Od kilku dni rośnie liczba zakażonych na koronawirusa. Wystarczy spojrzeć na ulice, parki, puby czy bulwary. Wielu z nas za nic ma względy bezpieczeństwa. Nie ma mowy ani o bezpiecznej odległości – 1, 5 m do 2 m – ani o obowiązkowych maseczkach na twarzy w miejscach zamkniętych.
Obsługa czy ochrona są bezsilne, kiedy zwracanie uwagi nie pomaga. Wniosek? Policja i służby sanitarne uprawnione do kontrolowania zaleceń powinny działać zasadnie i bardziej konsekwentnie.
Związane ręce
– Nie da się – twierdzą służby. Powód? Słabe, nieprecyzyjne przepisy. – Trudno ukarać kogoś za brak maseczki, kiedy wprowadzono wiele odstępstw od ich noszenia, podobnie jest z zachowaniem wymaganych odstępów: dla rodziny i najbliższych mniejszy, dla znajomych większy. Problem w tym, jak udowodnić, kto z kim mieszka.
Czytaj także: Koronawirus: jak działają nowe zasady po powrocie dzieci do przedszkoli
Przykład dają dorośli, młodzi chętnie to podchwytują – usłyszała „Rz" od funkcjonariuszy, którzy podobnie jak sanepid powinni reagować na takie zaniechania. Problem w tym, że reagują czasem nadgorliwie, a czasem wcale.
– Reagujemy wszędzie tam gdzie mamy sygnały – zapewnia „Rzeczpospolitą" Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.
Dlaczego ci, którzy mają pilnować bezpieczeństwa, bywają bezradni? Winne są przepisy.
– Jedyną receptą na skuteczne egzekwowanie obowiązków jest ich jasne określenie wraz z precyzyjnym opisaniem kompetencji organów władzy publicznej w stosunku do obywatela poddanego rygorom – uważa adwokat Bartosz Przeciechowski.
Jego zdaniem najwyraźniej dotychczasowe przepisy sprawiały kłopot nawet ich autorom, czego przykładem było określenie nakazów i zakazów przez premiera jako „zaleceń".
Podobnego zdania jest adwokat Rafał Rozwadowski.
– Każda norma prawna, w szczególności taka, z którą związana jest określona sankcja, powinna być precyzyjna i klarowna – mówi „Rz". I wyjaśnia, że z jednej strony stwarza to komfort dla obowiązanych, aby mieli pewność, że działają zgodnie z przepisami prawa.
Z drugiej strony jest to niezbędne dla organów egzekwujących, aby mogły punktowo i kategorycznie definiować sytuacje wymagające interwencji, a następnie skutecznie podejmować działania zmierzające do realizacji sankcji.
- Niejasność przepisów wprowadza wysoką uznaniowość przy podejmowaniu interwencji i bezspornie nie jest to stan pożądany – uważa adwokat.
Cel ma znaczenie
Mówiąc o regulacjach dotyczących obostrzeń związanych z sytuacją epidemiologiczną, zauważa, że część z nich zaprojektowana została na wysokim poziomie ogólności.
Wyjściem z takiej sytuacji jest każdorazowe doprecyzowanie regulacji, aby usunąć stan niepewności prawnej.
– Sytuacja epidemiologiczna zdecydowanie zwiększyła aktywność prawotwórczą, co oczywiste. Prawodawca, wprowadzając określone przepisy prawne, realizuje określone cele regulacji. Mogą one mieć cel represyjny, wychowawczy lub dyscyplinujący – mówi mecenas Rozwadowski.
Formułowanie niektórych przepisów sankcyjnych w sposób ogólny zmniejsza ich oddziaływanie represyjne, wszak nałożenie i wyegzekwowanie sankcji w oparciu o taki przepis jest wysoce utrudnione, niemniej realizuje pozostałe cele, kreując wśród adresatów regulacji powinność określonego rodzaju zachowania. Z uwagi na dynamikę sytuacji i szeroki krąg obowiązanych działanie takie może de facto zakładać niewielki efekt w obszarze egzekucji sankcji, zmierzać natomiast w kierunku wykreowania swoistych mechanizmów samokontroli i uświadomienia ryzyk związanych z sytuacją epidemiologiczną.
Jak wygląda dziś karanie? Otóż tylko na Mazowszu na osoby, które nie przestrzegały obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa, inspektorzy sanitarni nałożyli ponad 2,6 mln zł kar. W części przypadków odwołania trafiły do sądów.
