważy problem

Wspomniała pani o nauczycielach. A duchowni? Czy oni również powinni być traktowani jako osoby pierwszego kontaktu?

Jak najbardziej. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę profil osoby, która w Polsce najczęściej umiera śmiercią samobójczą: to mężczyzna w średnim wieku, mieszkający na wsi. Taka osoba może szukać wsparcia raczej u duchownego niż u psychiatry czy psychologa.

Dlatego przygotowaliśmy, we współpracy z duchownymi, standardy postępowania również dla księży. Oni mogą udzielić takiej pierwszej pomocy psychologicznej: zauważyć, porozmawiać, wysłuchać i wskazać, gdzie można uzyskać profesjonalną pomoc.

Dane o próbach samobójczych trzeba czytać ostrożnie

Jak duży jest problem, o którym rozmawiamy? W ubiegłym roku mówiliśmy o ponad 14 tys. próbach samobójczych.

Z tą liczbą trzeba uważać, bo to są dane policyjne, czyli nie wszystkie próby samobójcze, tylko zdarzenia, które zostały zarejestrowane przez Policję. Wiemy, że liczba prób samobójczych jest znacznie większa niż liczba zgonów samobójczych, ale ich rzeczywistej skali nie jesteśmy w stanie precyzyjnie określić na podstawie samych statystyk policyjnych. Dlatego, mówiąc o danych dotyczących prób, zawsze trzeba jasno wskazywać źródło i sposób ich rejestrowania.

Co w takim razie w Polsce działa dobrze, a gdzie nadal mamy największą lukę?

Tym, czym powinniśmy się chwalić, jest to, że od 2021 roku mamy narodową strategię dotyczącą zapobiegania zachowaniom samobójczym. To nie jest wcale oczywiste w Europie, że każde państwo ma taką strategię.

Mamy też coraz więcej działań, w tym właśnie standardy postępowania dla różnych grup zawodowych. Natomiast problem polega na tym, że to jeszcze nie dociera do wszystkich. Robimy bardzo dużo, ale nie daje to jeszcze efektu, którego byśmy oczekiwali.

Co zrobić, żeby osoba w kryzysie nie została sama?

Chciałabym na koniec zejść z poziomu systemu do jednego człowieka. Pierwsza rozmowa z osobą w kryzysie nie rozwiąże przecież jej problemu. Jak sprawić, żeby następnego dnia znowu nie została z nim sama?

Możemy zrobić coś, co profesjonalnie nazywamy planem bezpieczeństwa, chociaż wcale nie trzeba używać tego określenia. Jeżeli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia i nie jest potrzebna karetka, możemy umówić się z tą osobą, co zrobi, kiedy znowu się jej pogorszy albo wrócą myśli samobójcze.

Może stworzyć listę osób, do których wtedy zadzwoni. Jeżeli się na to zgodzimy, możemy być na tej liście również my. Mogą się na niej znaleźć rzeczy, które przynoszą jej ulgę: spacer z psem, pogłaskanie kota, muzyka, herbata. Dla każdego będzie to coś innego.

Warto też zapisać numery telefonów, z których można skorzystać w sytuacji zagrożenia życia, a także numery telefonów pomocowych.

A pani sama miała kiedyś taki moment, kiedy nie chciało się pani żyć?

Nie, nie doświadczyłam poważnego kryzysu samobójczego. Jak większość osób przeżywałam jednak różne kryzysy, także typowe dla wieku nastoletniego. Adolescencja to czas bardzo intensywnych emocji i pytań o sens życia. To, co dorosłemu wydaje się drobiazgiem - na przykład zła ocena czy konflikt z rówieśnikami - dla młodego człowieka może być bardzo silnym przeżyciem. Oczywiście jedna zła ocena nie jest przyczyną zachowania samobójczego, ale u nastolatka już przeciążonego wieloma trudnościami nawet stosunkowo drobne zdarzenie może stać się czynnikiem wyzwalającym kryzys.

Warto żyć?

Warto. Choć czasami jest trudno, ale wtedy warto o tym z kimś porozmawiać.

Rozmawiała Mira Suchodolska