Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zarzuty prokuratura zamierza postawić byłemu prezesowi NIK i co mu za to grozi.
- Dlaczego były minister finansów miał nakłaniać urzędników do złamania tajemnicy skarbowej.
- Na jakim etapie jest wieloletnie śledztwo i które wątki zostaną skierowane do sądu.
W listopadzie ubiegłego roku białostocka Prokuratura Regionalna postawiła dwa zarzuty Marianowi Banasiowi – nakłaniania do ujawniania przez funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej informacji objętych tajemnicą skarbową. Było to możliwe, bo Banaś przestał być prezesem Najwyższej Izby Kontroli i nie chronił go już immunitet.
Informację z postępowania skarbowego prowadzonego przez wywiad skarbowy w jego osobistej sprawie przekazali mu Tadeusz G., wtedy naczelnik Izby Skarbowej w Krakowie oraz Beata O., ówczesna dyrektorka delegatury NIK w Warszawie (Banaś jako prezes NIK był jej przełożonym). Oni również usłyszeli zarzuty.
Czytaj więcej
Banaś chciał surowo karać podległych urzędników za błędy w oświadczeniach majątkowych, a sam ma z nimi kłopoty.
Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, prokuratura właśnie wyłączyła te wątki do odrębnego postępowania. „W sprawie tej trwają czynności końcowe” – odpisał na nasze pytania prok. Zbigniew Szpiczko, rzecznik prokuratury i referent sprawy. Co to oznacza? Że Marian Banaś, Tadeusz G. oraz Beata O. otrzymali wgląd w materiały śledztwa przeciwko nim, mogą składać wnioski dowodowe (prokuratura nie musi ich uwzględniać). Zapoznanie się z aktami przez podejrzanych to ostatni krok przed aktem oskarżenia i skierowania sprawy do sądu. Czy tak się stanie?
– Nie informujemy o zamierzeniach – ucina prok. Szpiczko.
Dyrektorka NIK, na polecenie prezesa Mariana Banasia, umówiła się w grudniu 2021 r. na spotkanie z szefową Krajowej Administracji Skarbowej Magdaleną Rzeczkowską (Beata O. ją znała, bo wcześniej sama pracowała w KAS). Jak już pisaliśmy, nie tylko nakłaniała urzędniczkę, by zdradziła jej, a pośrednio Banasiowi, co na niego mają, ale też, jak twierdzi prokuratura, miała wpłynąć na bieg postępowania celno-skarbowego prowadzonego w sprawie. Chodziło o to, by w ten sposób doprowadzić do jego zawieszenia. O. nic nie wskórała – ze względu na jednoznaczną odmowę ze strony szefowej KAS. Dyrektorka złożyła także fałszywe zeznania co do przebiegu swojego spotkania z szefową KAS.
Tadeusz G. to również jego były znajomy i pracownik. Przekazał Marianowi Banasiowi informacje z postępowania skarbowego w jego sprawie, czego dowodem są m.in. maile między nim a ówczesnym prezesem NIK.
Czyn, o jaki oskarżono byłego prezesa NIK z art. 306 § 1 ustawy Ordynacja podatkowa zagrożony jest karą pozbawienia wolności do lat 5, natomiast z art. 231 § 2 Kodeksu karnego do lat 10.
Marian Banaś chroniony przed zarzutami w czasach rządów PiS
Dlaczego Marian Banaś, były minister finansów, szef Krajowej Administracji Skarbowej, wiedząc, że tajemnicy skarbowej nie można naruszać, zdecydował się złamać tę zasadę? W sprawie jego oświadczeń majątkowych toczyło się śledztwo na materiałach Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Kontrola CBA wykazała, że Banaś złożył 10 fałszywych oświadczeń w sprawie swojego majątku – miało to miejsce w okresie od listopada 2015 r. do sierpnia 2019 r., gdy był szefem Służby Celnej a następnie Krajowej Administracji Skarbowej, ministrem finansów i prezesem Najwyższej Izby Kontroli.
W KAS trwało także postępowanie dotyczące wysokości opłat z tytułu podatku z tytułu wynajmu jego kamienicy w Krakowie osobom powiązanym z tamtejszym półświatkiem. Prokuratura zamierzała – takie wnioski zawarła we wniosku o uchylenie mu immunitetu w lipcu 2021 r. – postawić prezesowi NIK również zarzut przestępstwa skarbowego polegającego na zaniżaniu w deklaracjach podatkowych za lata 2015-2020 przychodów z dzierżawy kamienicy w Krakowie. Naraziło to Skarb Państwa na stratę ponad 50 tys. zł z należnego podatku dochodowego. Wniosek prokuratury, która chciała mu za to postawić zarzuty, trafił do ówczesnej Marszałek Sejmu Elżbiety Witek. Nigdy nie został skierowany do głosowania przez Sejm.
Czytaj więcej
Od dwóch lat leży w Sejmie wniosek prokuratury w sprawie uchylenia immunitetu Mariana Banasia. PiS zwleka z decyzją, bo boi się przegranej.
Główne śledztwo dotyczące nieprawidłowości w majątku Banasia formalnie toczy się już siódmy rok. Dlaczego nie zostało zakończone? – Są wykonywane jeszcze w tej sprawie czynności – stwierdza prok. Szpiczko. Jakie? – Nie mogę ujawnić – odpowiada rzecznik.
Śledczy nie dopatrzyli się zamachu służb na prezesa NIK
Marian Banaś od lat powtarza, że śledztwo w sprawie jego majątku to nic innego jak zamach na niego. „Jako urzędujący Prezes Najwyższej Izby Kontroli zostałem poddany największej w najnowszej historii III RP, polityczno-kryminalnej intrydze zorganizowanej grupy przestępczej, mającej na celu zmuszenie mnie do rezygnacji z zajmowanego stanowiska” – mówił w oświadczeniu, domagając się komisji śledczej.
Przełomowe miały być zeznania nowych świadków Mariana Banasia, którzy zeznawali w ubiegłym roku w prokuraturze. Jednak, jak się okazało, nie wniosły one nic ważnego do śledztwa.
Audyt białostockiego śledztwa, które trwa od siedmiu lat, wykonany przez zespół Prokuratury Krajowej już po zmianie władzy ocenił, że „decyzję o wszczęciu śledztwa, mimo jej wadliwości w zakresie konstrukcji i treści uzasadnienia, należy uznać za zasadną”.
Mec. Marek Małecki nie jest już obrońcą Mariana Banasia w tej sprawie. Mec. Beata Czechowicz, którą chcieliśmy zapytać o to, jak ocenia materiał dowodowy prokuratury z wyłączonego wątku, nie odbierała od nas telefonów. Nie odpowiedziała też na sms-ową prośbę o kontakt. Marian Banaś nie przyznaje się do winy.