Po rewelacyjnym zeszłym tygodniu, który przyniósł nowe rekordy hossy na giełdzie w Warszawie, inicjatywę na krajowym rynku przejęli sprzedający. Słabość parkietu wynikała głównie ze schłodzenia nastrojów na pozostałych europejskich rynkach, na których inwestorzy chętnie pozbywali się akcji. Popyt w Warszawie nie dał jednak całkiem za wygraną – na finiszu sesji WIG20 zdołał wrócić do poziomu, z którego wystartował. O nastawieniu inwestorów w dalszym ciągu decydowało w dużej mierze rosnące napięcie na Bliskim Wschodzie. Po fiasku negocjacji pokojowych USA z Iranem w Pakistanie wzrosły obawy o trwałość dwutygodniowego zawieszenia broni. Do tego doszła mocno drożejąca ropa naftowa w reakcji na plany USA dotyczące blokady Cieśniny Ormuz. Zupełnie odmienne nastroje panowały na giełdzie w Budapeszcie, gdzie inwestorzy świętowali wygraną opozycji w wyborach parlamentarnych, która oznacza odsunięcie od władzy po 16 latach Viktora Orbána. Główny indeks węgierski BUX poszybował w górę o ponad 4 proc.
Poniedziałkowa zamiana ról: Orlen w górę, KGHM w dół
Na giełdzie w Warszawie akcje większości spółek z indeksu WIG20 skorygowały efektowne zeszłotygodniowe wzrosty. Jednym z pozytywnych wyjątków były odbijające po piątkowej wyprzedaży walory Orlenu wsparte rosnącymi cenami ropy. Okazałej zwyżki, przekraczającej nawet 4 proc., nie udało się jednak utrzymać do końca sesji. Chętnych nie brakowało także na papiery Żabki i Dino. Jednocześnie na celowniku sprzedających znalazły się akcje KGHM, którym ciążyła korekta cen miedzi na światowych giełdach metali. Z łask wypadły również walory banków, które odreagowywały silne zeszłotygodniowe wzrosty. Większe powodzenie miały walory mniejszych spółek, wśród których mocno drożały m.in. Marvipol i Virtus.