Jak informowała policja, Wiesław K.,  mieszkaniec Białegostoku, miał zabić psa, bo ten przeszkadzał mu podczas kolacji, m.in. wchodził na stół.  Zwierzę zginęło na miejscu.

Wiesław K. początkowo nie przyznał się do zarzucanego czynu. Twierdził, że pies przestraszył się go i wyskoczył przez otwarte okno. Co innego mówiła partnerka mężczyzny, która była wtedy w mieszkaniu. Pies został przygarnięty na prośbę  jej córki. Jak zeznała, to K. był odpowiedzialny za wyrzucenie psa przez okno.

Czytaj też: Sądy coraz surowsze dla oprawców zwierząt

Mężczyzna usłyszał zarzut zabicia zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem. Groziła mu kara do pięciu lat więzienia.

W sądzie sprawca przyznał się do winy. Wyjaśnił, że po powrocie z pracy był zdenerwowany, a pies zirytował go, bo nie chciał zejść z blatu. Pełnomocnik oskarżonego wnioskował o karę więzienia w zawieszeniu argumentując, że pobyt w więzieniu nie nauczy sprawcy szacunku do zwierząt.

Sąd uznał jednak, że wyrzucenia przez okno bezbronnego psa - istoty, która czuje, cierpi, odczuwa ból - zasługuje na surowe potępienie i orzekł karę półtora roku bezwzględnego więzienia. Na jej poczet zaliczył pobyt mężczyzny w areszcie od listopada 2020 r.

Lokalne media przypominają, że podobne zdarzenie miało miejsce w styczniu w Łomży w woj. podlaskim. Pijany 33-latek miał znęcać się nad psem wystawiając go na parapet za oknem na czwartym piętrze. Jego partnerka próbowała zabrać psa z parapetu, mężczyzna jej na to nie pozwolił i po chwili zrzucił zwierzę z okna. Łomżyński sąd zadecydował jednak, że sprawca nie pójdzie do aresztu.