24-letni Amerykanin Michael Rohana ze stanu Delaware dopuścił się przestępstwa polegającego na oderwaniu i kradzieży kciuka jednej z dziesięciu figur terakotowych wojowników, którzy, wypożyczeni z Chin, pokazywanie byli w Instytucie Franklina w Filadelfii.
Sprawę zgłoszono do FBI.
Uszkodzona figura to jedna ze słynnych postaci terakotowej armii pierwszego cesarza Chin Qin Shi. Ponad 8 tys. postaci z terakoty zostało pochowanych w cesarskim grobie w 210 roku p.n.e.
Odkryte przypadkowo w 1974 roku przez rolników, do dziś stanowią wielką atrakcję turystyczną Chin i są uważane za skarb narodowy.
Dziesięciu wojowników, wypożyczonych z Chin, objeżdża właśnie świat. Na przełomie grudnia 2017 i stycznia 2018 trafili do USA, obecnie sa pokazywani w muzeum w Liverpoolu.
Do kradzieży i okaleczenia figury doszło pod koniec grudnia.
Michael Rohana ze znajomymi zwiedzał wystawę w Instytucie Franklina i postanowił zrobić sobie selfie z jedną z figur. Pstryknął zdjęcie, a potem odłamał wojownikowi palec.
Jego brak zauważono dopiero w styczniu.
Oburzeni Chińczycy zgłosili sprawę na policję. Kradzieżą zajęło się FBI.
Funkcjonariusze nie mieli trudnego zadania - moment przestępstwa został uwieczniony na nagraniu. Gdy FBI odnalazło młodego mężczyznę i pojawiło się w jego domu w Delaware, Rohana bez sprzeciwu oddał kciuk.
Teraz czeka na proces.
Chiny są oburzone uszkodzeniem ich narodowego skarbu. Wartość pojedynczej figury szacują na 4,5 mln dolarów, za jej uszkodzenie domagają się 3 mln odszkodowania i surowej kary dla Amerykanina.