Emily Owen przyznała jednocześnie, że "z wielu powodów" nie złożyła na policji zawiadomienia o gwałcie.
Kobieta zdecydowała się ujawnić swoją historię po tym jak aktywista labourzystów i dziennikarz, Owen Jones, w sierpniu został zaatakowany przed pubem w Londynie. Jones twierdził, że padł ofiarą przedstawicieli skrajnej prawicy.
Ubiegająca się o mandat z Aberconwy w Walii Owen napisała na Facebooku, że "kandydaci i parlamentarzyści w całym kraju, ze wszystkich partii, w tym ona, padają ofiarą strasznych napaści codziennie". "Nie sposób tego zaakceptować" - dodała.
25-latka ujawniła, że rok temu ktoś dorzucił jej coś do drinka, po czym została zgwałcona. Kobieta pisze, że "obróciła swój gniew w wybaczenie gwałcicielowi". "Ale chciałabym powiedzieć coś jeszcze" - dodała.
"Są ludzie, którym nie wybaczyłam" - podkreśliła Owen.
Działaczka Partii Pracy napisała, że "są tysiące osób, które atakuje się każdego dnia, tylko za to, że są sobą".
"Nie będę siedzieć z założonymi rękoma i na to pozwalać" - dodała.
25-latka zarzuciła premierowi Borisowi Johnsonowi, że ten jest "pierwszym w historii" Wielkiej Brytanii premierem uważanym przez skrajną prawicę za jej lidera.
"Ludzie są atakowani na ulicach, grozi się im w mediach społecznościowych, mowa nienawiści staje się powszechna" - napisała Owen. "Nasi przywódcy nie mogą dłużej pomijać ten temat jako nieistotny, musimy razem to zatrzymać" - dodała.
Owen wezwała premiera, by ten "wykazał się prawdziwym przywództwem" i "przestał podsycać nienawiść" i wezwał swoich zwolenników do zaprzestania "sieciowych i fizycznych ataków przeprowadzanych w jego imieniu w całym kraju".