Tak wynika z prognoz zawartych w raporcie ZUS na temat cudzoziemców w polskim systemie ubezpieczeń społecznych w 2025 r.

Starzejące się społeczeństwo, niski poziom dzietności oraz kurcząca się liczba osób w wieku produkcyjnym – to wszystko ma wpływ na problemy demograficzne naszego kraju. W debacie publicznej często można usłyszeć argument, że napływ cudzoziemców mógłby pomóc nam je rozwiązać. Najnowszy raport ZUS pokazuje, że tak nie jest. Imigracja może jedynie częściowo i tymczasowo łagodzić skutki kryzysu demograficznego. Nie usunie jednak jego przyczyn. Cudzoziemcy przyjeżdżający do Polski również się starzeją, a wraz z upływem czasu mogą przejąć wzorce demograficzne charakterystyczne dla kraju osiedlenia. W efekcie masowa imigracja nie jest trwałym sposobem na odwrócenie niekorzystnych trendów ludnościowych, lecz jedynie narzędziem pozwalającym na krótkookresowe złagodzenie ich konsekwencji. Co więcej, aby zatrzymać negatywne tendencje demograficzne potrzebny byłby znacznie większy napływ obcokrajowców niż obecnie.

Czytaj więcej

Więcej cudzoziemców z polską emeryturą. Świadczenia są jednak niziutkie

Niepokojące wskaźniki dotyczące demografii 

Dobrą miarą obrazującą sytuację jest tzw. współczynnik obciążenia demograficznego (rozumiany jako iloraz liczby osób w wieku poprodukcyjnym i liczby osób w wieku produkcyjnym). Jak co roku ZUS przeprowadził taką symulację. Wynika z niej, że aby współczynnik obciążenia demograficznego pozostał na obecnym poziomie, w kilku najbliższych latach liczba cudzoziemców w wieku produkcyjnym musiałaby corocznie przyrastać o 300 tys. osób. To kilkakrotnie więcej, niż obserwujemy w ostatnich latach. Natomiast w 2035 r. liczba cudzoziemców musiałaby wynieść 2,8 mln osób (w 2024 r. prognozy mówiły o 3,1 mln osób), co stanowiłoby 13,5 proc. (15 proc. w 2024 r.) populacji w wieku produkcyjnym.

Oznacza to, że aby zatrzymać wzrost współczynnika obciążenia demograficznego na obecnym poziomie, w 2035 r. blisko co siódma osoba w wieku produkcyjnym musiałaby być cudzoziemcem. ZUS nie ukrywa, że wydaje się to mało realne. Co więcej, zahamowanie przyrostu współczynnika obciążenia demograficznego o połowę również wymagałoby znacznego wzrostu liczby cudzoziemców. W kilku najbliższych latach liczba obcokrajowców w wieku produkcyjnym musiałaby corocznie przyrastać średnio o około 130 tys., a w 2035 r. o ponad 1,3 mln osób, co stanowiłoby 6,3 proc. populacji w wieku produkcyjnym.

Dla zobrazowania skali: liczba cudzoziemców zgłoszonych do ubezpieczeń emerytalnych i rentowych na koniec grudnia 2025 r. wyniosła 1 288 760; 2024 r. – 1 192 913 (przyrost rok do roku o 95 847); 2023 r. – 1 127 744 (przyrost rok do roku o 65 169).

Czytaj więcej:

Płace Nowy projekt o równości płac zbyt trudny dla biznesu i związków

Pro

Jak zachęcić cudzoziemców do pracy w Polsce? 

W związku z tym pojawia się pytanie o kierunek polityki państwa. Czy rząd powinien aktywnie zachęcać cudzoziemców do osiedlania się i podejmowania pracy w Polsce, czy raczej pozostawić migrację naturalnym procesom, koncentrując się przede wszystkim na działaniach mających zwiększyć dzietność i aktywność zawodową obywateli?

– Raport ZUS pokazuje, że migracja nie jest w stanie całkowicie zniwelować skutków niekorzystnych zmian demograficznych. Trudno sobie wyobrazić, aby napływ ludności do Polski osiągnął skalę pozwalającą całkowicie odwrócić obecne trendy. Nie oznacza to jednak, że migracja nie przynosi wymiernych korzyści. Nawet jeśli nie eliminuje problemu, może spowalniać tempo pogarszania się wskaźników demograficznych, a tym samym łagodzić presję na system emerytalny, finanse publiczne i gospodarkę. Już samo spowolnienie negatywnych trendów należy uznać za wartość – mówi Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Ekspert potwierdza, że Polska nie należy dziś do ścisłej czołówki państw będących głównymi kierunkami migracji, co wynika zarówno z poziomu wynagrodzeń, jak i z uwarunkowań administracyjnych.

41,5 proc.

tyle wyniósł współczynnik obciążenia demograficznego w 2025 r.

– Dodatkowo barierą może okazać się nasz język, który jest trudny i jest stosowany tylko w naszym kraju, w przeciwieństwie do hiszpańskiego czy angielskiego – dodaje Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

Łukasz Kozłowski zaznacza, że kluczową kwestią wydaje się system legalizacji pracy.

– Dotychczas dostęp do polskiego rynku pracy był w dużej mierze oparty na uproszczonych procedurach, przede wszystkim na systemie oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi. W mniejszym stopniu wykorzystywano rozwiązania związane z klasycznymi zezwoleniami na pracę. Taki model sprzyjał przede wszystkim migracji czasowej. Nie zachęcał cudzoziemców do wiązania swojej przyszłości z Polską i podejmowania długoterminowego zatrudnienia, lecz raczej do pracy sezonowej. W praktyce oznaczało to, że pracownik przyjeżdżał do Polski na kilka miesięcy, wykonywał pracę, wracał do kraju pochodzenia, a następnie ewentualnie ponownie przyjeżdżał – tłumaczy ekspert.

Dodatkowo zwraca uwagę, że problemem jest brak gwarancji, iż taka osoba zdecyduje się wrócić właśnie do Polski. Z czasem może wybrać inne państwo jako docelowe miejsce pracy i osiedlenia się.

– Dlatego warto zastanowić się nad stworzeniem bardziej stabilnego i długofalowego modelu legalizacji pracy cudzoziemców. Powinien on odpowiadać rzeczywistym potrzebom rynku pracy i zachęcać do dłuższego pobytu w Polsce. Kluczowe jest stworzenie sprawnego systemu zezwoleń na pracę, który będzie jednocześnie efektywny administracyjnie i dostosowany do potrzeb gospodarki – podsumowuje.