Wbrew temu, co przewidywano, spraw rozwodowych i o separację w pandemicznym 2020 r. było mniej niż w poprzednich latach. Wszystko jednak wskazuje na to, że spadek był najprawdopodobniej chwilowy. Po znoszeniu obostrzeń od kilku miesięcy kancelarie adwokackie odnotowują ogromne zainteresowanie klientów takimi sprawami. Widać to także w sądach.

– Liczba tego rodzaju spraw rośnie – potwierdza Rafał Terlecki, prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Czytaj także: Pandemia sprzyja rozwodom

A Wojciech Łukowski, prezes Sądu Okręgowego we Wrocławiu, przyznaje, że ubiegły rok zaowocował sporym spadkiem. Pozwoliło mu to nawet przenieść jeden etat sędziowski z wydziału „rozwodowego" do „frankowego".

Pytany, jak jest teraz, odpowiada:

– Za wcześnie na wyciąganie wniosków.

Nie były to sprawy najpilniejsze

Psycholog Tomasz Kozłowski potwierdza, że lockdown był wielką próbą dla wielu związków. Te, w których obowiązywały sprawdzone zasady, przetrwały. Los tych, w których ich zabrakło, jest niepewny, a może wręcz przesądzony.

Zdają się to potwierdzać informacje płynące od prawników. Ubiegłoroczny spadek ilości spraw rozwodowych i o separacje był chwilowy. Zaraz, gdy rząd rozpoczął znoszenie kolejnych obostrzeń, zaczęło wzrastać zainteresowanie klientów takimi sprawami.

Potwierdzają to oficjalne statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości. W 2020 r. do sądów okręgowych w pierwszej instancji wpłynęło blisko 74 tys. spraw o rozwód, podczas gdy w 2019 r. było ich 83 tys., a dla porównania w 2018 r. takich spraw było 86 tys., a w 2017 r. 85 tys. Dla separacji było to odpowiednio: w 2020 r. – 2 tys., w 2019 – 2,3 tys., w 2018 r. – 2,9 tys. i w 2017 r. – 3,2 tys.

– Widać coraz większy ruch w sprawach rozwodowych. Im mniej obostrzeń, tym ludzie chętniej chcą porządkować swoje sprawy – potwierdza adwokat Marta Lech. I informuje, że w ubiegłym roku spraw rozwodowych było dużo mniej. Nawet jeśli do kancelarii zgłaszali się klienci, to raczej z uzgodnionymi zasadami rozwodowymi. Najczęściej chodziło o majątek i dzieci.

Nie bez znaczenia jest też czynnik ekonomiczny.

– Wiele rodzin w czasie pandemii straciło zdolność finansową, a rozwód wiąże się przecież nie tylko z wydatkami, ale i ze zmianą sytuacji (w tym finansowej) obu stron. To mógł być jeden z powodów mniejszego zainteresowania kierowaniem spraw do sądów – zauważa Hanna Jaworska, adwokat. Jej zdaniem spraw jest dziś więcej od 20 do 30 proc.

Prawnicy wymieniają też jeszcze jeden czynnik, który mógł wpłynąć na spadek liczby pozwów wysyłanych do sądów w czasie pandemii. Otóż przez wiele tygodni, a bywało, że i miesięcy, sądy zajmowały się głównie sprawami tzw. pilnymi.

– Nie było więc sensu się spieszyć z podejmowaniem ostatecznej decyzji, bo na niewiele by się to nie zdało – mówią zgodnie prawnicy.

Za granicą podobnie

Po pandemii przybywa też spraw rozwodowych w innych krajach Unii Europejskiej. Przykładowo we Włoszech, które – szczególnie w pierwszym etapie pandemii – ucierpiały najbardziej, odnotowano wzrost wskaźnika rozwodów o 60 proc. W Wielkiej Brytanii ośrodki rozwodowe przyjęły ok. 8 proc. więcej petycji rozwodowych.

Nie lepiej jest za oceanem. W USA do tej pory aż 90 proc. spraw rozwodowych rozstrzygano ugodowo. Wydawałoby się, że ten wskaźnik nie może urosnąć, ale w pandemii wzrósł do 98 proc. Wynikało to m.in. z utrudnionego dostępu do postępowań sądowych.

78 tys. spraw rozwodowych wpłynęło do polskich sądów obu instancji w 2020 r.

2,1 tys. spraw o separację trafiło do sądów obu instancji w 2020 r.