„Rzeczpospolita”: Jak należy czytać hojny gest, jakim było finansowanie ślubu syna prezydenta USA przez rosyjskiego oligarchę z powiązaniami z Kremlem? Czy to jednoznacznie niepokojący sygnał?

Marek Magierowski: Tak. Powiązania pana Kremlowa są dość oczywiste. Już sama jego obecność w towarzystwie syna prezydenta USA powinna zapalić wszystkie lampki alarmowe amerykańskich służb. A co dopiero fakt, że współfinansował on wspomniane wydarzenie.

Czytaj więcej

Trump Jr. i rosyjski oligarcha. Ujawniono kulisy wystawnego ślubu na Bahamach

Marek Magierowski: Donald Trump stworzył system, w którym jego najbliższa rodzina ma największy wpływ na politykę Białego Domu

Donald Trump Jr. ma realny wpływ na obsadę kluczowych stanowisk w Waszyngtonie. Czy dla amerykańskiej polityki ta sytuacja to „tylko” kryzys wizerunkowy, czy słaby punkt w bezpieczeństwie administracji USA?

Donald Trump stworzył system, w którym największy wpływ na jego własne decyzje oraz na politykę Białego Domu ma jego najbliższa rodzina. To struktura dynastyczna, w której dominują mechanizmy dworskie. Tym samym mocno obniżone zostały bariery bezpieczeństwa.

Jak należy odczytywać intencje Umara Kremlowa? Czy to przykład rosyjskiej dyplomacji hybrydowej, czy rzeczywiście, jak starają się tłumaczyć, indywidualna inicjatywa bogatego Rosjanina?

Raczej to pierwsze. Nie sądzę, aby Kremlow działał na własną rękę.

Czytaj więcej

Gangster z Sierpuchowa wciąż rządzi boksem. Dlaczego świat popiera oligarchę Putina?

Marek Magierowski: Rosjanie wiedzą jak budować prorosyjski przekaz w amerykańskim społeczeństwie

Jak na takie doniesienia reagują amerykańskie agencje bezpieczeństwa oraz sam Kapitol? Czy w USA istnieje skuteczny mechanizm kontroli takich relacji, gdy dotyczą one osób z najbliższego otoczenia prezydenta, ale formalnie niepełniących funkcji państwowych?

Nie istnieje, ponieważ każda wzmianka o zagrożeniu ze strony rosyjskich służb i tego rodzaju niekonwencjonalnych działań wywołuje, mówiąc najoględniej, wzburzenie Donalda Trumpa. Uważa się on za ofiarę nagonki, związanej ze śledztwem prokuratora Roberta Muellera, badającego swego czasu wpływ Rosji na prezydencką kampanię w 2016 r.

Czy bliskie relacje z Kremlem w otoczeniu Trumpa wpływają na zaufanie do USA sojuszników z flanki wschodniej — w tym Polski — w momencie, gdy Waszyngton zapowiada szybkie rozstrzygnięcie negocjacji pokojowych z Moskwą?

Oczywiście. Choć, rzecz jasna, przywódcy europejskich państw NATO czy Kanady nie powiedzą tego wprost.

Obecna sytuacja przypomina nam o spotkaniu w Trump Tower z 2016 roku z udziałem rosyjskiej prawniczki, co było jednym z wątków śledztwa Roberta Muellera. Czy nie potwierdza to obaw sprzed dekady, że w otoczeniu Trumpa figurują osoby związane z Rosją?

W bezpośrednim prawdopodobnie nie. Ale Rosjanie, dość skutecznie, docierają do rodziny Trumpa, kongresmenów, do dziennikarzy, do ludzi kultury, do wpływowych influencerów. Są elastyczni, uczą się i wiedzą, jak budować prorosyjski (jak również antyukraiński) przekaz w całym amerykańskim społeczeństwie, nie tylko wśród przedstawicieli władz.