Uczniowie nie mogą liczyć ani na dłuższe przerwy, ani na przyjaźniejszy plan lekcji. A program Stołówka+ zostanie przesunięty o rok.
Czytaj także: Zadawanie prac domowych może łamać prawa dzieci
Pod koniec lipca resort edukacji skierował do konsultacji publicznych rozporządzenie dotyczące zmiany w sprawie bezpieczeństwa i higieny w szkołach i placówkach. Zakładało ono m.in. obowiązkowe szafki dla uczniów w szkole, co najmniej 10-minutowe przerwy międzylekcyjne i przedmioty wymagające wysiłku intelektualnego tylko do szóstej godziny lekcyjnej.
Czytaj także: Kalendarz roku szkolnego 2018/2019. Kiedy planować urlopy
Propozycje te nie spodobały się jednak samorządowcom, którym ostatecznie podczas poniedziałkowego posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego udało się przekonać ministerstwo, by nieco złagodziło swoje pierwotne wymagania.
I tak, rozporządzenie nie będzie już precyzyjnie wskazywać minimalnego czasu trwania przerwy. W dalszym ciągu ma o tym decydować dyrektor.
Dlaczego?
– Wydłużenie przerw oznacza, że uczniowie będą później wracać do domu, co ma ogromne znaczenie dla uczących się na drugą zmianę – mówi Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich.
Ponadto, jak tłumaczą samorządowcy, wydłużenie przerw często wiązałoby się z wcześniejszym rozpoczynaniem zajęć.
– W wielu szkołach zajęcia z wychowania fizycznego odbywają się przed ósmą rano. Uważamy, że pięciominutowa przerwa wystarczy uczniowi na przejście do innej sali – tłumaczy Wójcik.
Podobnie jest z przerwą następującą po przerwie obiadowej. Zdaniem samorządowców może być ona krótsza, skoro poprzednia była wydłużona. Całkowicie upadł natomiast pomysł wydłużenia przerwy obiadowej do 40 minut – tej regulacji przeciwni byli nauczyciele, a także część rodziców.
MEN nie zamierza już także dzielić przedmiotów na te ważniejsze, wymagające wysiłku intelektualnego, i mniej ważne. W rozporządzeniu teraz ma znaleźć się zapis mówiący o tym, że dyrektor szkoły będzie zobowiązany do takiego ułożenia planu lekcji, by uwzględniać „możliwości psychofizyczne uczniów do wysiłku intelektualnego". W praktyce będzie to także oznaczało dostosowanie planu do wolnych terminów nauczycieli pracujących w kilku miejscach.
Dyrektorzy szkół nie będą też na razie musieli kupować szafek dla uczniów. W nowej wersji rozporządzenia ma znaleźć się zapis o tym, że konieczne będzie jedynie wskazanie konkretnego miejsca, w którym uczniowie będą mogli przechowywać swoje rzeczy. Może to być np. regał w klasie.
Zmienione zostaną także zasady dotyczące apteczek w szkole. Pierwotnie rozporządzenie wskazywało, że powinna być ona w każdej sali lekcyjnej. – To byłoby bardzo kosztowne i nie wiem, czy rzeczywiście potrzebne – komentuje Marek Wójcik. – Ostatecznie obowiązkowo będzie ona tylko w gabinecie pielęgniarki, sekretariacie i pokoju nauczycielskim.
Już wcześniej MEN zdecydowało się o przesunięciu o rok (z 2021 na 2022 r.) startu programu Stołówka+. Samorządowcy twierdzili, że nie zdążyliby z ich uruchomieniem w zaplanowanym przez ministerstwo okresie.
etap legislacyjny: konsultacje