Otrzymała pani grant ERC na pięcioletnie badania. Czy rzeczywiście towarzyszy temu poczucie – jak zauważył Adam Bodnar, że to jak zdobycie ośmiotysięcznika zimą?

Nie wiem, czy użyłabym takiej metafory, ale mam świadomość, że z perspektywy europejskiej jest to ogromne osiągnięcie. W Polsce grantów ERC nadal jest niewiele, w naukach prawnych to pierwszy grant zdobyty dla projektu przygotowywanego w polskiej uczelni i pierwsze ERC dla mojej uczelni. Bardziej niż poczucie zdobycia szczytu towarzyszy mi jednak świadomość odpowiedzialności – grant otwiera pięć lat intensywnej pracy.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Nowe prawo uderzy w męskie zarządy. Firmom grozi nawet 500 tys. zł kary

Pro

Czym ma zakończyć się projekt tego rodzaju badań, czy np. raportem, rekomendacjami legislacyjnymi?

Granty ERC finansują badania podstawowe. Nie chodzi więc o wdrożenie konkretnego rozwiązania, napisanie ustawy ani – mówiąc obrazowo – zbudowanie rakiety na Księżyc. Wyniki będą publikowane przez cały okres projektu w artykułach, monografiach, a także przedstawiane na konferencjach. Bardzo ważne jest dla mnie, żeby komunikować je nie tylko światu nauki, ale całemu społeczeństwu. Dlatego planujemy również podcasty, teksty popularnonaukowe, blogi i materiały wideo.

Czym właściwie jest feministyczna teoria prawa?

Nie ma jednej feministycznej teorii prawa, podobnie jak nie ma jednego feminizmu. To amalgamat wielu nurtów. Łączy je przekonanie, że świat nie został zbudowany w sposób równy, a grupą uprzywilejowaną nie są kobiety.

W przypadku teorii prawa chodzi przede wszystkim o podważenie założenia, że obowiązujące regulacje i instytucje są neutralne oraz obiektywne. Przez stulecia prawo tworzono na podstawie męskiego doświadczenia, a następnie uznano je za uniwersalne. Dobrym porównaniem jest medycyna. Przez lata wiele leków testowano głównie na mężczyznach, a kobietom po prostu zmniejszano dawkę proporcjonalnie do masy ciała. Później okazało się, że leki mogą działać u nich inaczej. To, co uchodziło za neutralne, neutralne nie było. W prawie mechanizm jest podobny.

Czytaj więcej

„Czego chce kobieta, tego i Bóg chce”. Historia pierwszych lekarek z puentą

Tradycyjnie feministyczna teoria prawa zajmowała się np. przemocą domową czy przestępstwami seksualnymi. Pani chce wyjść poza ten obszar.

Ta sfera nazywa się prawniczym feministycznym gettem. Feministki zostały trochę zepchnięte do narożnika, w którym niejako pozwolono im zajmować się tematami uznawanymi w prawie za typowo kobiece – przemocą seksualną i domową czy prawami pokrzywdzonych. To bardzo ważne zagadnienia wymagające ciągłych zmian, ja chcę jednak zapytać, czy reformy wprowadzane przez lata na rzecz kobiet mogą być skuteczne, jeżeli cały system procesu karnego nadal jest zbudowany na męskim doświadczeniu. Być może nie wystarczy poprawiać pojedynczych regulacji. Być może trzeba zmienić sam system i jego zasady procesowe.

Przez lata wiele leków testowano głównie na mężczyznach, a kobietom po prostu zmniejszano dawkę proporcjonalnie do masy ciała. Później okazało się, że leki mogą działać u nich inaczej. To, co uchodziło za neutralne, neutralne nie było. W prawie mechanizm jest podobny.

dr hab. Karolina Kremens, prof. UWr

Kluczowe znaczenie ma tu intersekcjonalność?

Tak, ponieważ nie możemy patrzeć na prawo wyłącznie z perspektywy „ja, kobieta”. Trzeba uwzględnić przecięcie płci, rasy, klasy społecznej, orientacji seksualnej, wykształcenia czy sytuacji majątkowej. Modelowym uprzywilejowanym uczestnikiem systemu jest biały, wykształcony i zamożny mężczyzna. Ale ja – jako biała, wykształcona i stosunkowo zamożna kobieta – również mam inne doświadczenia niż kobieta słabiej wykształcona i mniej majętna o innym kolorze skóry niż mój.

Widać to np. przy systemach sztucznej inteligencji służących rozpoznawaniu twarzy. Wczesne modele najlepiej identyfikowały białych mężczyzn, a najgorzej czarne kobiety, ponieważ systemy te były trenowane na niewystarczającej liczbie ich wizerunków. Tymczasem w procesie karnym błędna identyfikacja może prowadzić do zatrzymania albo aresztowania niewinnej osoby.

Czytaj więcej:

Administracja Język inkluzywny w urzędach: jak budować szacunek i precyzyjną komunikację

Pro

Czy źródłem problemu jest błędne rozpoznanie osoby, czy raczej utrwalanie przez system wcześniejszych schematów działania policji?

Tu trzeba pamiętać o pewnych rozróżnieniach. To systemy predykcyjne wskazują obszary, na których – na podstawie danych historycznych – mają być popełniane przestępstwa. Powstaje wtedy pytanie, czy policja, intensywniej kontrolując te same miejsca, nie potwierdza własnych założeń. Rozpoznawanie twarzy działa inaczej – jeżeli baza zdjęć jest niereprezentatywna, model częściej myli się wobec słabiej obecnych w niej grup.

Przy czym chcę zwrócić uwagę, że intersekcjonalność pokazuje również, że rozwiązanie korzystne dla jednej grupy kobiet może pogorszyć sytuację innych. W Stanach Zjednoczonych białe feministki walczyły o obligatoryjne zatrzymywanie sprawców przemocy domowej. Dla niezależnej finansowo kobiety zatrzymanie partnera może oznaczać ochronę. Ale w ubogiej rodzinie, w której jest on jedynym żywicielem, skutkiem może być utrata jedynego źródła utrzymania przez partnerkę i dzieci. Obligatoryjny przepis, nie uwzględniając ich sytuacji społecznej i ekonomicznej może paradoksalnie doprowadzić do pogorszenia ich sytuacji.

Na czym miałaby polegać rekonstrukcja procesu karnego?

Chcę patrzeć nie tylko na zatrzymanie, przeszukanie czy tymczasowe aresztowanie, ale na fundamentalne zasady procesu – bezpośredniość, równość broni, obiektywizm, domniemanie niewinności czy kontradyktoryjność. Przygotowując projekt badań, słyszałam, że o rekonstrukcji tych zasad nie powinnam nawet myśleć, bo są nienaruszalne. Tymczasem rewolucja cyfrowa już je naruszyła.

Np. zasada bezpośredniości zakłada, że dowód jest przedstawiany sądowi na sali, a świadek zeznaje przed sędzią. Po pandemii coraz częściej świadek, oskarżony, pełnomocnik, a czasem nawet sąd znajdują się w różnych miejscach. Można więc powiedzieć, że zasada bezpośredniości się chwieje albo że powstaje jej nowa postać. Trzeba ustalić, czy zdalna obecność, zwłaszcza oskarżonego, jest tym samym co fizyczna obecność na rozprawie. Podobnie jest z równością broni. Prokuratura dysponuje aparatem państwa, ogromnymi możliwościami uzyskiwania dowodów elektronicznych oraz narzędziami sztucznej inteligencji, które mogą te materiały selekcjonować. Oskarżony i jego obrońca często nie wiedzą, jakiego systemu użyto, według jakich kryteriów działał algorytm i czy pominął materiały korzystne dla obrony. Jedną ze stron dodatkowo wzmacnia więc potężna infrastruktura technologiczna, co narusza zasadę równości broni.

Czytaj więcej

Manosfera i „różowy radykalizm” zasługują na zdecydowaną odpowiedź

A zasada obiektywizmu?

Feministyczna teoria prawa od dawna wskazuje, że pełny obiektywizm przy rozstrzyganiu spraw sądowych nie istnieje, bo każdy człowiek ma własne doświadczenia i nieuświadomione uprzedzenia. Możemy je minimalizować, ale najpierw musimy przyznać, że są. Co ważne, sztuczna inteligencja nie rozwiązuje automatycznie tego problemu. Może być bardziej konsekwentna od człowieka, ale może też odtwarzać uprzedzenia zawarte w danych, na których została wytrenowana, np. poprzez dawne wyroki. Technologia może więc zakonserwować istniejący system, a nawet pogorszyć sytuację grup nieuprzywilejowanych. Właśnie dlatego jest to właściwy moment, żeby rozpocząć dyskusję o fundamentach procesu.

Chodzi o sprawdzenie, czy gdyby przyjąć feministyczną perspektywę orzeczenie byłoby inny albo czy inne byłoby uzasadnienie. Okazuje się bowiem, że tak przepisany wyrok może prowadzić do uniewinnienia zamiast skazania albo odwrotnie.

dr hab. Karolina Kremens, prof. UWr

Częścią projektu ma być także przepisywanie wyroków?

Warto przypomnieć, że od lat 80. możemy śledzić rozwój tzw. Feminist Judgments Projects, gdzie badaczki biorą rzeczywiste, wcześniej wydane orzeczenia i ponownie je rozstrzygają, stosując perspektywę feministyczną. To oczywiście eksperyment naukowy, a nie działalność prawdziwego sądu. Chodzi o sprawdzenie, czy gdyby przyjąć feministyczną perspektywę orzeczenie byłoby inne albo czy inne byłoby uzasadnienie. Okazuje się bowiem, że tak przepisany wyrok może prowadzić do uniewinnienia zamiast skazania albo odwrotnie. Czasem rozstrzygnięcie pozostaje takie samo, ale zmienia się w istotny sposób argumentacja lub wymiar kary. Ważna jest też współpraca i zwykle nie jest to praca jednej osoby, lecz kilku badaczek, które wspólnie analizują sprawę.

W projekcie wybierzemy orzeczenia karne z różnych państw, w których istotną rolę odegrała technologia – na przykład wyroki, które zapadały w postępowaniach prowadzonych zdalnie, w których wykorzystano dowody cyfrowe albo algorytmy. Dobrym przykładem są postępowania przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, gdzie zbiory dowodów elektronicznych są już selekcjonowane z użyciem AI.

Proszę pamiętać, że nie chodzi o stworzenie jednego wzorcowego, feministycznego procesu. Chcemy przede wszystkim pokazać, jak zmiana perspektywy wpływa na rozumienie faktów, dowodów i praw uczestników postępowania. To pozwala dostrzec, że prawo, które wydaje się pozornie neutralne, może prowadzić do różnych rezultatów w zależności od tego, czyje doświadczenie uznamy za punkt odniesienia.

dr hab. Karolina Kremens jest prof. Uniwersytetu Wrocławskiego, laureatką grantu European Research Council, która wraz z zespołem zbada, czy feministyczna teoria prawa może pomóc przebudować proces karny w warunkach cyfryzacji i rozwoju sztucznej inteligencji.