Na Haiti trwa operacja, której celem jest zatrzymanie osób, które zaplanowały atak na prywatną rezydencję prezydenta.

53-letni Moise został zastrzelony w swoim domu w środę w nocy przez - jak podają haitańskie władze - grupę cudzoziemskich, wyszkolonych zabójców.

W czasie operacji wymierzonej w zabójców prezydenta haitańskim siłom bezpieczeństwa udało się wytropić podejrzanych, którzy mieli skryć się w domu znajdującym się niedaleko miejsca zbrodni w Petionville, na północnym przedmieściu stolicy kraju, Port-au-Prince. Doszło do potyczki między policją a zabójcami, która trwała do późnej nocy. 

Po zakończeniu starcia kierujący haitańską policją Charles Leon na konferencji prasowej pokazał dziennikarzom 17 zatrzymanych mężczyzn, a także znalezione przy nich kolumbijskie paszporty i karabiny szturmowe, maczety oraz walkie talkie.

- Cudzoziemcy przyjechali do naszego kraju, by zabić prezydenta - powiedział Charles. - Było 26 Kolumbijczyków, zidentyfikowanych na podstawie paszportów i dwóch Amerykanów pochodzenia Haitańskiego - mówił Leon.

Policji udało się pojmać 15 Kolumbijczyków i dwóch Amerykanów. Trzech zabójców zginęło, a ośmiu pozostaje na wolności.

Minister obrony Kolumbii, Diego Molano, w wydanym oświadczeniu podał, że ze wstępnych informacji wynika, iż Kolumbijczycy biorący udział w ataku to emerytowani członkowie kolumbijskiej armii. Molano zapowiedział, że Kolumbia będzie współpracować przy śledztwie ws. zabójstwa prezydenta. 

Zatrzymani Amerykanie pochodzenia haitańskiego to 35-letni James Solages i 55-letni Joseph Vincent - podały władze Haiti.

Departament Stanu USA nie potwierdził, czy wśród zatrzymanych przez haitańskie władze są obywatele USA.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Władze nie podały jeszcze motywu zabójstwa.

Moise, od momentu objęcia urzędu w 2017 roku, musiał mierzyć się z masowymi protestami przeciwko jego rządom, do których dochodziło w związku z oskarżeniami o korupcję, a także sposobem, w jaki zarządzał on gospodarką oraz zarzutami, że prezydent zmierza do dyktatury.