Utwór „Zakochałem się pod apteką”, wydany w grudniu 2025 r., którego autorem jest polski raper Taco Hemingway, w krótkim czasie zyskał dużą popularność. W tekście wielokrotnie pojawiała się nazwa dostępnego bez recepty preparatu zawierającego paracetamol, kodeinę i kofeinę. W jednej ze zwrotek utworu farmaceutka odmawia sprzedaży leku, wskazując na jego siłę działania.

Czytaj więcej

Taco Hemingway ma problem. Grożą mu prokuratorem

Taco Hemingway vs Główny Inspektor Farmaceutyczny – na czym polega spór

Główny Inspektor Farmaceutyczny w kwietniu po przeprowadzonym postępowaniu administracyjnym nakazał raperowi zaprzestanie niezgodnej z przepisami reklamy produktu leczniczego w piosence, w której pada jego nazwa. Uznał bowiem, że użycie w utworze muzycznym nazwy produktu leczniczego stanowiło reklamę w rozumieniu art. 52 ust. 1 Prawa farmaceutycznego. Stwierdził, że celem było „romantyzowanie działania produktów leczniczych”, mogące doprowadzić do „normalizacji ryzykownych zachowań i estetyzowania rekreacyjnego użycia produktów leczniczych”. Wskazał, że rozpowszechnienie utworu wywołało tendencję zakupową.

Pomimo tego, że w tekście utworu nazwa leku została ocenzurowana, wytwórnia rapera i tak złożyła skargę od decyzji GIF do Sądu Administracyjnego. Podkreśliła w oświadczeniu opublikowanym na portalach społecznościowych, że decyzja ta stanowi niedopuszczalne naruszenie wolności słowa. Dodała, że wolność wypowiedzi i wolność twórcza są chronione zarówno Konstytucją RP, jak i Europejską Konwencją Praw Człowieka.

Czytaj więcej

GIF zdecydował w sprawie Taco Hemingwaya. Wytwórnia artysty zapowiada odwołanie

RPO: decyzja GIF narusza wolność twórczości artystycznej

Na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich poinformowano, że RPO Sylwia Gregorczyk-Abram przystąpiła do postępowania WSA, wnosząc o uwzględnienie tej skargi. W piśmie procesowym skierowanym do sądu, rzeczniczka oceniła, że decyzja GIF narusza wolność twórczości artystycznej skarżącego, gwarantowaną m.in. przez Konstytucję RP.

Gregorczyk-Abram wskazała na „możliwość powstania zagrożenia dla korzystania z tej wolności przez inne osoby z uwagi na szerokie echo społeczne i medialną debatę wokół sprawy, co stwarza ryzyko wywołania efektu mrożącego”.

„Istota zarzucanego naruszenia (naruszenia praw i wolności jednostki) polega na przypisaniu działalności nadawcy przekazu celu reklamowego, na podstawie przyjęcia, spośród możliwych interpretacji przedmiotowo istotnych fragmentów utworu, interpretacji skrajnie niekorzystnej” – podkreśliła w piśmie.

Zaznaczyła, że tę interpretację oparto na reakcjach części odbiorców portali społecznościowych przy równoczesnym pominięciu okoliczności, takich jak: brak współpracy twórcy z podmiotem odpowiedzialnym za produkt leczniczy, wyraźnego poinformowania w treści utworu o negatywnych skutkach pozamedycznego stosowania produktu, wykorzystanych technik artystycznych, w tym sposobu prowadzenia narracji o świecie przedstawionym w utworze charakterystycznych dla gatunku i samego twórcy oraz prezentowanych dotychczas postaw twórcy. Podkreśliła, że okoliczności te łącznie przemawiałyby za zasadnością stwierdzenia braku zamiaru reklamowego.

Rzeczniczka podkreśliła również, że w kontekście tej sprawy należy zastanawiać się, czy przywołanie w tekście nazwy leku i sposobu jego użytkowania nie przyczynia się w sposób bardziej znaczący do publicznej debaty o ewentualnych ryzykach i niebezpieczeństwach dla zdrowia związanych z jego używaniem tego produktu niż wywołania efektu zachęty.

Zaznaczyła również, że autor utworu nie jest podmiotem uprawnionym do określania jego wiążących interpretacji. Dodała, że w historii były przypadki, w których reakcje odbiorców były sprzeczne z treścią samego przekazu oraz zamiarem autora.

Podkreśliła, że jeżeli zamiar twórcy w tym przypadku został uznany przez organ za reklamowy na podstawie jednej z możliwych interpretacji (popartej reakcjami niektórych odbiorców), to konsekwentnie należałoby uznać, że twórca na zasadzie ryzyka odpowiada za każdy możliwy społeczny odbiór twórczości. Prowadziłoby to, według niej, do zatarcia ustawowej granicy między działaniem dozwolonym i niedozwolonym, co oznaczałoby przyznanie organowi administracji publicznej kompetencji do wyznaczenia granicy swobody artystycznej.