Oskarżeni to pułkownik rosyjskich służb Jurij Chramiejew i jego syn Kiriłł, oficer FSB, oraz mieszkający w Rosji Kubańczycy Oemis Ramagoza Durruthy, Yaidel Delgado Suarez i Wenezuelczyk Angel Eduardo Castro. Cała piątka brała udział w organizacji, koordynacji i werbunku agentów do szeregu ataków. Chodziło o - niezrealizowane - plany zabójstw rosyjskich dysydentów w Waszyngtonie i Wilnie, a także o podpalenie przystanków autobusowych w Czechach i zakładów produkcyjnych w Szawlach na Litwie. Całą piątkę oskarżono o spisek w celu finansowania terroryzmu oraz o próbę morderstwa na zlecenie.

Czytaj więcej

Ukraińcy o ataku na stację Jagodzin: Gdyby nie zmiana rozkładu, stałby tam pociąg z Borisem Johnsonem

Z aktu oskarżenia wynika, że wymienieni sprawcy pozostają na wolności, lecz co najmniej jeden z niewymienionych współpracowników został schwytany i ma zostać aresztowany w Nowym Jorku.

Pułkownik rosyjskich służb oferował 25 tys. dolarów obywatelowi USA za zabójstwo rosyjskiego opozycjonisty

Według śledczych Chramiejew miał m.in. nakłaniać obywatela USA spotkanego na granicy rosyjsko-estońskiego, by śledził rosyjskiego opozycjonistę w Wilnie, oferując mu 200 dol. za zdjęcia jego domu oraz 25 tys. dol. za jego zabójstwo. Kiedy ten odmówił, powołując się na trudność z realizacją zadania, Chramiejew miał zaoferować mu „łatwiejszą robotę”, jak np. podpalanie magazynów „w krajach NATO” i „wszystkich krajach pomagających Ukrainie”. Na liście były m.in. dworce, podstacje, składy i wagony z pomocą humanitarną dla Ukrainy.

Kubańczyk werbował ludzi do przeprowadzania aktów sabotażu i wskazywał cele w Warszawie

Akt oskarżenia opisuje też podobne starania Kubańczyka Ramagozy Durruthy'ego, który miał werbować ludzi do wykonywania aktów sabotażu w Europie. Akt oskarżenia wymienia jedynie dwa takie ataki: próbę podpaleń zajezdni autobusowych w Pradze w czerwcu 2024 r. oraz - jak wynika z kontekstu - atak na zakłady produkcji przenośnych radiostacji dla ukraińskiego w Szawlach na Litwie we wrześniu 2024 r. Oprócz tego Durruthy miał wysyłać jednemu ze zwerbowanych agentów „potencjalne miejsca ataków w Warszawie”. W dokumencie nie wspomniano, czy do takich ataków doszło.

Czytaj więcej

Rosyjski miliarder płaci rachunki Trumpa jr. Magierowski: Nie działał na własną rękę

Rolę Durruthy'ego - pracującego jako instruktor tańca w Rosji i posiadającego rosyjskie obywatelstwo - dzień wcześniej opisały we wspólnym śledztwie Deutsche Welle i telewizje publiczne na Litwie, Czechach i w Hiszpanii. Kubańczyk miał werbować przez aplikację Telegram „jednorazowych” agentów, głównie wśród hiszpańskojęzycznych imigrantów, do ataków w szeregu krajów Europy: dwóch firm z branży budowlanej w Polsce, zajezdni autobusowej w Czechach, zakładu recyklingu w Rumunii oraz sprzętu przeznaczonego na Ukrainę w firmie na Litwie. W niektórych przypadkach oferował im nawet kilka tysięcy dolarów za szpiegostwo lub sabotaż.

„Oskarżeni rzekomo działali w ramach globalnej siatki zabójców, która sięgała Stanów Zjednoczonych, próbując werbować obywateli USA i cudzoziemców do dokonywania zabójstw na zlecenie Kremla” – oświadczył zastępca prokuratora generalnego ds. bezpieczeństwa narodowego John A. Eisenberg. „Takie działania stanowią rażące naruszenie naszej suwerenności i zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa narodowego. Wypalimy wszelkie próby swobodnego działania zagranicznych służb wywiadowczych w naszym wielkim kraju i nie spoczniemy, dopóki one i ich pomocnicy nie poniosą najsurowszych konsekwencji, jakie może nałożyć prawo federalne” - dodał.