Ministerstwo Infrastruktury przygotowało rewolucję, którą w uproszczeniu można sprowadzić do zasady: jeżeli w ciągu 30 dni od doręczenia właścicielowi pojazdu zawiadomienia, kierujący, czyli sprawca wykroczenia, nie złoży podpisanego oświadczenia o przyjęciu albo odmowie przyjęcia mandatu, karę zapłaci właściciel pojazdu albo jego użytkownik ujawniony w Centralnej Ewidencji Pojazdów.

– Firmy oferujące najem krótkoterminowy mogą zbankrutować, gdy przyjdzie im płacić kary za wykroczenia popełnione przez ich klientów. – Państwo przerzuca obowiązek egzekucji kar na przedsiębiorców – mówi Paweł Piórkowski, prezes Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów. – Dla firm z sektora rent-a-car to może być śmierć.

Według Piórkowskiego, średnia flota liczy 3,6 tys. pojazdów, a na jedną firmę przypada ok. 900 zapytań w sprawie wykroczeń zarejestrowanych przez fotoradary. Jeśli po zmianie przepisów kary zamiast na użytkowników będą nakładane na posiadaczy pojazdów, taka firma będzie musiała zapłacić ok. 2,7-3 mln zł, a następnie próbować dochodzić zwrotu od klientów.

– Zanim uda się wyegzekwować choćby część tych pieniędzy, wiele podmiotów może upaść, bo kwoty, które trzeba będzie odprowadzić, mogą nawet przewyższyć cały roczny dochód – mówi.

A to z kolei odbije się na klientach, bo albo wzrosną ceny najmu, albo podaż usług typu najem krótkoterminowy, czy carsharing, zostanie ograniczona.

Taki może być efekt rewolucji w systemie karania za wykroczenia zarejestrowane przez fotoradary, którą przygotowało Ministerstwo Infrastruktury. 

Jak dziś działa system mandatów z fotoradarów

Obecnie sprawy o wykroczenia drogowe zarejestrowane przez fotoradary wyglądają następująco. GITD wysyła właścicielowi pojazdu, ujawnionemu w Centralnej Ewidencji Pojazdów, informację o naruszeniu, w której przedstawia mu trzy możliwości:

– przyjęcia mandatu, np. za przekroczenie prędkości;

– wskazania innej osoby, która w momencie popełnienia wykroczenia była użytkownikiem pojazdu;

– odmowy przyjęcia mandatu i niewskazania danych kierowcy, co jest równoznaczne ze zgodą na ukaranie mandatem za tzw. niewskazanie z art. 96 § 3 kodeksu wykroczeń.

Czytaj więcej

Polacy chcą surowszych kar i więcej fotoradarów. Największym zagrożeniem pijani kierowcy

Gdy auto należy do firmy leasingowej, wypożyczalni albo jest po prostu pojazdem służbowym, właściciel przekazuje dane faktycznego użytkownika i procedura zaczyna się od nowa. Wówczas wskazana osoba dostaje pismo z tymi samymi trzema opcjami. To wszystko trwa, a gdy osoba wskazana przez wypożyczalnię czy firmę leasingową, będąca stroną umowy, wskaże jeszcze kolejną, łańcuszek się wydłuża. Rośnie ryzyko, że mandat nie zostanie wyegzekwowany, a sprawa zostanie umorzona.

Nieskuteczny system egzekwowania mandatów z fotoradarów

To sprawia, że system egzekwowania mandatów za wykroczenia ujawnione za pomocą fotoradarów jest dziurawy i nieefektywny. Choć urządzenia rejestrują rocznie ponad milion naruszeń, to aż w 41,3 proc. spraw nie udaje się pociągnąć sprawców do odpowiedzialności. Przykładowo, na 1 mln 169 tys. naruszeń ujawnionych w 2024 r. ponad 350 tys. spraw się przedawniło, a 129 tys. nie udało się skutecznie zakończyć, ponieważ pojazd, którym popełniono wykroczenie, był zarejestrowany za granicą.

Kara administracyjna zamiast mandatu dla kierowcy

Główny Inspektorat Transportu Drogowego płaci więc ogromne pieniądze na funkcjonowanie systemu i prowadzenie postępowań, które kończą się niczym. Dlatego Ministerstwo Infrastruktury przygotowało rewolucję, którą w uproszczeniu można sprowadzić do zasady: jeżeli w ciągu 30 dni od doręczenia właścicielowi pojazdu zawiadomienia, kierujący, czyli sprawca wykroczenia, nie złoży podpisanego oświadczenia o przyjęciu albo odmowie przyjęcia mandatu, karę zapłaci właściciel pojazdu albo jego użytkownik ujawniony w Centralnej Ewidencji Pojazdów.

Tyle że nie będzie to już grzywna, lecz kara administracyjna. Co więcej, jej wysokość będzie kilkukrotnie wyższa niż mandatu karnego za naruszenie zarejestrowane przez fotoradar (patrz ramka). – Samo jednostronne wskazanie przez właściciela osoby, która – według jego wiedzy – kierowała pojazdem, nie będzie wystarczające do przeniesienia na nią odpowiedzialności. Z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie i nie jest to rozwiązanie efektywne – tłumaczy Anna Szumańska, rzeczniczka Ministerstwa Infrastruktury.

Wysokość sankcji
Ile wyniosą kary dla właścicieli pojazdów

Proponowana wysokość administracyjnych kar pieniężnych przedstawia się następująco:
W przypadku przekroczenia dopuszczalnej prędkości:
– do 30 km/h – 1500 zł,
– od 31 km/h do 40 km/h – 2400 zł,
– od 41 km/h do 50 km/h – 3000 zł,
– od 51 km/h do 60 km/h – 4500 zł,
– od 61 km/h do 70 km/h – 6000 zł,
– powyżej 71 km/h – 7500 zł;
– niezastosowanie się do sygnalizacji świetlnej – 3000 zł;
– niezastosowanie się do sygnalizacji świetlnej na przejeździe kolejowym – 6000 zł.

Wypożyczalnie samochodów mogą zapłacić za klientów

Jak czytamy w uzasadnieniu projektu, właściciel lub użytkownik pojazdu (czyli np. firma) będzie mógł zwolnić się od odpowiedzialności jedynie w ściśle określonych wypadkach, m.in. jeżeli udowodni, że „w chwili zarejestrowania naruszenia nie był właścicielem lub posiadaczem pojazdu”. Jeśli pojazd był przedmiotem najmu, to w chwili zarejestrowania naruszenia wypożyczalnia nie jest jego posiadaczem.

Tyle tylko, że zgodnie z projektowanym art. 140an ust. 1 pkt 2 lit. a w ten sposób od kary będą mogły uwolnić się wyłącznie firmy leasingowe oraz firmy oferujące najem długoterminowy (powyżej 30 dni). Nawet w przypadku leasingodawców oraz podmiotów oferujących najem długoterminowy problemem będzie dostarczenie oświadczenia o przyjęciu mandatu od klienta, którego umowa już wygasła. A co dopiero z firmami oferującymi najem krótkoterminowy, carsharing (wypożyczanie aut na minuty), wypożyczalniami pojazdów zastępczych, firmami transportowymi czy pozostałymi podmiotami, które posiadają floty samochodów służbowych?

Czytaj więcej

Prawo jazdy nie wystarczy do wynajęcia auta. Kary nawet do 30 tys. zł

Okazuje się, że w ich przypadku wykazanie, iż w czasie popełnienia wykroczenia pojazd był użytkowany przez klienta czy pracownika, nie zwalnia z odpowiedzialności. Firma nie zapłaci kary tylko wtedy, gdy dostarczy do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego oświadczenie kierującego w sprawie przyjęcia lub odrzucenia mandatu. W przypadku wykroczeń popełnionych służbowym autem wyegzekwowanie takiego oświadczenia od pracownika będzie mniejszym utrudnieniem (pod warunkiem że nadal pracuje w tej firmie). Ale w przypadku wypożyczalni pojazdów to już będzie problem nie do przeskoczenia.

Nawet 7,5 tys. zł za wykroczenie klienta

– W przypadku wynajmu krótkoterminowego użytkownicy pojazdów zmieniają się bardzo często. Informacja o wykroczeniu może dotrzeć do wypożyczalni już po zakończeniu umowy, kiedy firma nie dysponuje zabezpieczeniem płatniczym związanym z konkretnym najmem. Co więcej, w wielu przypadkach firmy rent-a-car nie dysponują zabezpieczeniem roszczeń wobec klienta w wysokości odpowiadającej potencjalnym należnościom nawet w trakcie trwania wynajmu. Dotyczy to m.in. segmentu samochodów zastępczych, w którym specyfika rozliczeń i warunki najmu mogą nie zapewniać przedsiębiorcy możliwości skutecznego zabezpieczenia takich należności – alarmuje PZWLP.

Sytuacja jest szczególnie złożona w przypadku klientów zagranicznych, którzy po zakończeniu najmu opuszczają Polskę, podczas gdy informacja o wykroczeniu może trafić do wypożyczalni znacznie później. W praktyce oznacza to ryzyko obciążenia przedsiębiorcy kosztami wynikającymi z zachowania klienta, mimo że firma prawidłowo wskazała osobę, której powierzyła samochód. Taki mechanizm stanowiłby dodatkowe obciążenie finansowe i operacyjne dla branży wynajmu.

Czytaj więcej

Fotoradary po nowemu. Właściciel auta może zapłacić nawet 7500 zł

– Firma, która nie ma przecież nic wspólnego z popełnieniem wykroczenia i prawidłowo wskazała użytkownika pojazdu, może zostać obciążona opłatą administracyjną sięgającą nawet 7,5 tys. zł za jedno naruszenie. W naszej ocenie oznacza to przeniesienie finansowych konsekwencji wykroczenia z faktycznego sprawcy na podmiot, który nie miał wpływu na jego zachowanie – mówi Paweł Piórkowski. Oczywiście taki podmiot zawsze będzie mógł dochodzić zwrotu zapłaconej kwoty na drodze cywilnej.

W dzisiejszej rzeczywistości prawnej, przy tak obciążonych sądach, skuteczne dochodzenie takich roszczeń będzie prawie niemożliwe. Poza tym przedsiębiorca będzie musiał zapłacić karę od razu, a odzyskiwać ją będzie latami. Niestety wygląda to tak, że państwo nie radzi sobie z egzekwowaniem grzywien, więc przerzuca ten obowiązek na przedsiębiorców. Ale przecież ci nie mają lepszych instrumentów, by odzyskać te pieniądze od sprawcy wykroczenia, zwłaszcza w przypadku cudzoziemców mieszkających za granicą – wskazuje Paweł Piórkowski.

Kaucje i sądy cywilne nie rozwiążą problemu wypożyczalni

Na razie Ministerstwo Infrastruktury obstaje przy swojej propozycji. Jak podkreśla Anna Szumańska, nowe przepisy mają wyeliminować obecną lukę systemową, w której brak reakcji osoby korzystającej z pojazdu lub niewskazanie kierującego często skutkuje niemożnością pociągnięcia kogokolwiek do odpowiedzialności.

– Nowy model zakłada, że sprawa zarejestrowanego naruszenia powinna zakończyć się na jeden z dwóch sposobów: postępowaniem w sprawie o wykroczenie wobec kierującego, który złożył wymagane oświadczenie, albo obowiązkiem uiszczenia opłaty administracyjnej przez właściciela lub użytkownika pojazdu, jeżeli oświadczenia nie złożono – wyjaśnia.

– Właściciel pojazdu powinien odpowiednio ustalić z osobą, której udostępnia pojazd, zasady współpracy na wypadek zarejestrowania naruszenia. Ustalenia te mogą dotyczyć obowiązku przekazania aktualnych danych, niezwłocznego poinformowania właściciela o okolicznościach zdarzenia, złożenia wymaganego oświadczenia oraz zwrotu kosztów poniesionych przez właściciela, jeżeli wskutek braku współpracy użytkownika zostanie on obciążony opłatą administracyjną – radzi rzeczniczka MI.

Wskazuje też, że w przypadku przedsiębiorców, takich jak m.in. wypożyczalnie krótkoterminowe, zasady te mogą zostać określone w umowie, regulaminie albo innych dokumentach regulujących korzystanie z pojazdu.

– Obecnie wiele wypożyczalni przewiduje możliwość potrącenia środków z kaucji albo obciążenia karty kredytowej najemcy na poczet opłat związanych z korzystaniem z pojazdu – zaznacza Anna Szumańska.

Jednak zdaniem przedstawicieli branży kaucje czy blokowanie środków na karcie na poczet ewentualnej kary nie rozwiążą problemu. Takie zabezpieczenia musiałyby być nie tylko bardzo wysokie, ale też – aby były skuteczne – zwracane dopiero po bardzo długim czasie. Zamrożenie środków na wiele miesięcy skutecznie zniechęcałoby do korzystania z wypożyczalni pojazdów.

Przedsiębiorcy wskazują wprost: poprawa ściągalności mandatów po stronie GITD odbędzie się kosztem przedsiębiorców, a następnie sądów. Ci pierwsi poniosą ciężar ustalenia sprawcy i dochodzenia należności, a coraz mniej wydolne sądy cywilne zostaną zalane powtarzalnymi sprawami o zwrot opłat administracyjnych. Branża chce wymiany danych z Centralną Ewidencją Pojazdów.

Dlatego branża proponuje uruchomienie automatycznej wymiany informacji między Centralną Ewidencją Pojazdów a wszystkimi firmami działającymi w obszarze leasingu i wynajmu krótko- i długoterminowego pojazdów poprzez interfejs API. Dzięki temu firmy mogłyby na bieżąco podawać i aktualizować dane użytkowników pojazdów. Ministerstwo Infrastruktury nie odniosło się do tego postulatu.

Prawnik: właściciel auta dostaje obowiązek, którego nie może wykonać

Nowelizację krytycznie ocenia również prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego, specjalista prawa drogowego.

Czytaj więcej

Chcą usunąć przestępstwo „drogomierzowe”. Eksperci ostrzegają przed tym pomysłem

– Państwo nakłada na właścicieli pojazdów obowiązek, do którego wykonania nie mają żadnych narzędzi. W jaki sposób właściciel, niezależnie od tego, czy jest przedsiębiorcą, czy osobą prywatną, ma zmusić osobę, która kierowała pojazdem, do przedstawienia oświadczenia o przyjęciu lub odmowie przyjęcia mandatu? Jeśli ktoś, kto popełnił wykroczenie, powie, że to nie jego problem, albo w ogóle nic nie powie, bo np. nie odbierze korespondencji, to właściciel pojazdu zostanie ukarany nie dość, że nie za swoje wykroczenie, to jeszcze karą wyższą, niż spotkałaby samego sprawcę – mówi prof. Stefański.

Zwraca on również uwagę, że wprowadzenie odpowiedzialności administracyjnej i idących za nią surowszych sankcji finansowych nie zawsze będzie oznaczać poprawę bezpieczeństwa. – Celem ustawy jest wzmocnienie egzekucji kar za naruszenia drogowe, co automatycznie ma się przełożyć na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego. Ale trzeba pamiętać, że karze administracyjnej nie towarzyszy przecież nałożenie punktów karnych. Jeśli właściciela pojazdu, będącego jednocześnie sprawcą wykroczenia, będzie stać na zapłacenie wysokich kar, będzie mógł lekceważyć przepisy ruchu drogowego bez obawy, że zostaną mu naliczone punkty karne, a w konsekwencji straci uprawnienia – podkreśla prof. Stefański.