Nowelizacja prawa o szkolnictwie wyższym miała ukrócić nepotyzm na uczelniach. Za ?jej sprawą od 1 października ?2011 r. pomiędzy nauczycielem akademickim albo pracownikiem uczelni a zatrudnionym w tej samej uczelni jego małżonkiem czy krewnym nie może zaistnieć bezpośrednia podległość służbowa. Zakaz taki wynika z art. 118 ust. 7 ustawy.
Obowiązujące od dwóch lat prawo nie zadziałało. Uczelnie mają kłopot z jego interpretacją i egzekwowaniem. Przede wszystkim jednak łatwo je obejść.
Pokolenia prawników
Mimo zmian w prawie na Uniwersytecie Rzeszowskim 24 z 90 pracowników Wydziału Prawa i Administracji to rodzina.
Grzegorz Kolasiński, rzecznik prasowy UR, zaznacza, że na uczelni nie doszło do naruszenia ustawy.
– Po wejściu w życie nowych przepisów poprzedni rektor Stanisław Uliasz wydał zalecenie, aby sprawdzić, czy tak się nie dzieje na naszej uczelni, i tylko w kilku przypadkach było konieczne przesunięcie pracowników do innych jednostek – tłumaczy Kolasiński.
Po anonimowych doniesieniach, jakoby na Wydziale Prawa wciąż panował nepotyzm, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zażądało wyjaśnień.
Aleksander Bobko, rektor UR, stwierdził, że litera prawa jest przestrzegana. Uważa jednak, że przepis antynepotyczny jest nieskuteczny.
– Na Wydziale Prawa i Administracji istotnie pracują 24 spokrewnione osoby – przyznaje Aleksander Bobko. – Było ich 25, ale prof. Mariusz Załucki przeniósł się do Krakowa, nad czym bolejemy, bo był potrzebny uniwersytetowi. Ten przykład pokazuje , że jeśli na wydziale pracuje kilka osób z tej samej rodziny, nie musi to oznaczać szkód dla nauczania. Najlepszy przykład to rodzina Ożogów, wybitnych profesorów, a prywatnie braci. Wszyscy pracują na naszym uniwersytecie – dodaje rektor. Jego zdaniem problemem jest głównie środowisko prawników, w którym bardzo często dzieci wybierają tę samą ścieżkę zawodową co ich rodzice.
Ponadto rektor UR zapewnia, że osoby są zatrudniane na wydziale w wyniku przeprowadzenia otwartego konkursu. Jest on ogłaszany na stronach ministerstwa i może się do niego zgłosić każdy.
– I nie ma lepszego mechanizmu na powoływanie nowych pracowników. Niektórzy z kandydatów mają potem zastrzeżenia co do wyników konkursu, ale to nie nepotyzm jest przyczyną ich zaniepokojenia – mówi Bobko.
Doktorat krwi
Układy rodzinne widać także w relacjach pomiędzy promotorami i ich doktoryzującymi się dziećmi.
Rada Młodych Naukowców, organ doradczy ministra nauki, poinformowała, że rośnie liczba zgłaszanych przypadków, gdy syn albo córka promotora, którzy nie brali udziału w pracach badawczych, są dopisywani do publikacji autorstwa innego pracownika. Niespokrewnionego z profesorem i pozbawionego protekcji.
Młodzi naukowcy już się nie boją informować o tym.
– Jedna z doktorantek z Łodzi postanowiła nagłośnić swoją sytuację, a uczelnia przekazała sprawę prokuraturze – mówi Kinga Kurowska z Rady Młodych Naukowców.
Niewiele osób na uczelniach odczuło skutki ustawy antynepotycznej
Wszystkie badania, które przeprowadziła na rzecz własnego doktoratu, niemal w całości jej promotor przypisała swojej córce .
Jak dodaje Kurowska, najwięcej tego rodzaju patologii jest w wyższych szkołach medycznych, gdzie działają całe klany rodzinne. A osoby, które nie mają rodziny na swoim wydziale, są na przegranej pozycji.
Winne są przepisy
Pracownicy uczelni nie mają wątpliwości, że znowelizowane przepisy nie zadziałały i nie zadziałają.
– Ustawodawca w przepisach przejściowych nakazał dostosować zatrudnienie do ?1 października 2012 r., tak aby stosunek bezpośredniej podległości nie zachodził, ale w żadnym miejscu nie wskazał, jak to zrobić – mówi Aleksandra Bocheńska, zastępca kierownika działu kadr i organizacji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. ?– Brakuje także regulacji pozwalających zapobiegać niedozwolonym relacjom w przyszłości. Nie ma też podstaw do uzyskania informacji od pracownika o jego ewentualnym pokrewieństwie lub powinowactwie z przełożonym. Żaden przepis nie upoważnia rektora do jednostronnego rozwiązania stosunku pracy z powodu bezpośredniej podległości służbowej pomiędzy członkami rodziny. Przepisy nie przewidują również w takich sytuacjach możliwości przeniesienia, bez zgody pracownika, do innej jednostki organizacyjnej na uczelni – dodaje.
Wobec wielu wątpliwości, jak należy interpretować przepisy, UAM samodzielnie przystosował je do swoich potrzeb. Za stosunek bezpośredniej podległości służbowej UAM uznaje głównie relacje pomiędzy dyrektorem instytutu i jego zastępcą, dyrektorem instytutu lub jego zastępcą i kierownikiem każdej z jednostek instytutu, kierownikiem katedry i kierownikiem każdej jednostki katedry, a także kierownikiem zakładu lub pracowni i pracownikiem w niej zatrudnionym. Zakaz jednak nie dotyczy dziekanów i rektora.
Profesor Leszek Pacholski, były rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, uważa, że przepis nie stanie się skuteczny, jeśli uczelnie nie będą zainteresowane jego wdrożeniem.
– Zawsze znajdą sposób, by obejść prawo, jeśli chcą zatrudniać swoje dzieci – mówi. – Dobry pracodawca w każdej poważnej firmie powinien dbać o jej interesy i zatrudniać jak najbardziej kompetentnych pracowników, niezależnie od tego, czy mają jakieś związki rodzinne z już zatrudnionymi. Przepis pomaga, ale ma charakter jedynie administracyjny. Ciągle brak motywacji do działania przeciw nepotyzmowi i dobrych praktyk w tym zakresie. Znam bardzo wiele miejsc, w których nadal dzieci pracują tam gdzie ich rodzice. Tylko formalnie są przesuwani do innej katedry wydziału – mówi profesor.
Doskonałą receptą na problem nepotyzmu w Polsce byłoby zerwanie pępowiny z rodzimą uczelnią po uzyskaniu stopnia magistra. Takie rozwiązanie już stosują Amerykanie. W Stanach Zjednoczonych doktoratu nie można robić na tej samej uczelni, na której obroniło się pracę magisterską.
– I to poprawia jakość kształcenia, bo im więcej ma się nauczycieli, tym więcej można się od nich nauczyć – dodaje prof. Pacholski. – Bardziej obiektywna jest wtedy także ocena pracy doktorantów.
Rewolucji nie było
Z sondy przeprowadzonej na uczelniach wynika, że skutki antynepotycznej ustawy odczuło w Polsce niewiele osób. Po 1 października 2011 r. uczelnie nie zwalniały pracowników z powodu wspomnianego art. 118 prawa o szkolnictwie wyższym. Zdarzyły się tylko przenosiny do innych jednostek organizacyjnych. Anna Korzekwa, rzecznik Uniwersytetu Warszawskiego, podkreśla, że na UW problem bezpośredniej podległości służbowej osób spokrewnionych właściwie nie istniał.
– W skali całej uczelni dotyczył najwyżej kilku osób. I te sprawy zostały rozwiązane za porozumieniem stron. Niepotrzebne były żadne administracyjne nakazy i zakazy ze strony uczelni – mówi Korzekwa.
Na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu stanowisko zmieniło kilkanaście osób. W porozumieniu z kierownikiem jednostki przeniesiono je do pracy w innych jednostkach albo odwołano z funkcji.
Nikt nie został zwolniony, ponieważ wszystkie znane przypadki pozostawania w relacjach rodzinnych z bezpośrednim przełożonym zostały wyjaśnione i dostosowane do obowiązujących regulacji.
Na Uniwersytecie Wrocławskim zmienić stanowisko na skutek nowych przepisów musiało czterech nauczycieli.
Zwolnień nie było też na Uniwersytecie w Białymstoku, mieście o porównywalnej z Rzeszowem wielkości i liczbie mieszkańców.
– Po wprowadzeniu nowelizacji analizowaliśmy zatrudnienie pod kątem nowych przepisów. Nasi pracownicy składali stosowne oświadczenia. Nie mieliśmy jednak przypadków zwolnień podyktowanych nowymi regulacjami – mówi Katarzyna Dziedzik, rzecznik Uniwersytetu w Białymstoku.
Na uczelniach króluje nepotyzm
Komentuje Jolanta Ojczyk z działu prawa „Rzeczpospolitej"